Prezes Obywateli RP za blokowanie w maju 2025 ruchu na trasie S8 w Warszawie został skazany na odpracowanie tej przewiny w ciągu miesiąca prac społecznych. Prace społeczne miałyby szansę choć w niewielkiej części zrekompensować straty, jakie dla kieszeni podatników wygenerowały już protesty Ostatniego Pokolenia. Najwyraźniej jednak kontrolowana, miesięczna służba na rzecz domów opieki społecznej czy domów dziecka albo sprzątanie terenów zielonych nazbyt uwłaczały szefowi Obywateli RP.
Zawsze marzyłem o takiej sytuacji, w której mogę doprowadzić sąd do ekstremum i w której mogę na przykład odmówić wykonania prac społecznych. Nie pierwszy raz to robię. Odmówiłem wykonania prac społecznych. Tam w ciągu kilku dni spodziewam się rozprawy - mam już wyznaczony termin - z zamianą tej kary prac społecznych na karę aresztu
– ogłosił prezes Obywateli RP w opublikowanym na social mediach nagraniu, dotyczącym jego udziału w blokadach ruchu miejskiego w Warszawie w ramach akcji prowadzonych przez eko-chuliganów z Ostatniego Pokolenia.
"Spędzę te dwa tygodnie w areszcie z satysfakcją, że robię coś pożytecznego i że tak trzeba" – stwierdził Kasprzak.
Do odsiadki na koszt podatnika lider Obywateli RP postanowił dorobić całą kuriozalną ideologię. Kasprzak porównał się do Gandhiego, przedstawionego w filmie o tym samym tytule. "Ja bym się chciał tak samo zachować"- nadmienił. Dodał, że "Ostatnie Pokolenie na taryfę ulgową liczyć nie może", a jego odsiadka jest kontynuacją akcji oporu. Kasprzak wyraził opinię, że wyroki za udział w działaniach Ostatniego Pokolenia "są jakimś skandalem", a wyroki nakazowe są zjawiskiem trapiącym polskie sądy i "przedłużeniem represyjnych działań ze strony policji".
Na koszt podatnika
Deklaracja Kasprzaka nie spotkała się z powszechnym zrozumieniem. "Według ciebie 'zrobię coś pożytecznego' oznacza siedzenie na państwowym (czyli naszym bo za nasze podatki) garnuszku 2 tygodnie zamiast odpracować wyrok? Wstyd" - zauważyła jedna z kobiet. Inny komentator postulował zwrot do Skarbu Państwa kosztów poniesionych przez zakład karny tytułem utrzymania osadzonego, jeśli świadomie rezygnuje on z kary wolnościowej. "Niestety ustawodawca nie przewidział takiej opcji" - dodał.