Z powodu rosyjskich ataków lotniczych na Ukrainę, w Lublinie oraz w kilku innych rejonach województwa lubelskiego uruchomiony został system wczesnego ostrzegania. W Lublinie syreny zawyły w czwartek około godz. 3.50. Po kilku minutach alarm został odwołany. Według nieoficjalnych informacji, spadła rakieta manewrująca Ch-101. Nie ma informacji o poszkodowanych.
O ostatnich godzinach i minionej nocy mówił w Telewizji Republika Marcin Kulig, mieszkaniec powiatu biłgorajskiego, klubowicz GP.
- Mieszkam około ośmiu kilometrów od miejsca zdarzenia. Od ok. godz. 3 słychać było latające niskie samoloty. Nie daliśmy rady spać. Przed godz. 4 usłyszeliśmy wyraźny huk. Myślałem, że to może samolot przeleciał niżej, ale za chwilę zaczęły wyć syreny alarmowe. Słychać było jak jednostki straży pożarnej wyjeżdżają. Od znajomych wkrótce dowiedziałem się, że był jakiś wybuch
- relacjonował.
- Na polu jest kilkumetrowy krater. Latają wojskowe helikoptery - potwierdził.
- Jak się obudziłem to od razu zacząłem szukać informacji w internecie. Znalazłem ogólne komunikaty, ale żadnych wiadomości, SMS-ów, ostrzeżeń przed zdarzeniem nie było - przyznał.