- mówił.Do tego chodził w okularach. Zupełnie inaczej wygląda teraz niż na zdjęciach z ostatnich trzech lat. Trzeba pochwalić go za ten kamuflaż, za kreatywność. Nie byliśmy w stanie go rozpoznać
„Hoss” okazał się lokalnym patriotą. Jest warszawiakiem i „ciągnęło go do lasu”. W żoliborskim mieszkaniu przebywał ze swoją żoną. Okazało się, że jest osobą, która nie potrafi samotnie funkcjonować. Gdyby nie było z nim tej kobiety, to myślę, że po trzech dniach musielibyśmy mu ratować życie. On nie potrafi nawet herbaty sobie zrobić, ani nic wokół siebie
- przyznał oficer z zespołu „Łowców Głów”.
- zaznaczył.W mieszkaniu cały czas były spuszczone żaluzje. Widzieliśmy go tylko raz przez kilkanaście sekund. Natomiast porusza się on w dość specyficzny sposób, to okazało się pomocne
- stwierdził policjant.Pukaliśmy, nawet do okna, dzwoniliśmy do drzwi. Potem uznaliśmy, że czas zabawy się skończył. Chcieliśmy to zrobić w sposób jak najbardziej humanitarny. On jest osobą zdrową, ale po dwóch zawałach, ma wszczepione bypassy. Chcieliśmy mu pewnych rzeczy oszczędzić, ale skoro na nasze wpraszanie nie reagował, musieliśmy wejść inaczej. Nie stawiał oporu, nie mówił nic, był jednak zaskoczony
- tłumaczył.Przede wszystkim język, jakim się posługują, był barierą. Do końca nie wiadomo, kto jest kim, kto jak się nazywa. Nie wiadomo też, w jakich układach i korelacjach żyją. Wszyscy mają tak samo na nazwisko. Był taki moment w tej sprawie, że wydawało nam się, że ma on sześć córek; okazało się że jest ich mniej. Ale imiona, które pojawiały się w rozmowach, sprawiały właśnie takie wrażenie. To ludzie bardzo rodzinni i objęliśmy opieką wiele z tych osób
- mówił funkcjonariusz.Odtworzyliśmy jego ostatnie dni, jako osoby wolnej - do momentu, gdy zapadła decyzja o wydaniu listu gończego. Nie ukrywam, że odtwarzanie jego drogi zajęło nam trochę czasu. Finalnie zmieniliśmy taktykę naszego działania, przestaliśmy się gonić, jak to miało miejsce w przypadku ubiegłorocznego naszego działania w sprawie Kajetana W. Ustaliliśmy, gdzie powinien się pojawić, to była tylko kwestia czasu, kiedy znajdzie się w pewnym mieszkaniu na Żoliborzu
- podsumował.To była trochę inna i też ciekawa sprawa. Na pewno jakieś nowe doświadczenie. Najtrudniejsze to było nasze zmęczenie i pokrzyżowane plany sportowe. Mieliśmy startować w „Maniackiej Dziesiątce” (popularny w Poznaniu bieg na 10 km - PAP), ale nasze plany zostały brutalnie pokrzyżowane. Zamiast biegać, spędzaliśmy w samochodzie po 20 godzin dziennie