Daniel Obajtek, były prezes Orlenu, a obecnie europoseł został pod koniec lipca wezwany do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przedstawiono mu zarzuty w dwóch sprawach - wycofania w marcu 2023 r. - gdy był prezesem Orlenu - ze wszystkich punktów sprzedaży Orlenu jednego z numerów tygodnika „Nie” z obrazoburczą okładką oraz podejrzenia składania fałszywych zeznań przed sądem dotyczących jego znajomości z dziennikarzem Piotrem Nisztorem.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Europoseł nie przyznał się do zarzucanych czynów.
W kwestii wycofania ze sprzedaży tygodnika "Nie" Obajtek wskazuje, że doszło do zbezczeszczenia uczuć religijnych i w jego ocenie postąpił słusznie i zgodnie z prawem.
Zdaniem Daniela Obajtka, drugi zarzut dotyczący rzekomego składania fałszywych zeznań - "nie ma żadnego uzasadnienia" i jest "niepoważny".
Jak mówił, nagranie opublikowane przez media [portal Onet], które miało świadczyć o jego nieformalnych kontaktach z dziennikarzem w żadnym wypadku nie są autentyczne.
- Sama prokuratura twierdzi, że nagrania są nie wiadomo jakiego pochodzenia, to jest jedna sprawa, a druga - twierdzi, że one są pocięte i zmontowane. Więc (...), o jakich my zarzutach w ogóle w tym zakresie mówimy. To jest po prostu śmieszne - powiedział Obajtek.
Ocenił również, że prokuratura „za wszelką cenę” powinna dojść do tego, kto manipulował tymi nagraniami i - jak mówił - „dlaczego rzekomo prezes Orlenu był nagrywany w gabinecie, który powinien być najbezpieczniejszym gabinetem w Polsce”.
Słabe dowody prokuratury
Jakość materiału, który posiada prokuratura w tej sprawie, jako "słabą" oceniła "Rzeczpospolita".
W tekście Izabeli Kacprzak czytamy, że prokuratura "nie ma ani oryginału nagrania, ani nie wie, kto nagrał Obajtka".
Sama PO w Warszawie twierdzi, że jako dowodem dysponuje "kopią z Onetu", potwierdzoną podobną przez biegłego sądowego, choć jego nazwiska prokuratura ujawnić nie chce. W kwestii autorstwa nagrań - śledczy odnieśli się do dwóch decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie z zawiadomienia Daniela Obajtka.
Choć prokuratura twierdzi, że "miało dojść do spotkania między podejrzanymi, które miało zostać zarejestrowane", to jednak "nie udziela informacji co do dowodów". Na spotkania wskazywać mają "dokumenty z Orlenu" - choć księga wejść i wyjść Orlenu, o wypis z której poprosił w przeszłości sam Nisztor - wskazuje, że dziennikarz wchodził do prezesa koncernu w kwietniu, wrześniu i grudniu 2018 r. Nie było jednak wizyty w czerwcu, którą miał przedstawić na nagraniach Onet.
Do sprawy tej już w maju 2026 r. odniósł się w oświadczeniu Piotr Nisztor.
"Prokuratura Żurka na podstawie zmanipulowanych, najprawdopodobniej sfałszowanych, pochodzących z niewiadomego źródła fragmentów nagrań mojej rzekomej rozmowy z Danielem Obajtkiem, byłym prezesem Orlenu, chce mi przedstawić zarzuty. Portal onet.pl ujawnił te fragmenty dokładnie 5 lat po ich powstaniu, aby ci, którzy za tym stoją, nie ponieśli odpowiedzialności (śledztwo z mojego zawiadomienia w tej sprawie nie zostało wszczęte, właśnie z tego powodu [przedawnienia]). W dacie [18 czerwca 2018 r.] wskazanej przez portal nie byłem nawet w siedzibie Orlenu (nie byłem tam również w tygodniach poprzedzających tę datę, jak i w tygodniach już po wskazanej rzekomej dacie nagrania). Prokuratura nie tylko nie posiada nośników/nośnika, na którym zostały one zarejestrowane, ale także oryginałów, a cała sprawa to polityczna hucpa, by dopaść niewygodnego dziennikarza" - czytamy w oświadczeniu.