„Doktor Ewa” kontynuuje podróż po Polsce i w niedzielę dotarła do Aleksandrowa Łódzkiego. W swoim wystąpieniu zwyczajowo straszyła PiS-em i oczywiście zachęcała do głosowania na PO.
– przekonywała m.in. Kopacz.Jaką alternatywą dają nasi oponenci? Oni mówią – urządzimy wam życie po swojemu! Jestem na tyle dorosła, by urządzać swoje życie po swojemu. Nie chcę, żeby mi dyktowano, co mam czytać, gdzie mam chodzić i w co się ubierać. Jeśli chcecie takiej Polski, którą kochacie, to w październiku postawcie na Platformę Obywatelską
CZYTAJ WIĘCEJ: Kopacz ma nowy generator przemówień. Zobacz, co w kółko powtarza teraz premier
Nowym elementem w przemówieniu premier był ten o niezgodzie na dyktowanie, co ma czytać, gdzie chodzić i w co się ubierać. Czy ktoś premier dyktuje, co ma czytać, nie wiemy, ale już z pokazywaniem, gdzie ma chodzić i w co się ubierać, bywało różnie.
Trudno uwierzyć, ale w czasie ubiegłorocznej wizyty w Berlinie Ewa Kopacz zgubiła się na czerwonym dywanie. Premier oddawała honory kamerom i gdyby Angela Merkel nie „podyktowała” jej, gdzie ma iść, to kto wie, komu by się jeszcze ukłoniła i dokąd poszła.
Premier dyktowano też, w co ma się ubierać. Tak było podczas sesji do ubiegłorocznego świątecznego numeru magazynu „Viva!”. Wyszła z tego chryja. Nie dość, że internauci obśmiali „poprawiony” wizerunek Kopacz, to jeszcze zauważono, że zrobiono z niej słup ogłoszeniowy. „Szefowa rządu wystąpiła jako słup ogłoszeniowy dla firm takich, jak m.in.: Deni Cler, Lindberg czy Kate & Kate. Stroje i świecidełka, w których pozwoliła się fotografować, są warte więcej niż kilka miesięcznych pensji wielu Polaków” – pisał wtedy „Fakt”.
Urzędnicy Kancelarii Premiera wysłali nawet w tej sprawie list protestacyjny do „Vivy!”, a magazyn wydał oświadczenie, w który zapewnił, że „informacje o producentach ubrań i biżuterii wykorzystanych do stylizacji” podane zostały bez wiedzy Ewy Kopacz.
Może więc premier, przemawiającej w Aleksandrowie Łódzkim, akurat wyleciało z głowy, jak to bywało z tym chodzeniem i ubieraniem.