Etos wykoślawiony
Tak to jest w kraju, w którym generałów więcej niż wojska. Nadwyżka oficerów pociąga za sobą także przesadną podaż honoru. Wszystko zaczęło się mieszać. Pochodzący z najlepszych tradycji przedwojennego wojska honor – jak to pięknie brzmi: „honor polskiego żołnierza” – został wykoślawiony przez wszystkie patologie komunistycznej Polski.
I tak jak moczarowski „patriotyzm” stanowi dziś dla wielu barierę przed posługiwaniem się tym pojęciem (nawet Grunwald kojarzy się z Bohdanem Porębą), tak też honor, odmieniany przez wszystkie przypadki przez przedstawicieli poprzedniego reżimu, traci jakoś swoje znaczenie.
Nie dziwię się więc organizacjom kombatanckim, które postulują degradację Jaruzelskiego i Kiszczaka.
Po raz drugi o honorze usłyszeliśmy w kontekście próby samobójczej płk. Przybyła. Jak z tym było naprawdę, pewnie wyjaśnią – albo i nie – stosowne organy. Ale nawet przyjmując, że wojskowy prokurator, jak nam mówiono, targnął się na własne życie, pozostaje jakieś dziwne wrażenie, że mówienie o honorze, gdy chodzi o dyskusję nad kształtem nadzoru nad prokuratorami, którzy prowadzą sprawy wojskowe, jest wysoce niestosowne.
Znów pojawia się wrażenie, że wojskowy etos jest niczym więcej, jak kostiumem dla spraw, które z honorem nie mają wiele wspólnego. Dziś gdyby do jednostek wojskowych wpuścić Diogenesa z lampą, mówiłby: szukam honoru.
Generał na kozetce
Bo jaki jest ten pokraczny honor, który pojawia się choćby w dyskusjach na temat wprowadzenia stanu wojennego? Skrajnie spsychologizowany. Dramatyczne decyzje, dramatyczne wybory. Lęk przed inwazją. Smutek z powodu niezrozumienia. To powody dobre na kozetkę u psychoanalityka, a nie na rozmowę o żołnierskim honorze. Tu sprawy są o wiele prostsze i najlepiej chyba wyłożył je Zbigniew Herbert:
Tucydydes mówi tylko / że miał siedem okrętów / była zima / i płynął szybko.
Żadnych kozetek – te wojskowym nie przystoją. Ten wiersz („Dlaczego klasycy”) Herbert napisał w 1969 r. Chodziło w nim raczej o literaturę niż o sprawy stricte wojskowe, ale tak jakoś przypadkiem poeta przewidział, jak za lat kilkadziesiąt wojskowi jemu współcześni opowiedzą o tym, co wyprawiali:
generałowie ostatnich wojen / jeśli zdarzy się podobna afera / skomlą na kolanach przed potomnością / zachwalają swoje bohaterstwo / i niewinność.
To naprawdę nie po żołniersku i choćby za te wynurzenia Jaruzelski i spółka zasługują na degradację. Tymczasem degradowani są inni.
Bez zbędnych komentarzy
Poniedziałkowa konferencja prasowa prokuratury wojskowej (to ta z urażonym honorem). Dowiadujemy się, że słów przypisywanych gen. Błasikowi nie wypowiedział on, ale prawdopodobnie drugi pilot. O obecności w kabinie gen. Błasika niczego nie wiemy.
Jeszcze niedawno mówiono o pijanym generale, który w imieniu swojego przełożonego chwytał się sterów i doprowadził do katastrofy. Tu o naruszonym honorze jakoś nie ma mowy, a przydałoby się. Nie w psychologicznym sensie, ale innym. Tucydydesowi chodzi tylko o jedno: napisać, jak było, bez zbędnego komentarza. W wypadku gen. Błasika to też wystarczy. Plus takie proste, żołnierskie: przepraszam. Łzy niepotrzebne.

GP