"Wojskowi mieli się kłócić o wylot do Smoleńska [...] Reporterowi TVN24 udało się ustalić, że zeznania pracowników Okęcia i osób, które w nim 10 kwietnia przebywały, są rozbieżne. Reporter dotarł jednak do osób, które twierdzą, że pilot Arkadiusz Protasiuk po tym, jak nie otrzymał aktualnego stanu pogody w Smoleńsku pokłócił się przed wejściem głównym z dowódcą Sił Powietrznych.
Pilot nie chciał lecieć [...] Generał Andrzej Błasik miał udzielić podwładnemu reprymendy i miał używać przy tym słów wulgarnych" - czytamy na portalu tvn24.pl.
Płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która zabezpieczyła nagranie z kamery przemysłowej (swoją drogą, ciekawe dlaczego pojawił się on w materiale dowodowym dopiero 10 miesięcy po katastrofie), nie chciał powiedzieć TVN24, czy do kłótni rzeczywiście doszło.
Przypomnijmy, co portal TVN24.pl pisał siedem miesięcy temu o stenogramach: TVN24 dotarła do kolejnego fragmentu odczytanego stenogramu z ostatnich minut lotu prezydenckiego TU-154. To nieoficjalne informacje. "Jak nie wyląduję/wylądujemy, to mnie zabiją/zabije" - tak mają brzmieć słowa wypowiedziane przez kapitana Arkadiusza Protasiuka. Nie wiadomo, w jakim kontekście padły te słowa. Prokuratura nie chciała się wypowiadać w tej sprawie. Pytany przez tvn24.pl krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, który zajmuje się odczytywaniem zapisu z czarnej skrzynki nie chciał komentować doniesień. [...] Jeśli to się potwierdzi, to widać, jak bardzo zdeterminowany był pilot. To, że nie podjął decyzji o odejściu na drugi krąg to znaczy, że bał się konsekwencji niewylądowania - ocenił kpt. Robert Zawada, sejmowy ekspert ds. lotnictwa. Według niego, wpływ na decyzję pilota mógł mieć gen. Błasik albo prezydent Kaczyński.
I równie "rzetelna" informacja dziennika "Polska the Times" z tego samego okresu: Ujawniony w mediach fragment wypowiedzi jednego z członków prezydenckiego tupolewa, który 10 kwietnia rozbił się koło Smoleńska, nie jest jedyny. Chodzi o stwierdzenie najprawdopodobniej majora Arkadiusza Protasiuka: "Jak nie wyląduję(my), to mnie zabije(ją)". Słowa te wstrząsnęły opinią publiczną i na nowo podsyciły pytania o ewentualne naciski na pilotów. Jak udało się ustalić "Polsce", na nagraniach czarnych skrzynek, które obecnie są analizowane przez polskich ekspertów w Warszawie i w Krakowie, jest więcej tego typu wypowiadanych zdań. Jedno z nich - według osoby zbliżonej do śledztwa - nie zostało jednak zawarte w stenogramie upublicznionym 1 czerwca. Miało ono brzmieć: "To patrzcie, jak lądują debeściaki".