Na szkoleniu pancerniaków pierwszego dnia była realizowana teoria, podczas której żołnierze poznali rzemiosło, które jest niezbędne, aby przetrwać w lesie. Bez odpowiedniego opanowania przedstawionego materiału i wymaganej wiedzy, żołnierze nie byliby w stanie wykonać zadań w praktycznym działaniu w trakcie kursu - czytamy na portalu brygady.
W drugi dzień kursu żołnierze przystąpili do realizacji części praktycznej. Na świętoszowskim poligonie instruktorzy zapoznali szkolonych z procedurami postępowania, jakie od tej pory miały ich obowiązywać. Żołnierze mieli przypomnienie z zakresu wykonywania schronienia, pozyskiwania żywności oraz wody. Musieli sobie poradzić również z taktyczną pogodą, zwłaszcza podczas rozpalania ognisk w lesie, przy których mogliby odpocząć w trakcie marszu. Pancerniacy, na czas kursu podzieleni na mniejsze grupy, na czas szkolenia mogli zabrać ze sobą minimum wyposażenia, a całość została sprawdzona i zweryfikowana przez instruktorów - podaje 10. BKPanc.
Jak się później okazało, wyposażenie, które ze sobą zabrali, w zupełności wystarczyło im do wykonania zadań, które były przygotowane podczas całego marszu. Punkty, na których się zatrzymywali, były oceniane pod każdym względem. Liczył się najmniejszy szczegół. Po drodze czekało wiele niespodzianek, sytuacja dynamicznie się zmieniała. Były sytuacje, kiedy punkt, do którego mieli dotrzeć, jest już nieaktualny, a więc wiązało się to z kolejnymi kilometrami do przemierzenia.
Zmęczenie, niskie temperatury, deszcz oraz ograniczona ilość jedzenia, a także wody- z takimi trudnościami i wyzwaniami poradzili sobie uczestnicy kursu. Każdy z uczestników zakończył szkolenie z pozytywnym wynikiem. Ostatniego dnia instruktorzy dokonali podsumowania całego szkolenia. Omówili popełnione błędy, aby w przyszłości żołnierze mogli ich unikać - informuje 10. Brygada Kawalerii Pancernej.