Rozporządzenie Gawkowskiego ws. transkrypcji aktów małżeństwa osób tej samej płci
W maju br. wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wydał rozporządzenie umożliwiające transkrypcję zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci i tym samym, bez zmiany konstytucji i ustaw, otworzył tylne drzwi do wprowadzenia homozwiązków w Polsce. Śmiałość lidera Lewicy mogła być podyktowana marcowym stanowiskiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nakazał wpisanie do polskiego rejestru aktu małżeństwa pary homoseksualnej zawartego w Berlinie. Wcześniej też TSUE, po raz kolejny ignorując fakt, że w Polsce to konstytucja jest najwyższym prawem, stwierdził, że państwo UE musi uznawać takie związki jednopłciowe, nawet jeśli jego prawo krajowe ich nie przewiduje.
Oficjalnie rozporządzenie wicepremiera Gawkowskiego wchodzi w życie w niedzielę 23 sierpnia. Sytuację komplikuje jednak wyrok Trybunału Konstytucyjnego z lipca br. Organ ten orzekł, że wzory dokumentów zmienione decyzją szefa resortu cyfryzacji są niezgodne z ustawą zasadniczą.
– Nie jest dopuszczalne, aby w hierarchicznym systemie źródeł prawa norma wyższego rzędu (…) wyrażała zasadę heteroseksualności małżeństwa, a jednocześnie norma niższej rangi (...) umożliwiała oznaczenie w polskim dokumencie jako małżeństwa zawartego za granicą związku osób jednej płci
– mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia TK Stanisław Piotrowicz.
Odpowiedzialność karna?
Wyrok jednak – tak jak dziesiątki poprzednich – nie został opublikowany przez ekipę rządzącą ani w Dzienniku Ustaw RP, ani w Monitorze Polskim. Część ekspertów podkreśla, że dokonywanie transkrypcji przez kierowników urzędów stanu cywilnego (USC) może wiązać się z odpowiedzialnością karną na podstawie art. 231 Kodeksu karnego, mówiącego m.in. o przekroczeniu uprawnień. O komentarz do tego poprosiliśmy polityków różnych opcji. – Niektórzy kierownicy urzędów stanu cywilnego dokonują transkrypcji na podstawie orzeczenia TSUE oraz NSA i uznają to za wystarczające. Sądzę, że wydanie rozporządzenia przez ministra cyfryzacji będzie okolicznością, która uspokoi urzędników przed ewentualną odpowiedzialnością, dlatego że będą mogli wprost powołać się na akt powszechnie obowiązujący. Jeżeli ktoś miałby ponosić odpowiedzialność, to raczej minister cyfryzacji, ale w tym przypadku mówimy bardziej o odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu. Jednocześnie chciałbym podkreślić, że w mojej ocenie takie ryzyko nie istnieje – powiedział nam poseł Sławomir Ćwik z Centrum.
Innego zdania jest natomiast poseł Marcin Warchoł z PiS.
– Wyrok TK nie pozostawia wątpliwości co do tego, że tego typu działania są bezprawne. Apeluję do polityków koalicji rządzącej, aby mieli szacunek do urzędników, bo narażają ich na odpowiedzialność karną. Przypominam, że polecenie służbowe nie zwalnia z takiej odpowiedzialności. Ustawa o pracownikach samorządowych wyraźnie wskazuje, że pracownik samorządowy powinien odmówić wykonania polecenia, jeżeli prowadziłoby ono do popełnienia przestępstwa. Próby wywierania na nich presji są bezprawne. Jeżeli będą wywierane przez ministerstwo czy inne instytucje, to ich autorzy także zostaną pociągnięci do odpowiedzialności
– podkreśla poseł Warchoł.
O opinię poprosiliśmy również mec. dr. Michała Skwarzyńskiego.
– To jest kolejny dowód na to, że obecna władza rządzi dekretami. Rozporządzenie, które ma regulować treść ustawową, czyli jednoosobowe władztwo ministra, premiera czy kogokolwiek innego, to jest dekret. Jeśli chodzi o to, co powinni zrobić kierownicy USC, to przede wszystkim mają obowiązek stosować treść ustawy, a nie rozporządzenia sprzecznego z ustawą. W Polsce obowiązuje hierarchia źródeł prawa
– ocenił dr Skwarzyński.
Czytaj więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"!