Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

1:0 dla Nawrockiego i Polski. To nie koniec. "Uśmiechnięci urządzą propagandowe piekło"

Karol Nawrocki i Adam Glapiński swoim projektem „SAFE 0%” zadali potężny cios obozowi władzy. Widać to bardzo wyraźnie po rozpętanej histerii. Politycy, sprzedane im media i powiązane z Romanem Giertychem farmy trolli usiłują zmieszać z błotem inicjatywę, wysłać wyraźny sygnał swoim odbiorcom, że należy atakować każdego, kto ośmieli się ją jakkolwiek poprzeć. Jednak robią to w sposób spazmatyczny, a ich „argumenty” są wzajemnie sprzeczne. Pokazuje to, że, na ten moment są właściwie narracyjnie bezradni. Możemy być jednak pewni, że nie potrwa to długo, że już za chwilę „uśmiechnięta” Polska urządzi nam prawdziwe propagandowe piekło.

Patrząc z boku na to, jak dziś na „SAFE 0%” reaguje szeroko pojęty obóz koalicji 13 grudnia, trudno aż uwierzyć w ten karnawał kretynizmu. Raz słyszymy, że projekt prezydenta i prezesa NBP jest ekonomicznie nie do zrealizowania, żeby zaraz potem dowiedzieć się, że te pieniądze powinny pójść na co innego niż zbrojenia – tako rzecze Włodzimierz Czarzasty. W tym samym momencie rzecznik gabinetu Cezary Tomczyk za to stwierdza, że NBP nie może wesprzeć projektu takiego jak „SAFE 0%”, ponieważ... pieniądze NBP powinny zostać przeznaczone na wojsko.

Bełkot bez ładu i składu

Innym, równie groteskowym „argumentem” uśmiechniętej Polski jest ten, że Nawrocki i Glapiński chcą złamać prawo oraz konstytucję. Pomijając fakt, że nic na to nie wskazuje, to odkąd ta kwestia przeszkadza władzy i jej mediom? Przecież jeszcze wczoraj słyszeliśmy od nich, że kiedy sytuacja tego wymaga, „nie czas trzymać się litery prawa” czy zapisów ustawy zasadniczej. Co więcej, to akurat brukselsko-berliński SAFE sam w sobie jest złamaniem naszej konstytucji, co wystarczająco udowodnił prof. Ryszard Piotrowski – uzależnia bowiem naszą obronność od warunkowości ustalanej przez obce państwa. Dodajmy jeszcze inny „argument”, pokazujący, w jakie odmęty paranoi i skretynienia gotowa jest zejść ta władza w swojej propagandzie. Otóż silni razem przekonują, że projekt prezydenta i Glapińskiego został im narzucony podczas spotkania z ambasadorem USA.

Jak widzimy, mamy więc na ten moment do czynienia z bełkotem ujawniającym narracyjną bezradność władzy. Jednak opisana tu sytuacja jest tylko czasowa. Dlatego przestrzegałbym szeroko pojętą opozycję przed otwieraniem szampana. Faktycznie, na ten moment demokratyczna i propaństwowa opcja ma przewagę narracyjną oraz, co istotniejsze, zaproponowała projekt, którego implementacja może przynieść Polsce naprawdę wiele dobrego. Możemy być jednak pewni, że uśmiechnięty populizm zrobi absolutnie wszystko, by do tego nie doszło, wykorzysta wszystkie swoje zasoby i niemałe doświadczenie. Opisane powyżej spiskowe teorie i idiotyzmy są oczywiście przeznaczone tylko dla najtwardszego elektoratu, dla patologii z okolic silnych razem i tylko ich przekonają. Donald Tusk i jego machina propagandowa mogą użyć dwóch innych narracji, niebywale niebezpiecznych, a jednocześnie mających potencjał formatowania debaty publicznej w kwestii obu projektów SAFE w sposób dla rządu optymalny. 

Masa krytyczna bredni

Pierwsza będzie pasożytować na strachu Polaków. Obecna władza odwoła się do głęboko zakorzenionego w wielu Polakach (niestety także o niepodległościowych, prawicowych sentymentach) poczucia, że nasze państwo jest wybrakowane, słabe, niezdolne sprostać wyzwaniom współczesności. Warto zresztą zauważyć, że już wcześniej ten komponent narracyjny był bardzo istotny przy legitymizowaniu berlińskiego SAFE.

Uśmiechnięta Polska będzie przekonywać, że bez wsparcia silniejszych i bardziej „cywilizowanych” partnerów te pieniądze po prostu przepadną. Jest to ryzykowna z perspektywy rządu „opowieść”, bowiem tkwi w niej sugestia, że i obecna władza nie jest w stanie sobie z tymi wyzwaniami poradzić. Jednak można ją propagandowo zneutralizować, stwierdzając, że owa słabość to efekt poprzedniej władzy, a dzisiejsza, dzięki swoim zagranicznym kontaktom, dopiero ten stan rzeczy zmienia. Druga narracja jest jeszcze groźniejsza. Tusk zaleje debatę publiczną, czy to w mediach tradycyjnych, czy to w sieci, taką liczbą fejków, zwyczajnych bzdur, a także nieweryfikowalnych spiskowych teorii, że wytworzy odpowiednią masę krytyczną, uniemożliwiającą obywatelowi właściwe rozpoznanie rzeczywistości – a ma i doświadczenie w tego typu działalności, i naprawdę gigantyczne, w tym też państwowe, zasoby jej to umożliwiające. 

Chaos informacyjny będzie tak duży, dodatkowo podbijany wciąż kolejnymi awanturami, idiotycznymi wrzutkami, prymitywnymi pyskówkami ze strony politycznych dresiarzy pokroju np. Witolda Zembaczyńskiego i jemu podobnych, że jakakolwiek realna rozmowa nie będzie miała szans się przebić. Na koniec dnia obywatel nie będzie nawet wiedział do końca, o co komu chodzi i kto ma rację. Zostanie w nim zaszczepione wrażenie, że to po prostu kolejna polityczna awantura między zwaśnionymi obozami. Jest to dla propaństwowej i prodemokratycznej opozycji sytuacja groźna, bo, primo, szkodliwa dla państwa, secundo, w takiej perspektywie to na nią spada sprowokowanie tej wojny. W końcu to ona zaproponowała kontrprojekt do SAFE. 

W ten sposób będzie można na nią zrzucić winę, że politycy, zamiast rozmawiać o stanie państwa, ponownie bezproduktywnie się awanturują.

Inna Polska jest możliwa

Można się oczywiście łudzić, że ktoś z przedstawicieli koalicji zdecyduje się jednak podjąć rozmowę o prezydenckim projekcie, że dojdzie do jakiejś formy współpracy. Nic na to jednak nie wskazuje, zaś natychmiastowy atak mediów Platformy oraz powiązanych z nimi i władzą gigantycznych farm trolli, i to w sytuacji, w której nie podano jeszcze kluczowych założeń idei Nawrockiego i Glapińskiego, jasno pokazuje, że żadna realna debata nie jest możliwa. Skądinąd ta niesamowita konfrontacyjność, skala hejtu, agresji, głupoty i zwyczajnej demagogii ze strony obozu uśmiechu, zaprezentowana już na tym etapie przedstawiania prezydenckiego projektu, jasno pokazuje, że w sprawie brukselsko-berlińskiego SAFE nigdy o żadną Polskę i zwiększenie jej potencjału obronnego nie chodziło. Obecna władza w sposób bezwzględny dąży do implementacji rozwiązań, których oczekują ich zachodni patroni. Mając więc świadomość, jakie piekło propagandowe zaraz rozpęta rząd, tym ważniejsze jest, żeby opozycja nie dała sobie odebrać narracyjnej przewagi, jaką właśnie uzyskała. Żeby konsekwentnie, spokojnie pokazywała polskim obywatelom, na czym ma ten projekt polegać, w jaki sposób może być realizowany. Należy uzmysłowić społeczeństwu, dlaczego tak ważne jest, żeby Polska miała pełną kontrolę nad finansowaniem tak fundamentalnego dla państwa segmentu, jakim jest obronność. 

Zamiast wdawać się w pyskówki z władzą i jej cynglami, trzeba pokazywać, jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby rząd zajmował się naszym krajem, a nie tylko populistyczną propagandą i ciągłym dzieleniem społeczeństwa – gdyby tylko premier i jego ludzie byli zdolni współpracować. Konieczne staje się więc stworzenie możliwie szerokiego frontu takiej ofensywy informacyjnej, łączącego najróżniejsze środowiska medialne, intelektualne czy polityczne i ich ścisłe skoordynowanie wokół prezydenta. Zadaniem szeroko pojętej propaństwowej i demokratycznej opozycji jest więc pokazanie społeczeństwu, że inna Polska jest po prostu możliwa.
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej