Portal Niezależna.pl zapytał prof. Genowefę Grabowską, jak ocenia rosnącą presję ze strony polityków rządzącej większości w kwestii dopuszczenia do orzekania osób wyłonionych przez Sejm na urząd sędziego TK. Wskazaliśmy przy tym na coraz częściej pojawiające się groźby pod adresem prezydenta Nawrockiego oraz zapowiedzi przejęcia lub utworzenia alternatywnego Trybunału.
Przepisy są jednoznaczne
- Oceniam to bardzo źle, bo okazuje się, że politycy godzą się na niestosowanie przepisów ustawy i chcą dopuścić do orzekania sędziego bez ślubowania, albo po ślubowaniu, złożonym w sposób, który go ośmiesza. Złożenie ślubowania w inny sposób niż to jest opisane w ustawie ośmiesza prawnika, który powinien znać prawo i to prawo stosować. Więc tutaj nie ma możliwości, nie ma żadnego pola do ustępstw
- oceniła nasza rozmówczyni.
Przypomniała, że przepisy w tym zakresie mówią wyraźnie, że aby wybrany przez Sejm kandydat na sędziego TK mógł objąć swoje stanowisko i zacząć orzekać “musi złożyć ślubowanie przed prezydentem”. - I nie pomogą żadne zaklinania rzeczywistości czy próby dziwnych interpretacji, w których celują niektórzy politycy usprawiedliwiający ten napór. Obecny prezes TK po prostu nie ma możliwości dopuszczenia do orzekania osób, które nie złożyły ślubowania wobec prezydenta. Nie można więc robić kpin z Trybunału - tłumaczyła.
Prof. Grabowska wskazała jednocześnie, że prezydent przyjmując ślubowanie “domyka cały proces wyboru sędziego i dopuszczenia go do orzekania”. - I nie jest to tylko czcze gadanie, że prezydent bierze długopis i podpisuje, jak niektórzy by chcieli, marginalizując rolę prezydenta - dodała.
- Wystarczy sięgnąć do wyroków TK i to takich odległych. Trybunał pod prezesurą prof. Andrzeja Rzeplińskiego stwierdził, że jeśli prezydent widzi uchybienia proceduralne, albo ma wątpliwości co do faktu czy kandydat spełnia wymogi, to jego obowiązkiem jest odstąpić od obowiązku niezwłocznego przyjęcia ślubowania, bo ocena tego kandydata jest wyższym dobrem niż sprawowanie od razu funkcji, nawet wtedy, kiedy są w stosunku do niego zastrzeżenia
- wyjaśniła.
Psucie państwa
Prof. Grabowska zwróciła w tym kontekście uwagę na rolę prezydenta “jako strażnika konstytucji”. - A teraz usiłuje się zbagatelizować tę jego kompetencję, tę prerogatywę, mówiąc: “to jest nieważne”, “nic się nie stanie”, “my sobie złożymy to ślubowanie gdzie indziej”. To jest psucie państwa i kpina z praworządności. Tak się nie robi w państwie, które ma być stabilnym, opartym na konstytucji i stosującym prawo - przekonywała.
- Pozwólmy zatem prezydentowi wykonywać jego konstytucyjne kompetencje. Nie popędzajmy go, nie róbmy cyrku z wyborów
- zaapelowała
Według naszej rozmówczyni rządzący w osobie Macieja Berka “wybrali kolejnego kandydata, który ma problemy ze spełnieniem wymogów, ponieważ nie ma wymaganego przez ustawę stażu”. - Czu naprawdę ławka kandydatów jest tak krótka, że nie można było wskazać osoby, której nie można by było stawiać zarzutu, że nie spełnia wymogów ustawowych i konstytucyjnych? - zastanawiała się prof. Grabowska.
“Jakaż to demokracja? Jakież to państwo prawa?”
Pytana, czy można jej zdaniem łączyć trwającą od kilku dni próbę przejęcia Akademii Wymiaru Sprawiedliwości z zapowiadaną próbą przejęcia Trybunału Konstytucyjnego, prof. Grabowska powiedziała: “Oczywiście, że tak, jeśli chodzi o stosunek do funkcjonujących w państwie organów”.
- Szkoły wyższe też mają zagwarantowaną w prawie o szkolnictwie wyższym autonomię. I tej autonomii przestrzegano nawet w średniowieczu. Nie wchodzono z butami do uniwersytetów, uznając, że jest to przybytek wiedzy, uczonych i studentów bardzo potrzebny rządzącym. I przez całe wieki uczelnie korzystały z tego statusu, a ich autonomia chroniła je przed agresją tłumu, przed zakusami władzy. W tej chwili mamy do czynienia z naruszeniem tej autonomii
- wskazała.
Przypomniała okres komunizmu, kiedy istniała “pełna zależność uniwersytetów od władzy wykonawczej”. - Kiedy przeszliśmy do budowy III RP, wtedy uczelnie zadbały o to, żeby swój status niezależności i autonomię chronić. A tutaj nagle szpaler policji nie dopuszcza studentów na egzamin, nie dopuszcza pracowników. Jakaż to demokracja? Jakież to państwo prawa? - pytała retorycznie prof. Genowefa Grabowska.