Były prezes Orlenu zjawił się dziś w budynku Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie usłyszał zarzuty, m.in. w związku z wycofaniem na stacjach benzynowych Orlenu i z kiosków Ruchu sprzedaży numeru tygodnika "NIE" z Janem Paweł II na okładce. Jak podkreślał ówczesny szef koncernu, gazeta obrażała uczucia religijne Polaków i oczerniała polskiego papieża.
Przed gmachem odbyła się manifestacja wsparcia dla polityka, w której wzięli udział zarówno członkowie PiS kojarzeni z frakcją skupioną wokół tzw. maślarzy, jak i harcerzy, którzy mają zostać wykluczeni przez Komitet Polityczny.
Obajtek został zapytany, jak ocenia fakt, iż na miejscu zjawili się reprezentanci obu frakcji.
Apeluję o jedność. Pan premier Mateusz Morawiecki ma prawo iść w swoim kierunku. My mamy prawo zostać. Szanujmy się nawzajem. Każdy z nas niech pracuje nad swoim elektoratem. Szanujmy się, bo pracowaliśmy osiem lat wspólnie. Apeluję o wspólny szacunek
– odparł były prezes Orlenu.
Obajtek dodał, że "każdy podejmuje decyzje - pewną decyzję podjął Mateusz Morawiecki, który ma życzenie zagospodarować sobie część elektoratu, może go poszerzyć, a my mamy aspiracje wygrać te wybory i sadzę, że je wygramy".
Europosła PiS pytano też, jaką funkcję chciałby objąć po wyborach w 2027 roku.
Teraz jest czas na pracę dla ojczyzny, a nie na dzielenie stołków
– odpowiedział Obajtek.