Podczas jednego z pierwszych sobotnich paneli na XIX Zjeździe Klubów Gazety Polskiej dyskutowano o polskiej tożsamości w kontekście aktualnej sytuacji. Głos zabrał prof. Jan Majchrowski, były prezes Sądu Najwyższego.
- Polskość to nienormalność w świecie. Polskość to nienormalność w świecie, w którym wszystko ma być odwrócone do góry nogami. W świecie, w którym następuje marsz przez instytucje. W świecie, w którym dobro jest nazywane złem, zło dobrem, i tak dalej. Gdzie autorytetem jest byle kto, a autorytet prawdziwy jest szargany - rozpoczął.
- Co jest w tej Polsce, że drażni? Dlaczego Polska drażni dzisiejszą Europę? Tylko dlatego, że się jej opiera? Nie tylko. Właśnie chodzi o tożsamość. Pół tysiąca lat temu zdecydowaliśmy, że „nic o nas bez nas”. W XIX wieku, dzięki Henrykowi Sienkiewiczowi, tą szlachtą stali się wszyscy. Dzięki rządowi narodowemu, który wszczął powstanie styczniowe i ogłosił: „cały naród jest szlachta”. Nastąpiło wielkie równanie w górę. To dlatego, nawet jak się nie znamy, zwracamy się do siebie „pan”, „pani”, a nie „ty” - mówił.
I dalej: „Dziś nam ten język chce się zapaskudzić. Nie tylko wtrętami obcymi, nie tylko ideologiczną terminologią, ale również sposobem zwracania się do siebie. Zwróćcie uwagę na faktury, jakie otrzymujecie od rozmaitych firm. „Byłeś, „zapłaciłeś”, „miałeś”, „możesz”… Znacie tych prezesów, którzy do was piszą w ten sposób? Wszczepiany jest nam obcy kod kulturowy”.
Wskazał, że „Polak czuje się podmiotem politycznym i nie może zrozumieć, że jest jakaś dyrektywa Unii Europejskiej i ma się słuchać”. - Polak odpowie: „zaraz, zaraz. Czy ja głosowałem? Czy ktoś mnie pytał, dlaczego mam już nie jeździć swoim samochodem? Dlaczego mam kupować sobie elektryka za 200 tysięcy? Dlaczego mam przestać ogrzewać dom gazem?” - antycypował.
- To jest dobre dla społeczeństw, które były przez setki lat tresowane w systemie absolutystycznym. To jest dobre dla Prus, być może dla Francji czy Austrii, nie wspominając o Rosji. Ale to nie jest dobre dla nas, bo nasza tożsamość jest nierozerwalnie połączona z wolnością. I to niewolników drażni. Drażni wolny człowiek, który nie tylko mówi co chce, ale też robi co chce. Bo to wyrzut sumienia niewolnika, który przyjął na siebie kaganiec za obietnicę pełnej miski. Tylko głupiec tak postępuje. Jak założą nam obroże na szyje to będzie pełna miska. Pod warunkiem, że pan da. Jak pan nie da, zostanie tylko przywiązanie do budy. Wolny człowiek zawsze sobie poradzi
- podsumował.