Jak poinformowały telewizyjne "Wiadomości" i serwis internetowy TVN24.pl, polscy prokuratorzy badający sprawę katastrofy smoleńskiej spotkają się w środę z amerykańskimi ekspertami z Departamentu Stanu FBI.
Niewykluczone, że Polska zleci FBI lub amerykańskiej agencji badania wypadków lotniczych, wykonanie analiz, które mogą pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy tupolewa. Być może zwrócą się też o udostępnienie zdjęć satelitarnych z rejonu Smoleńska z 10 kwietnia 2010 r.
Tymczasem we wczorajszym "Super Expressie" pojawiła się ciekawa i ważna rozmowa z doktorem Harveyem Kushnerem, amerykańskim ekspertem w sprawach zwalczania terroryzmu, wykładowcą Akademii FBI w Quantico (był kilka miesięcy temu w Polsce na zaproszenie Fundacji Niezależne Media). Kushner powiedział, że gdy poznał szczegóły raportu MAK, miał wrażenie, że to jakiś nieścisły dokument i ma wyraźnie polityczny charakter, a to, że są w nim przedstawione jedynie dowody winy strony polskiej, uważa za rzecz skandaliczną.
Co ważne, Kushner zapewnia, że jeśli rząd Donalda Tuska zwróciłby się o pomoc w tej sprawie do Stanów Zjednoczonych, na pewno by ją otrzymał. Problem polega na tym, że do tej pory jedynie środowisko związane z Jarosławem Kaczyńskim próbowało zaangażować w sprawę Amerykanów. Sygnał o chęci wsparcia musi jednak pójść od rządu, bo to on ma mandat do podnoszenia takich kwestii.