Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

„Lekarze bali się odezwać”. Szokujące słowa prezesa NIL po aferze w Szpitalu Południowym

Lekarze mieli widzieć nieprawidłowości, ale bali się mówić. Tak wynika ze słów prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej dr Łukasza Jankowskiego, który ujawnił, że po wybuchu afery wokół Szpitala Południowego do NIL zgłaszają się medycy przyznający, iż obawiali się utraty pracy i losu osób, które wcześniej próbowały przeciwstawić się panującemu tam układowi. W tle są wstrząsające relacje o błędach medycznych i śmierci pacjentów na SOR-ze.

Autor:

Wczoraj wieczorem odsłonięta została kolejna afera Szpitala Południowego. Dr Emil Jędrzejewski, jeden z sygnalistów z tej placówki opowiedział w rozmowie na żywo z Kanałem Zero o nieprawidłowościach i błędach, które doprowadziły do śmierci pacjentów na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, którym kierował młody lekarz i radny miejski KO Dawid Kacprzyk

Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania. W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie – śmiercią 

– te słowa wypowiedziane przez dr Jędrzejewskiego, wstrząsnęły opinią publiczną.

Szczegóły w artykule: "Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy". Lekarz powiedział wprost, co działo się w Szpitalu Południowym

Dziś rano, w trybie wydania specjalnego, TV Republika przedstawiła szokujące materiały dotyczące okoliczności zgonów pacjentów na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala Południowego. Dziennikarz Piotr Nisztor poinformował, że redakcja dotarła do dokumentów, które mają potwierdzać wcześniejsze doniesienia o poważnych nieprawidłowościach. Chodzi o dwa przypadki: śmierć 67-letniego pacjenta po intubacji oraz zgon 69-latka, którego znaleziono później w toalecie.

Prezes NIL: pacjenci czują obawę i lęk

Przed południem odbyła się konferencja prasowa Naczelnej Izby Lekarskiej. Prezes NIL, dr Łukasz Jankowski na początku swojego wystąpienia przyznał: "śledztwo wyjaśni, co mogło dziać się z pacjentami, bo to pacjenci powinni być na pierwszym miejscu, to do czego doprowadziło połączenie polityki z medycyną w tym konkretnym przypadku".

Jak wskazał - "jednocześnie rozumiemy dzisiaj naszych pacjentów, którzy mogą czuć obawę, czuć lęk, czuć strach, że ta patologia, którą ujawniono, nie była jednostkowa, tylko że ta patologia trawi cały system ochrony zdrowia".

Zapowiedział przedstawienie konkretnych propozycji, które powinny zostać wprowadzone, aby naprawić patologię w systemie ochrony zdrowia, na przykładzie Szpitala Południowego w Warszawie.

- Od rana jestem w kontakcie z naczelnym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej. Już kilka dni temu zostało wszczęte postępowanie w sprawie polityka lekarza, który jakoby miał dopuszczać się czynów w mojej ocenie nie tylko nielicujących z godnością zawodu, ale zagrażających bezpieczeństwu, zdrowiu i życiu pacjentów. Uzgodniliśmy z panem rzecznikiem, że analizuję materiał pod kątem złożenia z art. 77 wniosku do sądu lekarskiego o zawieszenie prawa wykonywania zawodu na czas trwania postępowania panu doktorowi ze Szpitala Południowego. Mamy silne przekonanie, że każdy z zarzutów musi zostać wyjaśniony, a mając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo pacjentów, nie możemy dopuścić do tego, żeby takie zdarzenia dalej mogły mieć miejsce - podkreślił.

Jankowski wskazał: "jednocześnie apeluję dzisiaj do prokuratury o jak najszybsze wszczęcie postępowania w tej sprawie i przeprowadzenie rzetelnego dochodzenia, wyjaśnienie sprawy. Te zarzuty, które się pojawiły, przekraczają możliwości odpowiedzialności dyscyplinarnej, bo są po prostu zarzutami stricte karnymi zagrożonymi sankcjami, które z tego wynikają. Ja mogę tylko zaapelować do pacjentów... Patrzcie na tą sytuację, bardzo was prosimy, jako na pewną patologię na styku polityki i świata lekarskiego. To nie jest tak, że wszyscy lekarze w ten sposób podchodzą do pacjentów. Trudno mi jest dobierać słowa, ale kiedy słyszymy o tym, że lekarz podchodził do pacjenta jak do fantoma, że lekarz sprawił, że pacjent został bez nadzoru, to trudno znaleźć słowa. Pozostaje pewna bezsilność, pozostaje pewne zdruzgotanie".

Jestem przekonany, że 99,9 proc. lekarzy dzisiaj walczy o zdrowie i życie pacjentów i trzyma na barkach niewydolny system, a ten maleńki odsetek lekarzy, którzy nie rozumieją, czym jest nasz zawód, musi być z tego zawodu po prostu usunięty, a sprawa być dogłębnie wyjaśniona. Dziękuję od rana wszystkim lekarzom, którzy zgłaszają się do Naczelnej Izby Lekarskiej, piszą, przeważają głosy bezsilności. Co teraz będzie? Jak odbudować zaufanie pacjentów do lekarzy? Rozumiemy naszych pacjentów, a z drugiej strony przekonanie, dzisiaj na taki SOR, upolityczniony do upolitycznionego miejsca, może trafić każdy. Ta sprawa dotyczy każdego, również nas, lekarzy może trafić ktoś z naszych rodzin, możemy trafić my sami. W związku z tym ta patologia musi się skończyć.

– wezwał.

Podkreślił, że jednym z postulatów NIL jest "odpolitycznienie systemu ochrony zdrowia". "Nie może być tak, że lekarz ordynator, kierujący oddziałem, koordynator czy dyrektor ma legitymację partyjną, bo to prowadzi do ogromnych nadużyć. Żądamy wręcz od Pana Premiera tego, żeby jak najszybciej wprowadzić rozdzielenie polityki od ochrony zdrowia. Politycy dużo mówią o tym, że chcą naprawiać sytuację, ale konkretów na razie brakuje. My z tym konkretem dzisiaj wychodzimy" - tłumaczył.

Chcemy również przez to pokazać, że my jako środowisko jesteśmy gotowi do tego, żeby w procesie naprawy ochrony zdrowia uczestniczyć. Ja może podzielę się prywatną refleksją, ale mam w sobie bardzo dużo emocji. No mi się nie mieści w głowie, że niedoświadczony lekarz na początku swojej drogi zawodowej pracuje na SOR-ze, w najtrudniejszym miejscu do pracy, że nie korzysta ze wsparcia starszych kolegów na tyle, na ile to jest potrzebne. Dla mnie to jest niewyobrażalne. Znam lekarzy polskich, wiem, że niemal 100 proc. z nas w takich sytuacjach dba o dobro chorego, prosi o konsultację - pytamy, jeżeli nie wiemy. Tutaj było ego, buta i arogancja. Będziemy to wyjaśniać, ale na pewno cały system, który sprawił, że inni lekarze, którzy to widzieli, również bali się odezwać i nie zgłaszali nam Naczelnej Izbie Lekarskiej, ani Okręgowym Izbom Lekarskim żadnych zarzutów pod adresem tej sytuacji. To jest system głęboko dysfunkcyjny, ale będziemy również wyjaśniać, dlaczego tak się działo

– mówił prezes NIL.

"Lekarze bali się o pracę"

Dodał, że "dzisiaj po rozmowach z lekarzami słyszymy, że obawiali się o pracę, że widzieli przykład kogoś, kto stanął przeciwko systemowi, został zwolniony, nie chcieli podzielić tego losu. Jednak od lekarzy, osób z wyższym wykształceniem, które mają za zadanie dbać o dobro pacjenta, też wymagamy i apelujemy do naszych kolegów: jeżeli widzicie gdzieś, że zagrożone jest bezpieczeństwo pacjentów, zgłaszajcie to nam, organom, macie taki obowiązek, tak naprawdę również moralny. Chcemy, żeby ten przykład patologii, który się tutaj objawił, pozwolił nam też na poprawę systemu, tak żeby w przyszłości do takich patologii nie dochodziło".

- Dziś od rana nazwałem sytuację w tym szpitalu niejako pewną emanacją systemu polityczno-lekarskiego, ale tak naprawdę jako przekręt i myślę, że tego się będziemy trzymać. Tak nie wyglądają szpitale w całej Polsce. Patologii jest rzeczywiście w systemie ochrony zdrowia dużo, ale tu w sposób szczególny zawiodły wszelkie procedury bezpieczeństwa. W normalnych warunkach lekarz na początku swojej drogi zawodowej nie może być koordynatorem SOR-u, musi mieć nadzorcę, starszego kolegę, musi się konsultować. Standardy jakości kształcenia muszą być zachowane. Jest rejestr procedur, które taka osoba może wykonywać bez specjalizacji, a których bez specjalizacji wykonywać nie może. I wreszcie kto dopuścił do tego, że taki lekarz staje na SOR-ze, gdzie wchodzą przypadki zagrożenia życia, zawały, udary, krwawienia, osoby w stanie po spożyciu na przykład narkotyków. Przecież my nabieramy przez lata kompetencji do tego, żeby takim osobom świadczyć pomoc - tłumaczył.

Przyznał, że podczas przeprowadzania specjalnych ankiet, NIL zapytał lekarzy również o drugą stronę tej afery. - Bo jedna to upolitycznienie, legitymacja partyjna, a druga to nielimitowany system czasu pracy - zaznaczył.

- Widzimy już, że grafiki były rozliczane tak, że ta liczba godzin pracy akurat w tym szpitalu dotycząca konkretnego lekarza urosła do bardzo dużych rozmiarów. Zapytaliśmy lekarzy, co jednocześnie są nasze postulaty, co sądzą o pomyśle limitowania czasu pracy. Taki limit obowiązuje dzisiaj lekarzy, którzy są na umowie o pracę, na etacie. Oni mogą pracować 48 godzin w tygodniu, a jeżeli podpiszą klauzulę, to 78 godzin w tygodniu. Za to lekarze na kontrakcie, a 75 proc. specjalistów jest na kontrakcie, nie mają dzisiaj żadnych ograniczeń czasu pracy i mogą dyżurować w zasadzie nieprzerwanie. To rodzi głęboką patologię nie tylko z rozliczeniem czasu pracy, ale z bezpieczeństwem naszych pacjentów. Czas położyć temu kres. Żądamy od pana premiera ujednolicenia maksymalnego czasu pracy niezależnie od formy zatrudnienia. To miałoby być 78 godzin tygodniowo, czyli nieco ponad 300 godzin w miesiącu - dodał.

Prezes NIL wskazał: "żądamy również zmiany wyceny procedur. To nasz postulat znany już od dawna. To wycena procedur nieprawidłowa doprowadziła do kosmicznych wręcz zarobków niektórych lekarzy, którym trudno się dziwić, bo nie oni za te patologie odpowiadają, oni pracują ciężko i wykonują procedury. Natomiast to musi się skończyć".

"Ani razu nie doszło do spotkania z premierem, choć o nie prosiliśmy"

Dziennikarz TV Republika zapytał Jankowskiego o to, czy doszło do spotkania przedstawicieli NIL z premierem Donaldem Tuskiem.

Ani razu nie doszło do spotkania z panem premierem. Wielokrotnie o takie spotkanie prosiliśmy. Pamiętacie państwo szczyty zdrowotne u prezydenta. Wtedy prosiliśmy o spotkanie z trzema najważniejszymi osobami w państwie. Spotkał się z nami pan prezydent, spotkał się pan marszałek Czarzasty. Pan premier takiego spotkania nie zaplanował w swoim grafiku. W trakcie tej afery, która teraz wybuchła, już dwukrotnie prosiłem pisemnie pana premiera o spotkanie w tej sprawie naprawienia ochrony zdrowia. Na razie bez efektu, ale liczę na to, że do takiego spotkania dojdzie. Dziś mamy poważny problem dialogu z Ministerstwem Zdrowia

– brzmiała odpowiedź.

Jak zaznaczył - "nie widzimy szansy na jakąkolwiek sprawczość systemową ze strony ministerstwa, a dialog między nami w zasadzie utknął. Wiemy też, że te zmiany, o których mówimy wymagają silnej woli politycznej i to pan premier jest władny do tego, żeby takie decyzje podejmować. Stąd też my uważamy takie spotkanie, ale nie tylko spotkanie, spotkanie i wnioski, do których dojdziemy wspólnie, za konieczne".

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska