Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Prof. Ryszard Legutko z apelem do prawicy: Najważniejszym celem jest odsunięcie Tuska od władzy

- Najlepiej, jakby była cisza zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Jeśli by się tak zdarzyło, że poparcie dla grupy Mateusza Morawieckiego zacznie rosnąć, wówczas prawdopodobnie rozłam się utrwali, ale być może pojawi się szansa na jakąś przedwyborczą koalicję. Jeżeli natomiast poparcie zacznie spadać, a osobiście uważam, że taki scenariusz jest bardziej prawdopodobny, wtedy mogą się pojawić tendencje do powrotów do partii. Dlatego też nie trzeba walczyć, obrażać się, nie trzeba tworzyć złej krwi. Niemniej PiS powinno wymyślić nową strategię, nową opowieść o tym, co zamierza zrobić – mówi "Gazecie Polskiej Codziennie" prof. Ryszard Legutko.


Kilka dni temu za pośrednictwem łamów "Gazety Polskiej Codziennie" podkreślał Pan, jak istotne jest szybkie zakończenie sporu w PiS, ponieważ najważniejszym celem powinno być odsunięcie obecnej koalicji od władzy. Dziś wszystko wskazuje na to, że rozłam stał się faktem. Jak Pan ocenia wydarzenia, które obserwowaliśmy w ostatnich dniach?

Oceniam jak najgorzej. Powtórzę to, co mówiliśmy podczas ostatniej rozmowy: rozłam jest rzeczą bardzo niedobrą, bo celem podstawowym musi być wygranie najbliższych wyborów parlamentarnych i odsunięcie Donalda Tuska od władzy. Parlamentarzyści aktywni w sporze również podkreślali, że to jest główne zadanie, jak również przywrócenie ładu i priorytetu interesu narodowego w Polsce. 

Niestety, jak widać, część z tych, którzy to głosili, pokazała, że dla nich są rzeczy ważniejsze. Mam na myśli przede wszystkim Mateusza Morawieckiego, który rozpoczął tę sytuację już jakiś czas temu, i to z powodów, które nie mają żadnych racji merytorycznych. Jeżeli dla Mateusza Morawieckiego najważniejsze jest odsunięcie od władzy Donalda Tuska, to z pewnością mniej ważne powinno być rozbijanie PiS od wewnątrz i wybijanie się tego polityka na niepodległość. Najwidoczniej uważa, że jego porachunki z PiS czy z Jarosławem Kaczyńskim są ważniejsze.  

To jest głęboko zasmucające, gdyż mamy do czynienia z politykiem, który stał na czele najlepszych polskich rządów. Zrobił bardzo dużo dobrego.

Oczywiście, popełnił też błędy, ale najistotniejsze jest to, że on nie zdaje sobie z tego sprawy. Uważa, że został niedoceniony przez partię, i robi rzeczy, których polityk tego formatu robić nie powinien, szczególnie w takim momencie sytuacji Polski oraz kryzysu w łonie koalicji rządzącej. Żaden odpowiedzialny lider nie powinien był czegoś takiego robić. Zasmucające, że tworzenie prawnie zinstytucjonalizowanej frakcji w partii okazało się ważniejsze niż działanie na rzecz odsunięcia od władzy Donalda Tuska. Zarówno posunięcie, jak i czas są fatalne. 

We wtorek Komitet Polityczny PiS ma formalnie zatwierdzić wygaszenie członkostwa kilkudziesięciu parlamentarzystów. Z PiS odchodzili już wcześniej znani politycy i miały miejsce podziały. Jednak czy obecną sytuację można porównać do tamtych wydarzeń, czy jest to jednak zupełnie inna skala?

Sądzę, że to jest nowa sytuacja. Jesteśmy po ośmiu latach rządów tej ekipy, które mimo krytyki miały jednak wielu zwolenników. Ci zwolennicy zapewne mieli w partii, drużynie swoich faworytów. Jeżeli w którymś momencie drużyna zaczyna się dzielić z powodów zupełnie niepojętych, to skutkiem jest całkowita dezorganizacja oraz odchodzenie ludzi. Wiarygodność partii zostaje w ich oczach nadszarpnięta. 

Jeżeli rządy Tuska są najgorszymi rządami po 1989 r., to wyborcy oczekują od drugiej strony jasnego przekazu, że jest ona gotowa wziąć odpowiedzialność za kraj, jest zorganizowana, ma pomysły na poprawę sytuacji. To jest coś, co nie tylko utrzymuje dotychczasowych, lecz także przyciąga nowych wyborców. Natomiast jeśli zamiast tego do społeczeństwa idzie sygnał o rozpadzie partii, pojawia się ostry język, to to oczywiście nie brzmi jak poważna oferta. 

W związku z tym sytuacja jest nowa i jeżeli nie dojdzie do jakiegoś ponownego połączenia, i to w miarę szybko, to najbliższa kampania może być wyjątkowo specyficzna. Jak sobie ją wyobrażamy? Morawiecki będzie atakował Jarosława Kaczyńskiego? Jacek Sasin będzie krytykował Mateusza Morawieckiego? To by była kompromitacja.  

Powiedział Pan o wyborcach, którzy głosowali na PiS, a ja chciałbym dopytać także o tę część niezdecydowanych. Badania opinii publicznej wskazują, że rekordowa liczba obywateli jest niezadowolona z rządów Donalda Tuska. Jednak czy widząc to, co dzieje się po drugiej stronie sceny politycznej, nie zniechęcą się i zamiast poprzeć alternatywę w dniu wyborów, po prostu zostaną w domach?

Takie zagrożenie istnieje. Ja rozumiałem, że Jarosław Kaczyński oraz Komitet Polityczny PiS nie powierzyli Mateuszowi Morawieckiemu misji zostania kandydatem na premiera, gdyż to w pewnym stopniu byłoby odtwarzaniem przeszłości. Mateusz Morawiecki najwidoczniej odebrał to bardzo osobiście i być może jest to główna przyczyna całej sytuacji. Wprowadzenie nowej twarzy przez partię na to stanowisko w postaci Przemysława Czarnka było czymś, co mogło społeczeństwo zaciekawić. Szczególnie tę część, która straciła zapał do popierania PiS, ale być może też grono niezdecydowanych, którzy mają dość Donalda Tuska. Z pewnością tego efektu nie uda się osiągnąć, rozbijając partię. 

Jakie działania powinna teraz podjąć największa partia opozycyjna, aby odbudować jedność i odzyskać inicjatywę? 

Na temat jedności wypowiadał się nie będę, gdyż nie wiem, jakie obecnie nastroje panują wewnątrz i w którą stronę działają wektory. Natomiast z pewnością temat powinien zostać jak najszybciej zamknięty. Stało się to, co się stało. Trudno. Ale PiS nie powinien już mówić o Morawieckim. To jest coś, co może sprawić satysfakcję bardzo oddanym członkom partii, ale z pewnością nie zaciekawi czy nie pobudzi wyborców. Nie kontynuujmy tej wojny. 

Najlepiej, jakby była cisza zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Jeśli by się tak zdarzyło, że poparcie dla grupy Morawieckiego zacznie rosnąć, wówczas prawdopodobnie rozłam się utrwali, ale być może pojawi się szansa na jakąś przedwyborczą koalicję. Jeżeli natomiast poparcie zacznie spadać, a osobiście uważam, że taki scenariusz jest bardziej prawdopodobny, wtedy mogą się pojawić tendencje do powrotów do partii. Dlatego też nie trzeba walczyć, obrażać się, nie trzeba tworzyć złej krwi. 

Niemniej Prawo i Sprawiedliwość powinno wymyślić nową strategię, nową opowieść o tym, co zamierza zrobić. Musi przygotować taką ofertę, która pozwoli zapomnieć o ostatnich wydarzeniach.

Czy nie obawia się Pan, że obóz związany z Donaldem Tuskiem zrobi wszystko w najbliższej kampanii wyborczej, aby nie pozwolić wygasnąć temu konfliktowi, i będzie wykorzystywał wszelkie dostępne narzędzia do podtrzymywania sporów na prawicy? Czy widzi Pan możliwość zneutralizowania takich działań?

Oczywiście, że będą robili wszystko, aby konflikt podsycić. Szczególnie że będzie to zadanie nietrudne. Po prawej stronie mamy już kilka sił, w tym dwie Konfederacje i dwa PiS-y. Konfederacje są bardzo aktywne w mówieniu złych rzeczy o PiS, co nie jest dobre, bo jeżeli chcą swoją tożsamość na tym zbudować, to jest to strategia, która nie rokuje w dłuższym okresie. Taktyka doraźna. 

Z kolei jeżeli Tusk będzie widział, że iskrzy, to zrobi wszystko, aby przedstawić Prawo i Sprawiedliwość jako partię niewiarygodną. Narracja będzie mniej więcej taka: „Zobaczcie, nam może nie wszystko się udało, ale po drugiej stronie macie chaos, to my jesteśmy ostoją i gwarantujemy stabilność”.

Obawiam się, że może być to skuteczny argument, więc PiS musi się przygotować na te ataki. 

Prawica nie może pozwolić przedstawić się w nadchodzącej kampanii jako skłócona, jako kolejna wersja Konwentu św. Katarzyny. To jest bardzo niebezpieczne. Rozsądnym pomysłem byłoby wprowadzenie jakiegoś paktu o nieagresji na prawicy przynajmniej do czasu wyborów, ale obawiam się, że jest to mało realistyczne, zważywszy na rozmaite typy osobowości, które w kręgach po prawej stronie możemy obserwować. 

Czy to, co wydarzyło się w PiS, będzie miało jakieś przełożenie na sytuację we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów? Prawo i Sprawiedliwość należy do tej grupy w Parlamencie Europejskim, a Mateusz Morawiecki jest liderem EKR.

Trzeba pamiętać, że EKR to zarówno grupa parlamentarna w Parlamencie Europejskim, jak i partia, w której znajdują się różne siły, nie tylko te mające reprezentację w PE. Mateusz Morawiecki jest przewodniczącym partii. Na ten temat moglibyśmy bardzo długo mówić. Jeżeli on sam zrezygnuje, to wówczas wybierze się nowego szefa. Natomiast jeśli nie zrezygnuje, to jego ewentualne odwołanie łatwe nie będzie. 

Pamiętam, jak odsuwaliśmy od funkcji przewodniczącego EKR Michała Kamińskiego. To był żmudny proces. Nasi zachodni partnerzy nie bardzo chcą się w takie spory angażować. Dla nich stabilność jest ważna. Nie ma wątpliwości, że ta sytuacja osłabi prawicę w Europie. Nie wiadomo, co będzie na Węgrzech i czy Viktor Orbán utrzyma swoją partię w jedności. 

PiS, który dotąd uchodził za siłę zwartą i silną, w tej chwili przeżywa kryzys. Unia Europejska natomiast coraz bardziej gnije i staje się coraz większym zagrożeniem dla krajów takich jak Polska. Od siły, pozycji, zwartości i koordynacji po prawej stronie będzie zależało, jak szybko choroba, degrengolada i bezprawie w Unii Europejskiej będą postępować. Jeżeli prawica, która miała nas przed tym bronić, osłabnie czy się rozpadnie, albo przeniesie konflikty na poziom europejski, to biada nam. 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka