Gdzie w ostatnich kilkunastu miesiącach podziała się obywatelska i prawnicza wrażliwość kandydatki na RPO? Odpowiedź jest porażająco prosta: wyparowała w momencie objęcia władzy przez koalicję 13 grudnia. Ani Sylwia Gregorczyk-Abram, ani Wolne Sądy nie zająknęły się w jakiejkolwiek ze spraw niewygodnych dla rządu Donalda Tuska.
Środowisko to milczało jak zaklęte, gdy bodnarowcy dokonywali bezprawnego, siłowego przejęcia Prokuratury Krajowej. Odwracano wzrok, gdy reżim Tuska uderzał w wolne media – próbując zniszczyć stację TV Republika czy doprowadzając do skandalicznego aresztowania dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego. Próżno było również szukać jakichkolwiek głosów oburzenia ze strony Gregorczyk-Abram, gdy na jaw wyszła wstrząsająca afera szpitalna (gdzie w zarządzanej przez ludzi Rafała Trzaskowskiego placówce poza kolejką przyjmowano polityków KO). Rzekomi obrońcy praworządności nie stanęli także w obronie sędziego Dariusza Łubowskiego, wobec którego zastosowano bezwzględne represje administracyjne i zawodowe wyłącznie za to, że wydał orzeczenie uderzające w oczekiwania obecnej władzy.
Polityczna kuźnia kadr i zagraniczne dotacje
Inicjatywa Wolne Sądy, której współzałożycielką i twarzą jest Sylwia Gregorczyk-Abram, od momentu powstania przedstawiana była w zaprzyjaźnionych mediach jako oddolny, apolityczny ruch obywatelski. Bliższa analiza struktury tej organizacji oraz jej powiązań finansowych ukazuje jednak zupełnie inny obraz. Fakty wskazują na środowisko o jasnym umocowaniu politycznym, zasilane przez zagraniczny kapitał, w tym fundusze pochodzące wprost z budżetu państwa niemieckiego.
Najdobitniej o politycznym charakterze Wolnych Sądów świadczą losy fundatorów inicjatywy, którzy stanowili jej trzon u boku Gregorczyk-Abram.
Prawnik Michał Wawrykiewicz z powodzeniem wystartował w wyborach i od 2024 roku jest europosłem z listy Koalicji Obywatelskiej. Z kolei inna ze współzałożycielek fundacji, Maria Ejchart-Dubois, po przejęciu władzy przez koalicję Donalda Tuska w grudniu 2023 roku od razu zamieniła fotel w organizacji pozarządowej na posadę w resorcie Adama Bodnara, obejmując funkcję wiceministra sprawiedliwości. Władza nie zapomniała zresztą o samej Sylwii Gregorczyk-Abram, która 5 maja 2025 roku została powołana na stanowisko przewodniczącej działającej przy Ministerstwie Sprawiedliwości komisji „do spraw wyjaśnienia mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015–2023”.
Równie istotne są źródła finansowania projektów, którymi chwalą się Wolne Sądy. W 2023 roku fundacja rozpoczęła projekt edukacyjny o nazwie „Europejska Liga Sądowa”. Jak wynika z dokumentów, inicjatywę sfinansowały amerykańska agencja rządowa USAID oraz niemiecka fundacja Heinricha Bölla (Heinrich-Böll-Stiftung). Ta ostatnia to organizacja zaplecza politycznego partii Zielonych, która jest finansowana z budżetu federalnego Niemiec. Akcję za zagraniczne pieniądze aktywnie reklamowały w mediach społecznościowych osobiście Sylwia Gregorczyk-Abram oraz Maria Ejchart.
Znaczące kwoty na działalność prawników powiązanych dziś z obozem władzy płynęły także z National Endowment for Democracy (NED) – fundacji odpowiedzialnej za dystrybucję amerykańskich pieniędzy rządowych. Od stycznia 2016 do stycznia 2025 roku w zarządzie NED zasiadała Anne Applebaum, żona obecnego szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego. Michał Wawrykiewicz, będąc stypendystą NED, na początku 2023 roku wygłosił w Waszyngtonie serię wykładów dyskredytujących polskie władze państwowe (występując tam oficjalnie „w ramach stypendium National Endowment for Democracy”), a w lutym 2023 roku w amerykańskim Kongresie zaprezentował stworzony przez Wolne Sądy raport zatytułowany „2500 dni bezprawia”.
Pieniądze z NED regularnie wspierały inicjatywy kierowane przez dzisiejszych współpracowników rządu. Jesienią 2024 roku fundacja Wolne Sądy realizowała wspierany przez NED projekt „Chroniąc wolne sądy w Europie” i cykl seminariów „Atakowana sprawiedliwość – lekcje z Polski”. Z kolei w listopadzie 2024 roku organizacja Gregorczyk-Abram, w ramach kolejnego projektu finansowanego z tych samych środków, zapraszała wraz z Okręgową Radą Adwokacką w Warszawie na „śniadanie prasowe w związku z rocznicą wydania wyroku w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce przez Europejski Trybunał Praw Człowieka”. W trakcie wydarzenia debatowano głośno o „neosędziach” i „neo-KRS”, a gościem specjalnym – na co z pewnością przychylnie patrzyli zagraniczni darczyńcy – był prominentny przedstawiciel rządu Tuska, wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur.
Grupa „Wejście”, uderzenie w księdza i moskiewskie powiązania
Zawodowa i publiczna działalność faworytki Koalicji Obywatelskiej na stanowisko rzecznika praw obywatelskich pełna jest kontrowersyjnych epizodów, które rzucają cień na jej niezależność. Sylwia Gregorczyk-Abram w latach 2006–2024 była zawodowo związana z międzynarodową kancelarią prawną Clifford Chance. To właśnie w tej kancelarii, według doniesień medialnych, miały powstać pisma dla prokurator Ewy Wrzosek w głośnej aferze z przełomu 2023 i 2024 roku, gdy ekipa Donalda Tuska siłowo wchodziła do mediów publicznych.
Jak donosiły media: „Złożone przez prokurator Ewę Wrzosek wnioski do sądów, mające zablokować działania PiS ws. mediów publicznych, powstały poza siedzibą prokuratury”. Wirtualna Polska wskazywała wprost: „Sylwia Gregorczyk-Abram i Ewa Wrzosek przyjaźnią się, czemu dawały wyraz w mediach społecznościowych”. Jak ujawnił portal Niezależna.pl – obecna kandydatka KO na rzecznika praw obywatelskich była też członkiem niesławnej whatsappowej grupy „Wejście”, na której osoby odpowiedzialne za atak na media publiczne naradzały się m.in. w momencie bezprawnego przejmowania Polskiej Agencji Prasowej. Gdy jeden z członków grupy napisał: „PAP to przecież obiekt krytyczny. Wiem, że pachnie stanem wojennym, ale lepszy krzyk 50 niż dowód na bezsilność władzy” – Gregorczyk-Abram odpisała: „Niestety PAP nie jest infrastrukturą krytyczną”.
Kancelaria Clifford Chance i jej prawnicy odgrywali także intrygującą rolę w kulisach operacji wymierzonej w ks. Jacka Stryczka, twórcę i wieloletniego szefa Szlachetnej Paczki. Jesienią 2018 roku – po głośnym, uderzającym w wizerunek duchownego artykule opublikowanym na portalu Onet.pl przez Janusza Schwertnera – w stowarzyszeniu „Wiosna” doszło do organizacyjnego przewrotu, a stery przejęła Joanna Sadzik. Zaraz po tym przejęciu zarząd stowarzyszenia udzielił pełnomocnictw prawnych Grzegorzowi Abramowi – prywatnie mężowi Sylwii Gregorczyk-Abram – pracującemu wówczas w tej samej międzynarodowej kancelarii. Według ustaleń „Dziennika Polskiego” „pełnomocnictwa dla mecenasa Abrama wykraczają poza sferę standardowych pełnomocnictw, i mogą skutkować podejmowaniem przez Kancelarię także decyzji finansowych”.
Poważne wątpliwości budzi również intratna działalność Clifford Chance w putinowskiej Rosji. W czasie, gdy pracowała w niej dzisiejsza kandydatka na RPO, firma ta doradzała rządowi w Moskwie, obsługiwała rosyjski bank objęty zachodnimi sankcjami i działała w imieniu kredytodawców gazociągu Nord Stream. Kancelaria ta uczestniczyła też w transakcjach, na których zarabiali dwaj kremlowscy oligarchowie związani z remontem samolotu Tu-154 przed katastrofą smoleńską. Chodziło o firmę Olega Deripaski oraz biznesy nadzorowane przez byłego agenta KGB i przyjaciela Władimira Putina, Siergieja Czemiezowa, który nadzorował zakłady serwisujące silniki polskiego rządowego tupolewa.
Kancelaria, z którą przez 18 lat związana była Sylwia Gregorczyk-Abram, już w 2007 roku zdobyła nagrodę dla „Rosyjskiej Kancelarii Prawnej Roku”. Mimo nałożenia na Rosję sankcji po inwazji na Ukrainę w 2014 roku biuro to czerpało zyski z biznesowej współpracy z reżimowymi instytucjami i państwowymi rosyjskimi molochami finansowymi. Dowodem na zażyłość prawników z aparatem władzy w Moskwie jest oficjalny dokument z marca 2019 roku, dotyczący potężnej emisji obligacji państwowych, w którym kancelaria określona została wprost jako „doradca prawny Emitenta”. Jak podkreślono w owych pismach, emitentem tym była „Federacja Rosyjska wespół z Ministerstwem Finansów Federacji Rosyjskiej”. To w tym potężnym, dbającym o interesy Kremla i jego oligarchów środowisku zawodowym swoją karierę budowała prawniczka, która dziś domaga się stanowiska rzecznika praw obywatelskich.
Ataki na obrońców granic
Kiedy w 2021 roku reżim Aleksandra Łukaszenki, przy pełnym wsparciu Władimira Putina, rozpoczął bezprecedensową operację hybrydową wymierzoną w polską granicę wschodnią, uwaga całego społeczeństwa skupiła się na obronie suwerenności państwa. W tym niezwykle trudnym i niebezpiecznym czasie dzisiejsza faworytka obozu władzy do objęcia urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich uaktywniła się jako jedna z najbardziej radykalnych krytyczek działań polskiego rządu i służb mundurowych. Zamiast wspierać funkcjonariuszy strzegących bezpieczeństwa Polaków, prawniczka przypuściła na nich bezpardonowy atak, wtórując narracji bagatelizującej zagrożenie ze Wschodu.
Jej stanowisko w tej sprawie dobitnie oddaje wywiad, jaki we wrześniu 2021 roku przeprowadziła na łamach „Gazety Wyborczej” z aktywistką Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, Aleksandrą Chrzanowską. Sam tytuł publikacji nie pozostawiał złudzeń co do intencji autorki: „Nie przypominam sobie tak jawnego stosowania bezprawia, jak teraz przez Straż Graniczną”. Najbardziej kuriozalny moment rozmowy nastąpił jednak wtedy, gdy prawniczka nawiązała do nieodpowiedzialnego zachowania ówczesnego posła opozycji. Zapytała swoją rozmówczynię:
„Czy wzruszył cię poseł Franek Sterczewski, który biegł slalomem pomiędzy strażnikami? Bo mnie wzruszył”.
Na słowach zachwytu dla happeningów na granicy się nie skończyło. Kampania, w którą ochoczo zaangażowała się Gregorczyk-Abram, doprowadziła do jednej z najbardziej kompromitujących wpadek w polskim internecie. W październiku 2021 roku prawniczka opublikowała w serwisie Twitter (obecnie X) zdjęcie odręcznego rysunku stworzonego przez jedno z dzieci „uchodźców” i przedstawiającego rzekomo polski dokument tożsamości. Chcąc wywołać falę współczucia i po raz kolejny uderzyć w Straż Graniczną, Gregorczyk-Abram napisała:
„To zdjęcie z 2018 r., do którego trudno mi wracać. Uchodźcze dzieci tak bardzo marzyły, żeby wjechać do Polski, że rysowały polski paszport. Odmawiano im nawet 20–30 razy. Straż Graniczna ma długą tradycję niewpuszczania rodzin z dziećmi poszukujących ochrony. »Wojna« z Białorusią to pretekst”.
Próba wykreowania łzawej historii zakończyła się jednak spektakularną katastrofą. Internauci błyskawicznie powiększyli zdjęcie i dostrzegli, że rzekomy dowód na miłość do Polski zawiera dwugłowego orła oraz wielki, wykonany cyrylicą napis dowodzący, że na rysunku przedstawiono... rosyjski dokument tożsamości. Po tej wpadce prawniczka nie zdecydowała się jednak na przeprosiny za oparty na kłamstwie wpis uderzający w polskich funkcjonariuszy. Jedyne, co zrobiła, to pospiesznie usunęła swój wpis.
Już jest! Nowy numer tygodnika #GazetaPolska. ZOBACZ co przygotowaliśmy 🫵🏻
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) July 1, 2026
Więcej na https://t.co/OnIeddfVvX oraz w wygodnej prenumeracie na https://t.co/4iBN2D7fFX#media #tygodnik #sroda pic.twitter.com/I8DYgl4SPX