O wyniku testu DNA, który bez wątpienia wykluczył rodzinne związki, w imieniu matki zaginionej dziewczynki poinformowała Natalia Brand na portalu "Zaginieni Cała Polska". Organizacja pomagała w kontaktach pomiędzy matką, a 27-letnią kobietą z USA, która podejrzewała, że może być zaginioną Moniką z Legnicy.
W maju tego roku policja wznowiła śledztwo ws. zaginięcia dziecka przed 26 laty w Legnicy na Dolnym Śląsku. Półtoraroczna dziewczynka zniknęła w 1994 r. Uprowadzono ją z wózka stojącego przed apteką, jej dziadkowie kupowali w tym czasie leki. Za porwanie po wielu latach skazano ojca dziewczynki.
Jednym z tropów w śledztwie i poszukiwaniu małej Moniki było założenie, że mogła zostać porwana przez ojca, którego policja bezskutecznie poszukiwała przez wiele lat.
Dopiero w 2008 roku ojciec, po uzyskaniu listu żelaznego, pojawił się w Polsce, a sąd uznał go winnym porwania i sprzedaży córki i skazał go na 15 lat więzienia. W śledztwie skazany zmieniał zeznania i choć twierdził, że jest niewinny, to wersja o porwaniu i sprzedaży dziecka za granicę również się pojawiła. Karę więzienia odbywa od 2013 roku.
Oficer prasowa legnickiej policji mł. aspirant Jagoda Ekiert wyjaśniała w maju PAP, dlaczego policja wznowiła śledztwo w sprawie zaginięcia dziecka przed 26 laty.
"Skontaktowała się z nami 27-letnia osoba z zagranicy, która twierdzi, że jest dziewczynką z Legnicy, która zniknęła w 1994 roku. Kobieta niedawno dowiedziała się, że jest osobą adoptowaną i zaczęła poszukiwać swej prawdziwej tożsamości. Na jednym z portali o osobach zaginionych natknęła się na sprawę z Legnicy. I twierdzi, że odpowiada rysopisowi"
- powiedziała policjantka.