Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Gdzie te miliardy na zbrojenia? "Nieudacznicy z MON znów igrają bezpieczeństwem Polski"

Rząd Donalda Tuska chwalił się miliardami z programu SAFE, a tymczasem na zbrojenia wydano dotychczas zaledwie ułamek tych środków. – Obronnością zarządzają ludzie, którzy się na tym nie znają. W warunkach pokojowych, w kraju nie otoczonym wrogami, moglibyśmy to jakoś zbagatelizować. W obecnej sytuacji to jednak jawne igranie z bezpieczeństwem – mówi nam Piotr Kaleta, poseł PiS, członek Sejmowej Komisji Obrony Narodowej (SKON).

Miał być wielki sukces i skokowa modernizacja polskiej armii, a wyszła gigantyczna kompromitacja, zresztą nie pierwsza tego rządu. Program SAFE, który w założeniu miał błyskawicznie zasilić polską zbrojeniówkę miliardami złotych z unijnego kredytu, okazuje się być kolejną niespełnioną obietnicą ekipy Donalda Tuska. Jak wynika z oficjalnych danych Banku Gospodarstwa Krajowego, z obiecanych 28 miliardów złotych do końca czerwca udało się wydać zaledwie... 157 milionów. Kwota ta wystarczyłaby na zaledwie jeden śmigłowiec wojskowy. Przy takim tempie wydawania środków, pierwsza transza zostanie rozdysponowana za niemal 30 lat.

Dla zobrazowania sytuacji – 157 milionów złotych to tyle, ile mniej więcej kosztuje... jeden nowoczesny wielozadaniowy śmigłowiec wojskowy (np. S-70i Black Hawk / AW149) czy…. pięć sztuk wozów bojowych typu Rosomak.

Jeszcze niedawno rządzący prężyli muskuły. Pełnomocniczka rządu ds. SAFE, Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, dumnie ogłaszała, że "pierwsza płatność z SAFE trafiła na konta polskich firm", co rzekomo miało gwarantować "prawdziwe bezpieczeństwo". Wtórował jej szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, zapewniając, że resort "nie zwalnia tempa".

Jak informowaliśmy dziś na portalu Niezależna.pl, sytuacja jest poważna. Firmy zbrojeniowe powinny jak najszybciej otrzymać zaliczki, aby zachować płynność i realizować zakontraktowany już sprzęt. 

Z wydawaniem środków z FWSZ jest ogólnie źle. Na wydatki związane z osiągnięciem celów „Programu rozwoju Sił Zbrojnych” oraz Narodowego Programu Odstraszania i Obrony „Tarcza Wschód”  tj. na finansowanie zakupów sprzętu wojskowego (w tym amunicji) planowano wydatkować łącznie 72,198 mld zł, a do końca czerwca br. wydatkowano tylko 9,179 mld zł (12,7% planu).

"Generałowie powinni wstrząsnąć nieudolnym kierownictwem MON" 

"Czy nas w ogóle dziwi, że ci ludzie sobie z tym kompletnie nie radzą? Przypomnijmy sobie to, co Donald Tusk mówił do prezydenta Nawrockiego: „Szybko podpisujmy, bo tu już nie chodzi o dni, tu chodzi o godziny”. Oni wprowadzają nas w stan permanentnego zagrożenia" – komentuje dla portalu Niezależna.pl Piotr Kaleta, poseł PiS, członek Sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

W tak ważnych sprawach jak bezpieczeństwo naszej ojczyzny nie dali na pierwszą linię frontu kogoś, kto ma pojęcie o wojskowości. Zamiast tego mamy Władysława Kosiniaka-Kamysza, Magdalenę Sobkowiak, Pawła Zalewskiego czy Pawła Bejdę. To ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia i zajmują się wyłącznie sobą. W warunkach pokojowych moglibyśmy zbagatelizować takie kierownictwo MON-u, ale nie teraz, gdy jesteśmy otoczeni wrogami.

– dodaje. 

Tu nie chodzi tylko o wydawanie pieniędzy, ale o ich odpowiednie przeznaczenie. Oni nawet nie wiedzą, na co te środki są potrzebne, a wydarzenia na Wschodzie pokazują, że trzeba je wydawać bardzo rozsądnie. Rakiet nie zestrzelimy dronami. Władysław Kosiniak-Kamysz opowiada o budowie zapory dronowej, co jest potrzebne, ale nie do ochrony przed pociskami balistycznymi. Tu potrzebne są systemy Patriot, których obecnie w ramach programu SAFE nie jesteśmy w stanie kupić ze Stanów Zjednoczonych, bo to nie jest produkcja europejska.

– precyzuje nasz rozmówca.

To jest jawne igranie z naszym bezpieczeństwem – nie ma wątpliwości poseł Kaleta. 

Generałowie powinni wstrząsnąć tym kierownictwem i powiedzieć wprost: „Panowie, co wy robicie? Potrzebujemy broni tu i teraz, a nie opowiadania głupot”. Jeżeli jednak minister obrony otoczył się klakierami, którzy utwierdzają go w przekonaniu o jego nieomylności, a najważniejszą dla nich rzeczą jest szukanie matki chrzestnej dla polskich F-35, to mamy taki właśnie efekt. Pozostaje mieć nadzieję, że w polskiej armii są przede wszystkim fachowcy i patrioci.

– kontynuuje.

Opieszałość w wydawaniu środków to nie tylko opóźnienia w harmonogramie modernizacji armii. Ta nieudolność bezpośrednio wpływa na zagrożenie naszego państwa. Jeżeli ktoś nie rozumie, że każdym działaniem i wydatkiem w ramach programu SAFE czy Funduszu Wsparcia SZ budujemy bezpieczeństwo ojczyzny, a zamiast tego traktuje to jak czekanie na nowe zabawki, jest człowiekiem nieodpowiednim i powinien natychmiast zostać wyrzucony ze stanowiska. 

– kończy.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska