Jak pisze gazeta, KIO, zajmująca się rozstrzyganiem sporów przetargowych, wyrokuje dziś dwukrotnie więcej spraw niż kilka lat temu, mimo zbliżonej liczny orzeczników. Według przewidywań dziennika w 2026 r. liczba kierowanych do organu odwołań przekroczy 6,5 tys.
Jak czytamy, niedawno zakończony konkurs przewidywał powołanie dziewięciu dodatkowych osób, lecz pozytywnie ukończyła go tylko jedna. Dodatkowo, w ostatnim czasie z izby odeszli kolejni dwaj członkowie.
Zdaniem dr hab. Włodzimierza Dzierżanowskiego z Akademii Łazarskiego powodem tej sytuacji są zarobki.
– Jeśli orzecznik KIO rozstrzygający spory w miliardowych przetargach zarabia dużo mniej niż sędzia rejonowy, do którego trafiają roszczenia do wysokości 100 tys. zł, to naprawdę nie ma co się dziwić, że nie ma chętnych
– wyjaśnia w rozmowie z gazetą.
Jak wskazuje „Rzeczpospolita”, braki kadrowe wpływają na tempo rozpatrywania kluczowych spraw. Na rozpoznanie czeka m.in. odwołanie dotyczące budowy bariery elektronicznej na granicy z Ukrainą o wartości 450 mln zł.
Jak podaje gazeta, planowane są kolejne nabory do izby. Prezes KIO Jan Kuzawiński zaznacza jednak, że jeśli płace nie wzrosną w sposób wyraźny, spodziewa się dalszych odejść orzeczników.