Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Polscy eksperci: to manipulacja

- To manipulowanie opinią publiczną - tak płk. Mirosław Grochowski, zastępca szefa polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku, skomentował słowa rosyjskich ekspertów.

Autor:

- To manipulowanie opinią publiczną - tak płk. Mirosław Grochowski, zastępca szefa polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku, skomentował słowa rosyjskich ekspertów. Rosjanie stwierdzili dziś, że całkowitą odpowiedzialność za katastrofę prezydenckiego samolotu w Smoleńsku ponosi polska załoga.

Na początku briefingu polskiej komisji jej przedstawiciele podkreślili, że gdyby otrzymali zaproszenie na spotkanie z rosyjskimi ekspertami - nawet wczoraj w późnych godzinach nocnych - to wzięliby w nim udział.

Zastępca przewodniczącego komisji, płk Mirosław Grochowski powiedział, że rosyjscy eksperci nie zapoznali się z całością dokumentów dotyczących katastrofy smoleńskiej, które są umieszczone na stronie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK).

Członkowie polskiej komisji podkreślili, że zastanawiają się nad prawdziwym celem zwołania konferencji przez Rosjan.

- To manipulowanie opinią publiczną - stwierdził płk Grochowski.

Wady w przygotowaniu lotu, formowaniu i treningach załogi, brak treningów na symulatorze, nieznajomość lotniska, ogólne nieprzygotowanie polskiego 36. specpułku - to główne przyczyny katastrofy smoleńskiej według rosyjskich ekspertów. Przedstawili oni swoje "ustalenia" na specjalnej wideokonferencji w Moskwie.

Były rosyjski pilot Oleg Smirnow mówił, że podczas organizacji pracy lotniczej polskiej załogi "nie dopełniono wszystkich wymagań zawartych w międzynarodowym i polskim prawie lotniczym". Nie byli też - według niego - wytrenowani w szczególnych warunkach, jakie można spotkać w czasie lotu: burzy, mgle, warunkach oblodzenia.

Były pilot jako przyczynę katastrofy wymienił szereg działań, jakich nie dokonano przed wylotem - m.in. znajomość lotniska, narzędzi na nim obecnych, przygotowania lotnisk zapasowych.

Nie wspomniał - rzecz jasna - o błędnych kartach podejścia, o tym, dlaczego samolot nie poderwał się na wysokości 100 metrów, choć pilot wydał taką komendę, złych informacjach podawanych przez kontrolerów, sfałszowaniu stenogramów (Rosjanie umieścili w nich m.in. wymyślone słowa "wkurzy się, jeśli...", mające świadczyć o naciskach prezydenta, usuwając jednocześnie wypowiedź Arkadiusza Protasiuka: "Odchodzimy" dowodzące, że załoga nie lądowała), a także o wzajemnie wykluczających się danych zawartych w końcowym raporcie MAK.

Mówiąc o nieznajomości lotniska Sewiernyj, Smirnow podkreślił, że istnieje związany z nim "jeden szczególny przypadek" - zagłębienie terenu (tzw. jar), o którym nie wiedzieli Polacy. To ewidentne kłamstwo, bo wypowiedzi świadczące o tym, że polska załoga wiedziała o jarze, zostały odczytane przez ekspertów w Krakowie. Rosjanie nie uwzględnili jednak tych poprawek w swoich nieprawdziwych stenogramach.

Rosyjscy "specjaliści" odgrzali również tezę o naciskach, choć - jak ustaliła polska prokuratura wojskowa - jest wykluczone, by generał Błasik w ogóle był obecny w kokpicie.

Konferencję, na której Rosjanie przedstawili swoje spojrzenie na katastrofę w Smoleńsku, zorganizowała rosyjska państwowa agencja informacyjna Ria-Novosti.


Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Polska