Skandal, który od wielu dni bulwersuje opinię publiczną, wreszcie doczekał się reakcji na szczeblu europejskim. Jak poinformowała Wirtualna Polska, Prokuratura Europejska z siedzibą w Luksemburgu podjęła kroki prawne w sprawie pożyczek powodziowych udzielanych przez KARR. Tine Hollevoet, rzeczniczka EPPO, przekazała mediom jednoznaczny komunikat:
"Mogę potwierdzić, że EPPO wszczęła postępowanie w tej sprawie. Aby nie zagrozić wynikom śledztwa, na razie nie można ujawniać żadnych dalszych informacji. Za każdym razem, gdy mamy coś do przekazania w sprawie naszych śledztw, robimy to proaktywnie".
Wejście do gry unijnych śledczych wywołało natychmiastowe trzęsienie ziemi we władzach dolnośląskiej spółki. W piątek, 14 sierpnia, Zarząd Województwa Dolnośląskiego podjął decyzję o odwołaniu prezesa KARR, Huberta Papaja, a także wszystkich członków rady nadzorczej.
Rzecznik marszałka województwa poinformował, że "decyzje podjęto w trosce o transparentność działania Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego". Obowiązki prezesa przejął tymczasowo dr hab. Marek Leśniak z Uniwersytetu Wrocławskiego, którego głównym zadaniem ma być teraz przeprowadzenie rygorystycznego audytu.
Dymisja Papaja to kolejny akt w tej bulwersującej sprawie. Zaledwie kilka dni wcześniej, 11 sierpnia, stanowisko straciła wiceprezes KARR, Anna Konieczyńska – lokalna działaczka Koalicji Obywatelskiej. Jak oficjalnie tłumaczono, jej zwolnienie nastąpiło "ze względu na zastrzeżenia moralne i etyczne". To właśnie wokół jej osoby i jej najbliższego otoczenia koncentrują się największe wątpliwości dotyczące wyprowadzania publicznych środków przeznaczonych na ratowanie dorobku ofiar kataklizmu z 2024 roku.
Fikcyjne szkody, realne miliony dla znajomych
Mechanizm wyprowadzania środków, ujawniony przez dziennikarza Szymona Jadczaka, poraża swoim cynizmem. Z ustaleń wynika, że ponad 4,5 miliona złotych z puli pomocowej trafiło do zaledwie trzech podmiotów, które łączy jedno – lokalizacja w podjeleniogórskiej wsi Dziwiszów oraz powiązania towarzysko-rodzinne z byłą już wiceprezes KARR. Pieniądze te miały pomóc w usuwaniu rzekomych szkód po powodzi z września 2024 roku.
Beneficjentami hojnych pożyczek, z których część podlegała niemal całkowitemu umorzeniu, okazały się osoby z najbliższego otoczenia działaczki KO.
Firma AMARCORD, należąca do męża Anny Konieczyńskiej, otrzymała 200 tysięcy złotych. Z kolei spółka sąsiada małżeństwa zainkasowała łącznie aż 3,2 miliona złotych z różnych programów pomocowych. Na liście znalazła się również Agencja Reklamy i Promocji "Dami", właściciel lokalnej telewizji, której wypłacono ponad milion złotych w dwóch transzach.
Najbardziej szokujący w całej sprawie jest fakt, że pod wskazanymi adresami najprawdopodobniej w ogóle nie było powodzi. Dziennikarze zweryfikowali te lokalizacje w czterech niezależnych źródłach. Zarówno Państwowa Straż Pożarna, Wody Polskie, jak i dwa niezależne systemy satelitarne – unijny Copernicus oraz prywatny ICEYE – nie potwierdziły, by woda dotarła do nieruchomości należących do wspomnianych firm. Zdjęcia satelitarne dowodzą, że najbliższa zmapowana woda znajdowała się setki metrów od rzekomo zalanych budynków.
Służby wkraczają do akcji, a politycy nabierają wody w usta
Sprawa nie ogranicza się już tylko do doniesień medialnych i unijnego śledztwa. Od 29 kwietnia 2026 roku czynności kontrolne w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dokumentację bada również Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które zażądało od lokalnych samorządów wyjaśnień, na jakiej podstawie wydawano zaświadczenia o szkodach powodziowych dla wspomnianych przedsiębiorców.
Zaangażowanie Prokuratury Europejskiej wynika bezpośrednio ze źródła pochodzenia wyprowadzonych środków. Pieniądze dystrybuowane przez KARR pochodziły z Banku Gospodarstwa Krajowego, ale były zasilane zwrotami ze spłat wcześniejszych pożyczek unijnych w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR). Zgodnie z unijnym prawem, EPPO ma obowiązek ścigać przestępstwa na szkodę interesów finansowych Unii Europejskiej, w tym oszustwa i korupcję związane z funduszami wspólnotowymi.
Zanim doszło do dymisji, prezes Hubert Papaj przez długi czas unikał wzięcia odpowiedzialności za skandaliczne decyzje agencji. Pytany przez dziennikarzy o ewidentny konflikt interesów przy przyznawaniu gigantycznej pożyczki mężowi swojej zastępczyni, zbywał zarzuty krótkim: "To jest pana opinia". Prawicowa opozycja na Dolnym Śląsku od dawna alarmowała w tej sprawie, wskazując, że prezes KARR korzystał z politycznego parasola ochronnego ze strony rządzącej regionem koalicji.