Około 10-metrowy lej na polu to najprawdopodobniej ślad po rosyjskiej rakiecie manewrującej Ch-101. Serwis AMK Mapping, śledzący na bieżąco wojnę na Ukrainie, opublikował mapę pokazująca przybliżoną trasę lotu rakiety manewrującej, która miała uderzyć na Lubelszczyźnie, ok. 95 kilometrów od granicy z Ukrainą.
Informacji jak na razie nie potwierdziły polskie służby. Co innego zrobiła strona ukraińska. Szef tamtejszej dyplomacji jasno wskazał, że chodzi o rosyjski pocisk.
W nocy rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 przekroczyła granicę Polski w ramach masowego uderzenia Rosji na Ukrainę, naruszając przestrzeń powietrzną NATO
– napisał szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha.
🇵🇱🇺🇦🇷🇺
Pierwsze nagrania👇 pic.twitter.com/3620LDZYKe
— WarNewsPL (@WarNewsPL1) July 30, 2026
Komunikacyjna klęska
O komentarz do sprawy portal Niezależna.pl poprosił płk. Marka Utrackiego, byłego wiceszefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).
Uważam, że nocne wydarzenia to kolejna rosyjska prowokacja. Rosja z pewną regularnością testuje reakcję i sposób działania nie tylko Polski, ale też krajów bałtyckich czy ostatnio Rumunii. Tu mamy tego kolejny przykład.
– wskazuje nasz rozmówca.
Bezsprzecznym faktem jest, że kolejny raz naruszono militarnie naszą przestrzeń powietrzną. Faktem jest też, że jako Polska ponownie jesteśmy reaktywni. Nie udaje nam się zamanifestować swojej sprawczości pod kątem neutralizacji tego typu zagrożeń.
– dodaje.
Wielkość krateru w ziemi, huk, który słyszeli mieszkańcy, wskazują na rosyjską rakietę Ch-101 jako obiekt, który naruszył naszą przestrzeń powietrzną (w międzyczasie doniesienia te potwierdził ukraiński MSZ – red.). To z kolei wskazuje, że to nie żaden błąd rosyjskiej artylerii, lecz celowe działanie.
– uzupełnia ekspert.
Druga kwestia to zaalarmowanie społeczeństwa. Niestety, ponownie tutaj nie zadziałały procedury. Po godz. 3 włączono syreny. I na tym się skończyło. Obywatele nie wiedzieli, o co chodzi. A zagrożenie było przecież duże. Gdyby rakieta ta uderzyła w ośrodki miejskie, to teraz mielibyśmy do czynienia z liczeniem ofiar na dużą skalę. Procedury kolejny raz nie zadziałały. Alert RCB milczał. Widać tu nadal brak współpracy między Rządowym Centrum Bezpieczeństwa a MON.
– podkreśla płk Utracki.
Rosja testuje zdolności polskiej i NATO-wskiej obrony przeciwlotniczej. Testuje również współpracę między służbami cywilnymi i wojskowymi. Niestety, ten rezultat po stronie polskiej jest niezadowalający – nie ma wątpliwości były wiceszef SKW.
Polacy powinni czuć się bezpieczni, przygotowani a co najważniejsze – szybko informowani o zagrożeniu. Ponownie tego zabrakło. Większość z nas, że zagrożenie było, i to nie małe, dowiedziało się po kilku godzinach. To wymaga radykalnej zmiany.
– dodaje.
Rosja sukcesywnie przesuwa czerwone linie. Najpierw drony latały blisko granicy z Polską, później nad naszymi granicami. Następnie mieliśmy wtargnięcie w naszą przestrzeń powietrzną – jednego, kilku a potem kilkudziesięciu dronów, potem rakiet i teraz znowu. To bardzo poważna postępująca eskalacja – ostrzega.
Jeżeli nie będziemy w stanie zademonstrować sił odpowiedzi, podchodzić do tematu wyłącznie reaktywnie, zawsze będziemy ofiarą. Konieczne jest zamanifestowanie zdolności operacyjnych w ramach NATO, czyli zestrzelenie takiej rakiety w przyszłości. Inaczej Rosja będzie nas traktowała jako zwierzynę łowną, wobec której będzie powiększała zasób i skalę agresji.
– kończy.