Zniszczenie dwóch nitek gazociągów Nord Stream 1 i jednej Nord Stream 2 - a więc trzech z czterech - powoduje, że Niemcy znajdują się pod ścianą. Jeżeli chcą otrzymywać minimum gazowe - czyli jakieś 27 miliardów metrów sześciennych - muszą... znieść sankcje, jakie obejmują NS2. Na Kremlu zacierają ręce i to dowód na to, komu najbardziej zależało na akcie gazowego sabotażu. Ciekawe jest też zachowanie cen na rynku ropy...
W poniedziałek prowadzące z Rosji do Niemiec gazociągi Nord Stream 1 i 2 zostały przerwane w trzech miejscach w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm. Władze Danii przekazały, że przyczyną były celowe działania, a w pobliżu rurociągów doszło do wybuchów.
Badaniem przyczyn spadku ciśnienia w obydwu gazociągach – Nord Stream 1 i Nord Stream 2 – zajęły się już m.in. niemieckie organy bezpieczeństwa na szczeblu federalnym.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że ze względu na czas występowania zdarzeń, które dotknęły w sumie trzy nitki rurociągów, oraz dodatkowo poważne straty ciśnienia w Nord Stream 1, które wskazują na równie duży wyciek jak w Nord Stream 2, jak pisały niemieckie media, „oczekuje się najgorszego".
Najnowsze informacje wskazują, że za aktem sabotażu mogła stać specjalnie wyszkolona grupa z rosyjskiego wywiadu GRU. To na putinowskie służby specjalne padają największe podejrzenia. Dlaczego właśnie Rosjanie mieliby dokonać takiego czynu? Wyjaśnienie tkwi w dostawach gazu na linii Rosja-Niemcy. Nasi zachodni sąsiedzi uzależnili się od rosyjskich surowców i teraz ponoszą tego konsekwencje.
W lutym, tuż po rosyjskiej agresji na Ukrainę Niemcy podjęły decyzję w sprawie wstrzymania do odwołania procesu certyfikacji Nord Stream 2. Jest jednak wielce prawdopodobne, że po zniszczeniu trzech nitek Nord Stream - w tym aż dwóch Nord Stream 1 - zdecydują się na zniesienie sankcji na gazociąg NS2. Wszystko dlatego, że w przeciwnym wypadku nie ma szans, by dostali absolutne minimum gazu potrzebne dla kraju, czyli ok. 27 miliardów metrów sześciennych rocznie.
Olaf Scholz już wcześniej znajdował się pod silną presją innych polityków, którzy wskazywali, że sankcje na Rosję należy znieść, bo nie może cierpieć z tego powodu (braku gazu) niemieckie społeczeństwo. W obecnej sytuacji presja może się nasilić, co może popchnąć niemieckie władze do łagodzenia stanowiska. Jeżeli tak się stanie, najbardziej zyska na tym Rosja. Byłoby to jednocześnie jasne określenie się, po czyjej stronie stają Niemcy i wyjaśnienie, dlaczego to Rosjanom najbardziej zależało na zniszczeniu Nord Stream.
I jeszcze jeden zastanawiający zbieg okoliczności: w ciągu doby od eksplozji w rurociągach Nord Streamu inny kluczowy eksportowy surowiec Rosji - a więc ropa naftowa - podrożał na światowych rynkach aż o 4 proc., choć wcześniej gwałtownie taniała...