Szef warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej" i legendarny działacz opozycji antykomunistycznej Adam Borowski został skazany na pół roku bezwzględnego więzienia za krytykę Romana Giertycha. Borowski jest po udarze, choruje na nowotwór, a zdaniem sądu musi iść do więzienia za słowa, jakie wypowiedział o Giertychu.
Więcej w tekście: Wolność dla Borowskiego! Jest apel do prezydenta Karola Nawrockiego. PODPISZ
Adam Borowski: łajdaki nie wygrają
Adam Borowski uczestniczył dziś w manifestacji solidarności z ks. Michałem Olszewskim i byłymi urzędniczkami ministerstwa sprawiedliwości. Pod gmachem warszawskiego sądu, został zapytany o represje wobec niego.
Ja się z tym liczyłem, naprawdę. Dla mnie nie jest to żadne zaskoczenie. Jeżeli człowiek walczy o Polskę, o sprawiedliwość, musi liczyć się z tym, że będą go prześladować. Ale przyszedłem tutaj dzisiaj - na chwilę - bo jeszcze mam gorączkę, ale musiałem tu przyjść, by wyrazić solidarność z księdzem Michałem, z Karoliną i Urszulą. Widzę tutaj sztandar Solidarności z Katowic, z 1981 roku. To mój ukochany związek. Myślę, że w tej chwili jest taki czas, by wrócić do tych wartości, solidarności międzyludzkiej. Musimy to zrobić, żeby nikt nie był sam, żeby te Panie nie były same, żeby ksiądz nie był sam.
– mówił Adam Borowski.
Szef warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej" przyznał: "chciałem wszystkim, naprawdę wszystkim, ogromnie podziękować. Doznałem takiej fali poparcia, solidarności, jakiej się naprawdę nie spodziewałem. Jestem bardzo wzruszony, bo to tylko pokazuje, że to, co robię - służy Polakom. To pokazuje, że jest duże poparcie dla tego, co robię. Wierzę w to, że my pokonamy tę władzę. A te prześladowania miną - prędzej czy później".
Niestety, nie wiadomo jakie ofiary jeszcze będą, co nas spotka. Nas, Polaków, którzy mają ten gen wolności, którzy chcą niepodległego państwa. Być może będą to większe ofiary, ale nie możemy się zatrzymać, w żaden sposób. Jesteśmy sztafetą, dostaliśmy naszą ojczyznę od przodków. Musimy naszym zstępnym ją przekazać - silną, piękną, rozwijającą się. Musimy to zrobić. I zrobimy!
– podkreślił.
I dodał: "łajdaki nie wygrają!".
Jak przyznał, cała sytuacja "świadczy tylko o władzy. Między 13 grudnia 1981 roku a 13 grudnia 2023 są różnice. Teraz możemy rozmawiać - wtedy nie mieliśmy takiej szansy. Mimo wszystko, mamy jeszcze wolne media i możemy się wypowiadać. Ale jest też pewne, że jesteśmy na bardzo niebezpiecznej ścieżce do państwa autorytarnego. To niestety dzieje się na naszych oczach. Doświadczamy tego. Wielu polityków, dziennikarzy z TV Republika chociażby, tego doświadcza. Giertych zapowiada, że dopadnie Tomasza Sakiewicza, szefa największej stacji informacyjnej".
Doskonale wiem, że ani Tomek nie zrobi kroku w tył, ani ja nie zrobię kroku w tył. Dziesiątki tysięcy ludzi nie zrobimy kroku w tył, bo kochamy swoją ojczyznę. Bo my ją zwyczajnie kochamy. Mamy prezydenta, który też ją kocha, który mówi: po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy. Wygramy!
– podsumował.