Schulz, który w parlamencie z ramienia partii SPD zasiada od roku 1994, jest szefem europejskich socjalistów. W tym czasie dał się poznać jako człowiek wyjątkowo agresywny i arogancki. Jego głośne przemówienia często obrażały słuchających, gdyż polityk ten nie przebiera w słowach. Nawet dziennik „Die Welt”, pisząc o nim, używa sformułowania „przebiegły prowokator”. Niemiecka prasa przypomina jego zachowanie, gdy w 2009 r. nazwał rządzących wówczas w Austrii polityków partii wolnościowej (FPÖ) nazistami i porównał ich politykę do tej uprawianej w III Rzeszy. Wszyscy mają w pamięci ostrą wymianę zdań pomiędzy niemieckim europosłem a włoskim premierem Silviem Berlusconim. Ewidentnie rozpoczął ją Martin Schulz, mówiąc do włoskiego polityka: że gdyby posłów europarlamentu nie chronił immunitet, Berlusconi byłby dawno w więzieniu. To on najgłośniej atakował Wielką Brytanię za odmowę wsparcia niemieckich propozycji ratowania strefy euro i straszył jej przywódców izolacją. – Wątpię, czy na dłuższą metę Wielka Brytania pozostanie w Unii – mówił wtedy Schulz. Ostro atakował też czeskiego prezydenta Václava Klausa, wstrzymującego się od podpisania traktatu lizbońskiego, i zarzucał mu zdradę unijnych interesów.
- Niemiecki socjaldemokrata Martin Schulz na stanowisku Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego gwarantuje dalsze utrzymanie PE z dala od centrum decyzyjnego w Europie – uważa prof. Ryszard Legutko, przewodniczący polskiej delegacji Prawa i Sprawiedliwości w PE. - Parlament Europejski - pomimo rytualnych zaklęć jego nowego Przewodniczącego o chęci wzmacniania tego organu - będzie pełnił funkcje dekoracyjne i towarzyskie. To nie tutaj podejmować się będzie decyzje i nie tutaj będzie się o nich dyskutować. PE zajmować się więc będzie „wzbudzaniem wiary w projekt europejski”, „odzyskaniem zaufania obywateli”, czy „rozbudzaniem entuzjazmu dla Europy”, czyli właściwe nie wiadomo czym, bo - zwłaszcza w czasie kryzysu - tego typu hasła nic nie znaczą. Do wszystkich tych, którzy się na taką rolę PE nie godzą, przede wszystkim do Posłów grupy EKR skierowana jest zapowiedź o „zapewne innym, mniej koncyliacyjnym stylu niż przewodnictwo Buzka”. To akurat brzmi szalenie konkretnie i wiarygodnie – powiedział prof. Legutko.
– To Martin Schulz najgłośniej i bezpardonowo krytykował śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego za jakoby opóźnianie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Za to samo atakował także premiera Jarosława Kaczyńskiego. Równie ostro krytykował Polskę, broniąc prof. Bronisława Geremka, który odmówił poddania się lustracji – przypomniał w rozmowie z „Codzienną” europoseł PiS Ryszard Czarnecki, dodając, że „pod nowym przewodnictwem można się spodziewać surowej recenzji naszego katolickiego kraju przez socjalistę Schulza”. Co prawda Ryszard Czarnecki ma nadzieję, że Schulz, w odróżnieniu od swojego poprzednika, chociaż częściowo dotrzyma słowa i nie weźmie udziału w walkach partyjnych. Jednak nie ma złudzeń i nie liczy na jakąkolwiek taryfę ulgową dla Polaków.