Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Lewicowy dziennikarz, pomówiony przez feministki o gwałt, oczyszczony z zarzutów. Jeden tekst rozpętał nagonkę

Jakub Dymek, lewicowy dziennikarz, wygrał w II instancji proces z "Codziennikiem Feministycznym". - Autorki „Codziennika Feministycznego” mają przeprosić i zapłacić zadośćuczynienie za przypisywanie mi przestępstw, których JAK POTWIERDZIŁ SĄD DRUGIEJ INSTANCJI nie było! - przekazał za pośrednictwem portalu X Dymek. Sprawa dotyczy publicznych zarzutów, które sformułowane zostały w "Codzienniku Feministycznym" przez osiem dziennikarek, i dotyczyły przemocy seksualnej oraz gwałtu.

O Jakubie Dymku, wtedy dziennikarzu "Krytyki Politycznej", głośno zrobiło się w listopadzie 2017 roku, kiedy to wraz z redaktorem "Gazety Wyborczej" Michałem Wybieralskim został oskarżony przez osiem dziennikarek o przemoc, seksizm, molestowanie seksualne oraz o gwałt. Zarzuty ukazały się na łamach "Codziennika Feministycznego" w felietonie pt. "Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach polskiego #meetoo". Pod tekstem podpisały się Sara Czyż, Dominika Dymińska, Patrycja Wieczorkiewicz i Agnieszka Ziółkowska. Cztery kolejne współautorki zdecydowały się pozostać anonimowe.

Wstydźcie się. Nie liczy się wasza symboliczno-incydentalna obecność na manifie, podpisanie projektu ustawy liberalizującej prawo aborcyjne, publicystyczne zwalczanie ,,kultury gwałtu’’. Dopóki będziecie klepać nas po tyłkach, traktować z lekceważeniem, wykorzystywać, zmuszać do seksu, stosować przemoc, deprecjonować naszą realną pracę, to ten Nowy Wspaniały Świat, o który walczymy, pozostanie punktem na utopijnym horyzoncie. Jakubie Dymku, Michale Wybieralski. Nie chcemy takich „feministów”. Nie chcemy takiej lewicy

– napisały autorki.

Nagonka bez sądu

Rezultatem publikacji stało się natychmiastowe rozwiązanie lub zawieszenie współpracy z Dymkiem oraz Wybieralskim przez pracodawców oraz partnerów. Sprawą rzekomego gwałtu na Dominice Dymińskiej, opisanego w "Codzienniku Feministycznym", którego miał dopuścić się Dymek w trakcie trwania ich związku, zajęła się Prokuratura Okręgowa w Warszawie. W styczniu 2019 postępowanie umorzono z powodu niedoszukania się znamion czynu zabronionego.

Sam Dymek, w wywiadzie udzielonym Onetowi krótko po publikacji szokującego felietonu autorstwa ośmiu feministek, wspomniał o tym, że wg jego przyjaciół felieton jest odsuniętą w czasie zemstą po rozstaniu z Dymińską, zaś on sam na ponad tydzień przed publikacją tekstu otrzymywał pogróżki - w tym zawoalowaną, mailową zapowiedź o tym, co go czeka.

Nigdy nie dopuściłem się gwałtu. To kłamstwo, pomówienie, które nie ma nic wspólnego z prawdą. Dominika opisuje w tekście jedno z naszych pierwszych spotkań w życiu, gdy po imprezie pojechaliśmy do niej i uprawialiśmy seks. Za obopólną zgodą, nie był to gwałt. Ona sama w "Codzienniku Feministycznym" napisała, że wyraziła zgodę na ten seks. Zresztą my później zaczęliśmy się spotykać na stałe, zostaliśmy parą. Dopiero teraz, po latach, uznała, że doszło do gwałtu. Byłem i ciągle jestem tym zszokowany

– utrzymywał od początku Dymek.

"Codziennik Feministyczny" nie usunął kontrowersyjnego felietonu ze strony, jednak ocenzurował go w części opisującej szczegółowo relacje Dymińskiej oraz Dymka, w tym opis rzekomego zgwałcenia. Jedna z czterech autorek, Agnieszka Ziółkowska, w wyniku ugody, przeprosiła Dymka na FB.

"Codziennik Feministyczny" ostro idzie w zaparte

W czerwcu 2023 roku w I instancji zapadł nieprawomocny wyrok. - Autorki pomówienia wobec mnie z 2017 roku maja opublikować przeprosiny w „Codzienniku Feministycznym” i „Krytyce Politycznej” oraz zapłacić zadośćuczynienie - poinformował wówczas Dymek.

Dziennikarki odwołały się jednak od wyroku i podważyły sądowe ustalenia - ponownie na łamach "Codziennika Feministycznego".

To nie jest wyrok w sprawie fałszywych oskarżeń, tylko naruszenia dóbr osobistych. Nigdy nie liczyłyśmy, że uda się udowodnić w sądzie przemoc sprzed wielu lat. W tej jednej sprawie miałyśmy tylko słowa. W przytłaczającej większości spraw dotyczących przemocy seksualnej nie udaje się jej udowodnić w sądzie. Zdecydowałyśmy się o tym opowiedzieć mając świadomość, że zaszkodzimy przede wszystkim sobie – by chronić innych. Z przykrością patrzymy, jak kolejne osoby wspierają i traktują niczym bohatera człowieka, który przyznał się do napastliwych i poniżających zachowaniach wobec kobiet. Choć poparcie osób takich jak radykalne transfobki, faszyści czy słynny neoliberalny mobber nas nie zaskakuje

– napisano na stronie.

Pod tym tekstem nikt jednak nie podpisał się z nazwiska - widnieje tam tylko ogólny podpis "Redakcja".

W poniedziałek, po 9 latach walki o dobre imię, wyrok uprawomocnił się, zaś sąd orzekł, że do zarzucanych Dymkowi przestępstw w ogóle nie doszło.

Źródło: niezalezna.pl, x.com, Onet, Codziennik Feministyczny

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej