Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński był we wtorek pytany o oczekiwania wobec wizyty w Moskwie szefa MSZ Zbigniewa Raua. Szef polskiej dyplomacji, który przewodniczy w tej chwili OBWE, ma się w Moskwie spotkać z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem.
Jabłoński przyznał, że "postawa Rosji w rozmowach, które próbują z Rosją podejmować przywódcy państw zachodnich nie napawa optymizmem".
"Mamy do czynienia z państwem, które działa w sposób bardzo agresywny, łamiąc normy prawa międzynarodowego, a jednocześnie w rozmowach kreując się na ofiarę. Nie mamy wielkich nadziei wyłącznie po samych rozmowach i wyłącznie po samej ścieżce dyplomatycznej"
- mówił wiceszef MSZ.
W jego opinii nadzieję na rozwiązanie kryzysu wokół Ukrainy tkwią w tym, że "obok ścieżki dyplomatycznej podejmowana jest równolegle ścieżka o charakterze sankcyjnym, odstraszającym".
"Mamy nadzieję, że fakt, iż te dwie ścieżki idą równolegle w pewnym momencie sprawi, że Rosja zrozumie, iż po prostu dalsza eskalacja jest dla niej niekorzystna. Czy stanie się to już dziś w Moskwie? Nie chciałbym rysować tak optymistycznych scenariuszy, bo wydaje mi się, że to jest jeszcze niestety przedwczesne, ale minister Rau pojechał tam po to, aby tę presję kontynuować"
- przekonywał Jabłoński.
Wykluczenie z OBWE?
Wiceminister został również zapytany, czy Rosja nie powinna być wykluczona z OBWE.
Przyznał, że Rosja jest państwem niegodnym zaufania, mimo to "nie można skreślać możliwości rozmowy i odcinać linii komunikacyjnych bo to może grozić dalszą eskalacją".
Stąd komunikacja musi być zachowana, a OBWE jest takim forum, gdzie dialog mógłby się odbywać.
"Oczywiście pod warunkiem, że Rosja realnie będzie tego dialogu chciała" - powiedział Jabłoński.
Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau udał się do Moskwy w poniedziałek po południu, we wtorek spotka się z Siergiejem Ławrowem. Rzecznik MSZ Łukasz Jasina podkreślił w poniedziałek, że Rau udaje się do Rosji jako przewodniczący OBWE. Zwrócił jednocześnie uwagę, że będzie to pierwsza od niemalże 10 lat wizyta polskiego ministra spraw zagranicznych w Moskwie.
Od tygodni rosyjskie wojska koncentrują się przy granicy z Ukrainą. Działania te wywołują poważne obawy w krajach zachodnich, których przywódcy uważają, że istnieje ryzyko działań zbrojnych ze strony tego kraju. Moskwa twierdzi, że nie ma takich planów, jednocześnie żądając od USA i NATO gwarancji o nierozszerzaniu Sojuszu o Ukrainę oraz wycofaniu jego infrastruktury "od granic Rosji".
W związku ze zwiększeniem napięcia w regionie do opuszczenia Ukrainy i niepodróżowania do tego państwa swoich obywateli wezwały rządy Włoch, Holandii, Belgii, Szwecji i Hiszpanii. Podobne komunikaty już wcześniej wydały rządy m.in. USA, Wielkiej Brytanii, Łotwy, Norwegii, Japonii, Kanady i Izraela.
W sobotę po raz czwarty od początku kryzysu telefonicznie rozmawiali ze sobą prezydent USA Joe Biden oraz prezydent Rosji Władimir Putin. Amerykańska administracja poinformowała, że rozmowa była "rzeczowa i profesjonalna", ale "nie zmieniła fundamentalnej dynamiki sytuacji, jaką obserwujemy od kilku tygodni". W niedzielnym wywiadzie dla CNN doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Jake Sullivan podkreślił, że do ataku na Ukrainę może dojść w każdej chwili - zarówno w przyszłym tygodniu, jak i po trwających do 20 lutego igrzyskach olimpijskich.