Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Bezradny tłum, a szpital na celowniku. Gen. Gielerak ostrzega: bez zmian wpadniemy w śmiertelną pułapkę

Omdlenie, zawał, nagły krwotok – tego typu zdarzenia mogą dotknąć każdego z nas na ulicy, w drodze do pracy czy na zakupy. Zazwyczaj w takiej sytuacji gromadzi się nad nami tłum gapiów. Jedna osoba wybiera numer ratunkowy 112, a reszta? W Polsce nadal zbyt mało osób wie, że czasami śmierć można odgonić jednym ruchem ręki. Udzielenie natychmiastowej pomocy to kupno poszkodowanemu czasu. Lokata, która procentuje natychmiast. Potem opiekę przejmuje szpital. Co jednak w sytuacji, w której zostanie on odcięty od prądu i leków? Powszechna bezradność w połączeniu z nieprzygotowanymi na kryzys placówkami to gotowy przepis na katastrofę, której ofiarą może paść każdy z nas. Pisze o tym w swojej najnowszej analizie gen. Grzegorz Gielerak.

Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie i jeden z najwybitniejszych autorytetów w dziedzinie medycyny wojskowej opublikował na Portalu Obronnym kolejną analizę poświęconą konieczności reorganizacji systemu ochrony zdrowia w dobie obecnych wyzwań i zagrożeń. W artykule pt. „Pierwsze dziesięć minut. Pierwsze minuty ratują życie, kolejne ratują system”, gen. Grzegorz Gielerak budzi nas z otaczającej iluzji. System ochrony zdrowia, budowany w czasie i na czas pokoju, w zderzeniu z brutalną rzeczywistością konfliktu i wojną cybernetyczną staje się śmiertelną pułapką. 

Odgonić śmierć ręką

Jak podkreśla ekspert, mechanizm udzielenia pierwszej pomocy jest ten sam, zarówno na ulicznym chodniku, autostradzie, czy na polu walki. „Amerykańscy lekarze wojskowi, analizując kilka tysięcy zgonów z Iraku i Afganistanu, ustalili, że niemal dziewięciu na dziesięciu rannych ginie, zanim dotrze do szpitala. Co czwarty z tych zgonów dałby się powstrzymać jednym ruchem ręki na miejscu zdarzenia – uciskiem tamującym krwotok. Opaska, opatrunek, czasem mocny nacisk dłonią – to wszystko, a zarazem dość, by dorosły człowiek nauczył się tego w jedno popołudnie i w decydującej chwili uratował czyjeś życie” – czytamy. 

Tymczasem w Polsce – przy wypadku na drodze – pierwszej pomocy udziela mniej więcej co siódmy świadek. W krajach Europy to co druga osoba. Przekłada się to na konkretne dane. „Po nagłym zatrzymaniu krążenia w miejscu publicznym do pełni zdrowia wraca w Polsce ok. 4 osób na 100, podczas gdy tam, gdzie świadkowie reagują profesjonalnie, odsetek ten sięga nawet 40 proc.” – dziesięciokrotnie więcej. To liczby, które bolą i biją po oczach. 

Bezradność często potęguje też aspekt psychologiczny. Dwie trzecie Polaków deklaruje, że potrafi zareagować w razie wypadku. Gdy jednak pada pytanie o pewność umiejętności, odsetek ten drastycznie spada – do 20 proc. To tak jak z krwią – gdy się o niej mówi, czujemy się pewniej niż wtedy, gdy na własne oczy widzimy czerwoną kałużę. 

Naśladować Skandynawów 

Niezbędne jest odpowiednie przeszkolenie obywateli. Wzorem do naśladowania są kraje północy. Finowie szkolą 50 tys. obywateli rocznie przy liczbie mieszkańców sześciokrotnie mniejszej niż Polska. Sąsiednia Szwecja w ciągu 30 lat przeszkoliła trzy miliony osób. Polska, by dorównać Finom, musiałaby szkolić co najmniej 340 tys. osób rocznie. To nie jest życzeniowe myślenie. To konieczność, by stworzyć solidny fundament ratownictwa. A to zaledwie jeden z kilku elementów, składający się na cały system opieki medycznej. 

Bezpieczny punkt? Nie – cel dla wroga

Gen. Gielerak pochyla się także nad drugim ważnym elementem systemu opieki medycznej. Wielu z nas bezwiednie wierzy, że w czasie wojny szpital nie stanie się celem ataku wroga. Zostanie otoczony „niewidzialną tarczą” albo wzbudzi u agresora współczucie, a ten zmaże go z wojennych celów. Nic bardziej mylnego. Doświadczenia trwającej wojny na Ukrainie pokazują, że placówki medyczne są w czołówce atakowanych punktów, na równi z tzw. infrastrukturą krytyczną, odpowiedzialną m.in. za dostęp do prądu, wody czy ogrzewania.

Dlatego nowoczesny szpital wymaga projektowania według reguł infrastruktury krytycznej państwa – na równi z elektrownią czy ujęciem wody. Własne źródło prądu na dni, nie godziny. Zapas tlenu, krwi i leków na trzydzieści dni, nie na trzydzieści godzin. Kopie danych pacjentów dostępne także wtedy, gdy padnie sieć. Możliwość szybkiego przekształcenia oddziałów i parkingu w strefę przyjęć masowych. Nie chodzi o zamianę szpitali w bunkry, ale o to, by placówka, która ma leczyć w najtrudniejszym momencie, sama ten moment przetrwała

– postuluje ekspert. 

Odporność państwa nie opiera się na tym, że pojedynczy szpital przetrwa kilkanaście godzin, ale na tym, że cały system – szpitale, ratownictwo, laboratoria, apteki, hurtownie, transport, krew, tlen, dane medyczne i kadry – zachowuje sprawność jeszcze po trzydziestu dniach kryzysu. Takiej odporności nie nabywa się wraz ze sprzętem ani nie zamyka w nieczytanym planie awaryjnym. Powstaje latami, na długo przed pierwszym uderzeniem – integracji systemu nie da się zaimprowizować w dniu, w którym zaczyna się on załamywać. Inaczej bohaterstwo personelu będzie nadrabiać błędy organizacyjne, a heroizm powinien być ostatnią linią obrony, nigdy pierwszą. Budowanie tej pierwszej należy do państwa.

– zaznacza gen. Gielerak. 

***

Analiza gen. Grzegorza Gieleraka powinna na dobre wybudzić nas z letargu. Gdy nadejdzie konflikt, sytuacja, w której uzyskamy szybką pomoc i bezpiecznie będziemy kontynuować leczenie w szpitalu, może okazać się myśleniem życzeniowym. Należy zbudować system, dzięki któremu szpitale będą samowystarczalne przez miesiąc, a nie przez chwilę. To jednak długotrwały proces. Do tego czasu, jako obywatele, weźmy sprawy w swoje ręce, budując odporność społeczną i przyswajając zasady pierwszej pomocy. Najważniejsze są bowiem pierwsze minuty. To one zdecydują, czy dalej uda się kogoś ratować. Zróbmy wszystko, by potrafić przegonić śmierć własnymi rękami. Zdobądźmy tę wiedzę, ale sobie i Czytelnikom życzę, by jak najrzadziej używać jej w praktyce. 
 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska