Do zdarzenia doszło 8 czerwca. Wówczas ulicami Warszawy przeszedł Marsz Milczenia, podczas którego modlono się za duszę zamordowanego przez imigrantów na granicy polsko-białoruskiej żołnierza Mateusza Sitka.
W trakcie wydarzenia doszło do interwencji policjantów, którzy zatrzymali uzbrojonego w nóż mężczyznę; funkcjonariusze nie mieli wątpliwości, że celem ataku miał być Robert Bąkiewicz. Dwa dni później portal niezalezna.pl ustalił, że napastnik to Damian G. - recydywista, wcześniej karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, któremu wprawdzie prokuratura postawiła zarzuty, ale pozwoliła... wyjść na wolność.
W kontekście tamtego zagrożenia, prokuratora podjęła kolejną kontrowersyjna decyzję.
Prokuratura umarza dochodzenie
Bąkiewicz przekazał, że otrzymał postanowienie o umorzeniu dochodzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, dotyczącego upublicznienia jego adresu zamieszkania przez lewicowych ekstremistów.
„W kontekście ostatniej próby zamachu na moje życie przez nożownika, brak konsekwencji dla osób, które wskazywały mnie w internecie jako cel ataków, jest nikczemnością i skandalem. Czy w takich okolicznościach moja rodzina, moje dzieci mogą czuć się bezpieczne?”
- pyta.
„Ostatnie sześć miesięcy to permanentny atak na moją osobę poprzez narzędzia tak zwanego wymiaru sprawiedliwości” - przekonuje.
Skandal!
— Robert Bąkiewicz (@RBakiewicz) June 20, 2024
Otrzymałem postanowienie o umorzeniu dochodzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, dotyczącego upublicznienia mojego adresu przez lewicowych ekstremistów.
W kontekście ostatniej próby zamachu na moje życie przez nożownika, brak konsekwencji dla osób, które… pic.twitter.com/DhDYwB0v2q