Dzięki lekturze akt, które udostępnił Sąd Najwyższy, udało nam się ustalić nieco szczegółów, związanych z interwencją policji sprzed roku. Okazało się, że do zatrzymania Joanny W.-K. doszło w dość nietypowych okolicznościach. W momencie przybycia na miejsce mundurowych sędzi nie było w samochodzie. Znajdowała się... w gabinecie wróżki Mirosławy K.
Wróżka nie przewidziała, że klientka "ma ogon"
Wróżka Mira - bo tak Mirosława K. ogłasza się w internecie - chwali się szeregiem umiejętności: wróży, przewiduje przyszłość, korzysta z jasnowidzenia i zapewnia ochronę energetyczną.
"Od klientów wiem, że moje odczyty są zawsze trafne. Uchodzę za osobę wiarygodną i pomocną" - reklamuje się.
Medium nie znalazła jednak uznania w oczach organów ścigania - co wyjaśnimy w dalszej części tekstu. Rzekome ponadzmysłowe zdolności wróżki Miry nie wystarczyły również, by przestrzec szczecińską orzecznik przed nadchodzącymi wydarzeniami - przede wszystkim przed Marcinem K., który po południu 31 lipca 2025 r. przez blisko pół godziny obserwował co robi Joanna W.-K. podczas jazdy samochodem.
Drogi Marcina K. i Joanny W.-K. przecięły się na parkingu supermarketu w Szczecinie. Była wówczas godzina ok. 16:40. To mężczyzna jako pierwszy zauważył nietypowe zachowanie ciemnowłosej kobiety w wieku 50-60 lat, za kierownicą czerwonego Porsche Carrera. Jak później zeznał, zauważona przez niego kobieta "była bardzo pobudzona, intensywnie gestykulowała, wykonywała w samochodzie ruchy, jakby tańczyła". Jej nieudolne próby zaparkowania, trudności w trzymaniu się wytyczonego pasa ruchu czy uderzenie tylnym kołem o krawężnik zaciekawiły świadka na tyle, że zdecydował się śledzić Joannę W.-K. swoim samochodem.
Po wjeździe na osiedle domków jednorodzinnych Marcin K. był już przekonany, że ktokolwiek siedzi za kółkiem czerwonego Porsche - jego stanem powinna zainteresować się policja. Dlatego parę minut po 17:00 Marcin K. zadzwonił pod 112. Poinformował dyspozytorkę numeru alarmowego o swoich spostrzeżeniach. Przy czym na jakiś czas stracił z oczu obiekt swoich obserwacji.
Marcin K. ponownie natknął się na interesujące go czerwone Porsche kilka minut później. Kierującej nim wcześniej kobiety w pojeździe już jednak nie było, natomiast samochód stał zaparkowany przy posesji wróżki Miry.
Panie umówione były na 17:00. Jak potem zeznały, było to ich pierwsze spotkanie, zaś poszukiwanie przez Joannę W.-K. nieznanego wcześniej adresu miało tłumaczyć, dlaczego szczecińska sędzia tak nerwowo kierowała pojazdem.
Biały proszek na bluzce
Wizyta u medium trwała już ok. 10 minut, gdy do bramy na posesję zadzwoniły policjantki. Przedmiotem ich zainteresowania było czerwone Porsche Carrera, zaparkowane na podjeździe. Na spotkanie funkcjonariuszek wyszła wróżka "Mira" i jej córka. Po chwili dołączyła sędzia Joanna W.-K., która potwierdziła, że przyjechała wspomnianym samochodem.
Funkcjonariuszki zauważyły, że kobieta w okolicach nosa i na czarnej bluzce ma ślady białej substancji.
Niemal wszyscy przesłuchani świadkowie, którzy tego wieczora zetknęli się z s. Joanną W.-K. zeznali, że jej zachowanie odbiegało od powszechnie przyjętej normy: raz się śmiała, raz płakała, wszystko podkreślając obfitą gestykulacją. Policjantki, które przybyły na miejsce, zeznały, że sędzia była wyraźnie nerwowa, "zachowywała się irracjonalnie, wykonywała dziwne, nieskoordynowane ruchy, miała chwiejny nastrój, niewyraźną mowę i rozszerzone źrenice". Nagrania z kamer nasobnych potwierdziły ich obserwacje.
Jedynie wróżka Mira twierdziła, że nie zauważyła w zachowaniu klientki nic nadzwyczajnego czy niepokojącego. Zaprzeczyła również rzekomym trudnościom w manewrowaniu samochodem. Sąd Najwyższy uznał jednak jej zeznania za "niespójne i niewiarygodne" wobec zeznań Marcina K. oraz funkcjonariuszy szczecińskiej policji.
Kokaina dla czterech osób
Ówczesna wiceprezes Sądu Okręgowego w Szczecinie zdenerwowała się, gdy funkcjonariuszki poprosiły ją o możliwość zbadania alkomatem. Zasłoniła się immunitetem sędziowskim. Dopiero po dłuższej rozmowie zgodziła się na wykonanie testu narkotykowego. Ten przeprowadzono o 19:05. Wykazał, że s. Joanna W.-K. ma w organizmie kokainę.
Po uzyskaniu dodatniego wyniku sędzia stwierdziła, że musi policjantkom coś pokazać.
Udała się do swojego samochodu, usiadła na miejscu pasażera i w obecności dwóch funkcjonariuszy z torebki wyciągnęła czarny woreczek z niebieskim metalowym pojemnikiem, w którym znajdował się biały proszek. Badanie przy użyciu narkotestu potwierdziło, że jest to kokaina w ilości 0,23 g netto
– czytamy w prokuratorskim wniosku o wyrażanie zgody na pociągnięcie sędzi do odpowiedzialności karnej.
Jak stwierdzili biegli, 0,23 g kokainy to ilość, która pozwala na jednorazowe pełne odurzenie od dwóch do czterech osób.
Policja była w kropce. Sędziego, ze względu na chroniący go immunitet, zatrzymać można jedynie na gorącym uczynku. Tu zaś sprawa była dość niejednoznaczna. Joanna W. - K. denerwowała się natomiast coraz bardziej.
Sędzia odmówiła opuszczenia radiowozu
Oczywiście, to nie był koniec niecodziennych wydarzeń. Do kolejnych doszło po odwiezieniu Joanny W.-K. do szpitala. Na miejsce przybyli inny wiceprezes Sądu Okręgowego i prokurator. W.-K. odmówiła jednak opuszczenia radiowozu i udania się do placówki.
Zgodę na jej procesowe zatrzymanie wydał prezes szczecińskiego "okręgu", którego poinformowano, że doszło do zatrzymania jego zastępczyni na gorącym uczynku.
Była godzina 20:44. Czyli minęły cztery godziny od zgłoszenia.
W szpitalu, pod czujnym okiem kamer nasobnych funkcjonariuszy, zatrzymanej trzy razy pobrano krew w półgodzinnych odstępach. Opinia biegłych potwierdziła, że sędzia w momencie pierwszego badania i kolejnych znajdowała się pod wpływem substancji odurzającej. Co więcej, analiza metabolitów kokainy pozwoliła na założenie, że ok. 17:00 - 18:00 szczecińska orzecznik również była pod wpływem narkotyku. Biegli stwierdzili, że ok. 17:00 - 18:00 stężenie kokainy we krwi sędzi mieściło się w przedziale od 420 do 630 ng/ml, o ile nie zażywała narkotyku w czasie od zdarzenia do pobrania krwi.
[polecam:mhttps://niezalezna.pl/polska/fiasko-prokuratura-zurek-sad-najwyzszy-nie-zgodzil-sie-na-uchylenie-immunitetu-sedziego-schaba/574389]
Nie było zatrzymania na gorącym uczynku?
Sąd Najwyższy wyraził już zgodę na pociągnięcie Joanny W.-K. do odpowiedzialności karnej. Decyzja jest jednak nieprawomocna, a obrońcy sędzi złożyli na nią zażalenie.
Prok. Iwona Kijek z Prokuratury Krajowej stwierdziła podczas posiedzenia immunitetowego w SN, że prokuratura w zasadzie dysponuje już całością materiału dowodowego w tej sprawie i nie ma wątpliwości, że wniosek o przedstawienie sędzi zarzutów jest słuszny.
Sędzia - co prześledziliśmy właściwie krok po kroku i sekunda po sekundzie, od kiedy opuściła pojazd - znajdowała się zawsze w obecności innych osób. Tak, że nie było żadnych możliwości, żeby zażyła środek, który wykryto później w jej krwi, już po opuszczeniu pojazdu
– powiedziała na sali sądowej prok. Kijek.
Jednak wersja wydarzeń obrońcy jest zupełnie inna. Adwokat Alicja Maliszewska, która reprezentowała sędzię podczas posiedzenia immunitetowego przed Sądem Najwyższym, opisała sytuację daleko inaczej, niż zrelacjonowały to media.
W Polsce sędzia może zostać zatrzymany bez zgody właściwego sądu dyscyplinarnego tylko w przypadku zatrzymania go na gorącym uczynku (...). Bezsprzecznym jest, że funkcjonariusze policji nie zatrzymali sędzi ani w trakcie prowadzenia pojazdu, ani bezpośrednio o tym, gdy ten pojazd opuściła. (...) Funkcjonariusze pojawili się na posesji, gdy w aucie nikogo nie było. Nie było nawet nikogo na terenie posesji. Zadzwonili do domu, po czym wyszła pani K. To też przeczy temu, co prokurator stara się wywieść we wniosku - mianowicie, że sędzia nie miała możliwości pozostawania bez obecności osób trzecich
– stwierdziła mec. Alicja Maliszewska.
Zgodnie ze słowami obrony, Joanna W. - K. "nie miała żadnej świadomości ani wiedzy co do tego materiału, który znajdował się w wydanych przez nią rzeczach".