Podwyżki cen na stacjach paliw w pierwszym dniu po zakończeniu programu CPN wynikały ze wzrostu stawki VAT, ale spodziewane kolejne podwyżki będą wynikać eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie - poinformowali analitycy rynku paliw. Przewiduje się, że diesel zdrożeje nawet do 8,50 zł/l.
O przedłużenie interwencji na rynku paliw apelował do rządzących Przemysław Czarnek, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera.
- Olej napędowy służy dziś do transportu nie tylko dla zwykłych czy zawodowych kierowców, ale też rolnikom. Żniwa się skończyły, ale prace polowe trwają i będą trwały ulgi. Żądaliśmy tego od rządu już pod koniec marca - udało się ich do tego zmusić - przypomniał.
- Dziś, kiedy ruszyliśmy z naszymi dziećmi do szkół, mamy drożyznę jak nigdy. I to drożyznę, kiedy ceny baryłki na rynkach światowych są powyżej 90 dolarów, ale nie sięgają kwoty 120 dolarów, a sam dolar jest znacznie tańszy niż za naszych czasów
- mówił Czarnek.
Zażądał „natychmiastowego zaprzestania opowiadania bajek o jakimś podatku dla koncernów i działania rządu”. - Ceny paliw na stacjach wprost przekładają się na ceny artykułów na półkach sklepowych. 77 proc. Polaków żąda dziś natychmiastowego działania w tej sprawie. Przyłączamy się do tego apelu - mówił.
- Nasza ustawa jest w Sejmie mrożona. Jej przyjęcie przyniosłoby ulgę kierowcom do końca września - przypomniał projekt ustawy, zakładający obniżenie podatku VAT i akcyzy na paliwa.
Przed warszawską stacją Orlen głos zabrał też poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.
- Mamy do czynienia z państwem z dykty. Dwudziestej gospodarki świata nie stać na trwałe wprowadzenie obniżonej stawki VAT do momentu, kiedy zakończy się konflikt w Zatoce Perskiej i ceny ropy na rynkach światowych wyraźnie spadną - mówił.
I dalej:
„pan premier żebrze u pana ministra finansów o pół miliarda złotych, żeby na dwa tygodnie obniżyć stawkę podatku VAT. Przypomnę, że w 2022 roku wprowadziliśmy obniżkę podatku VAT i akcyzy nie tylko na paliwa, ale także na gaz, ciepło systemowe, prąd i dodatkowo na żywność i nawozy sztuczne. Te obniżki obowiązywały przez dwanaście miesięcy. To kosztowało ówczesny budżet kilkadziesiąt miliardów złotych, a i tak deficyt na koniec 2022 roku wyniósł tylko 12,5 miliarda złotych”