Kongres Estetyczny w Katowicach to przedsięwzięcie, na które zrzucić musieli się podatnicy. Lwią część kosztów – blisko 234 tys. zł – pokryło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (resort, w którym wiceministrem jest Marta Cienkowska). Kolejne ponad 80 tys. zł wkładu własnego zapewniło miasto Katowice.
Na co idą te pieniądze? Jak się okazuje, około 11 tysięcy złotych pochłonęła do tej pory wystawa zatytułowana "Kissing a rock" (Całując skałę). Jej autorką jest Mariia Lemperk, określana jako "artystyczna osoba queerowa". Proces twórczy w tym przypadku wyglądał nader specyficznie: do galerii przywieziono prawie 5 ton kamieni ze zlikwidowanego stawu. Następnie autorka całowała je, przypinała do brzucha i klatki piersiowej, a na mikrofon służący do rejestrowania dotyku założyła prezerwatywę.
"Opresja ginekologiczna" i zaimki
Z oficjalnej strony katowickiego BWA dowiadujemy się, że Lemperk to osoba używająca zaimków "they/them, ona/jej, on/jego". Pochodzi z ukraińskiej Odessy, a jej twórczość ma się skupiać na "politykach pamięci i ciała", przestrzeniach bólu oraz "obecności queeru w dzisiejszym polityczno-kulturowym chaosie".
Warto odnotować, że całowanie kamieni to dla Lemperk nie pierwszyzna. W 2024 roku robiła to już nad rzeką Isar w Monachium oraz nad polską Dłubnią. W opisach jej działań przewijają się takie pojęcia jak przemoc seksualna, "opresja ginekologiczna" czy "postpornografia". Równolegle performerka prowadzi projekt "Pain Game" (Gra bólu), który z Niemiec trafił m.in. do krakowskiej Cricoteki. Zgodnie z opisem, składa się na niego:
"gips, własne włosy, stół, czarne ściany i hałas".
Radny oburzony: "To nie jest prywatny klub"
Sprawie kosztów tej kontrowersyjnej wystawy przygląda się Leszek Piechota, katowicki radny opozycyjny i były senator RP, który nie kryje oburzenia zaistniałą sytuacją.
– Honoruję tradycyjną sztukę, ale to nie ma znaczenia. Kto chce całować kamienie i wkładać - to w kontekst seksualny — niech to robi za własne pieniądze. Publiczna galeria w Katowicach nie jest prywatnym klubem. Pytanie nie brzmi, czy wolno. Pytanie brzmi, czy miasto i Ministerstwo Kultury mają to opłacać
– mówi w rozmowie z portalem Niezalezna.pl.
Piechota zwraca również uwagę na konieczność transparentności w wydatkowaniu publicznych środków. Jak wylicza, dyrektor BWA i kurator wystawy Łukasz Trzciński oraz Mariia Lemperk doskonale się znają "i od lat są partnerami biznesowymi".
Urzędnicy umywają ręce, a dyrektor zapowiada "continuum"
Jak z finansowania "queerowej sztuki" tłumaczą się urzędnicy? Rzecznik prasowa Urzędu Miasta w Katowicach, Sandra Hajduk, przekonuje, że "Kissing a rock" to zaledwie "marginalna częścią całego kongresu". Rzeczniczka dodaje, że miasto "od zawsze szanuje autonomię sztuki", a pełną odpowiedzialność za działalność instytucji ponosi jej dyrektor.
Z kolei dyrektor BWA, Łukasz Trzciński, potwierdza, że przybliżony koszt wystawy to ok. 11 tys. zł, co obejmuje "honorarium artystki, równowartość płacy minimalnej za 2 miesiące pracy". Co więcej, zapowiada, że to nie koniec. Wystawa ma swoje "continuum w naszej Galerii Rzeźby", a organizatorzy nie wykluczają "dalszych działań stanowiących rozwinięcie wystawy". Finalne rozliczenie ma zostać przedstawione ministerstwu po zakończeniu całorocznego projektu, w który zaangażowanych jest ponad 50 osób.
Na kontrowersje pieniądze są, na patriotów brakuje
Radny Piechota wskazuje na jeszcze jeden, szerszy problem polityki kulturalnej władz Katowic. Zauważa, że miasto planuje zakup prac Hansa Bellmera – bardzo kontrowersyjnego artysty z XX wieku – do Muzeum Historii Katowic. Prezydent Marcin Krupa nie odpowiedział na pytania radnego o to, ile środków z budżetu zostanie na ten cel przeznaczonych i na jakich warunkach.
Tymczasem brakuje pieniędzy na upamiętnienie lokalnych bohaterów. Gdy radny prosi o wydanie biografii Adama Kocura – wieloletniego prezydenta Katowic, patrioty, dzięki któremu o mieście w latach 20. i 30. ubiegłego wieku mówiono "Chicago - Europy" – spotyka się z murem.
– Ciągle słyszę, że nie ma pieniędzy – podsumowuje gorzko Leszek Piechota.