Prezydent USA odwiedzi Polskę w dniach 20-22 lutego; spotka się z prezydentem Andrzejem Dudą, odbędzie spotkanie z liderami Bukaresztańskiej Dziewiątki i wygłosi przemówienie przed rocznicą rosyjskiej inwazji na Ukrainę - powiedziała w piątek rzeczniczka Białego Domu Karine Jean Pierre.
Nie sprawdziło się dominujące przypuszczenie ostatnich tygodni, że wizyta odbędzie się równo w rocznicę agresji Rosji na Ukrainie. Pytany przez niezalezna.pl o datę wizyty prof. Zbigniew Lewicki, tłumaczy:
„Od kiedy pojawiły się pogłoski o wizycie prezydenta Bidena w Polsce mówiłem, że ta odbędzie się przed rocznicą. Nie chodzi o to, by w ostentacyjny sposób okazywać niechęć i wrogość w stosunku do Rosji, z którą i tak świat zachodni jest mocno skonfliktowany. Taka wizyta byłaby niepotrzebnym graniem na nosie, z którego nie byłoby żadnych korzyści. Pewnie poza samą Rosją, która na taką wizytę mogłaby odpowiedzieć prowokacją. Nie miałoby to żadnych korzyści, wyniknęłaby potencjalna szkoda”.
Dopytywany o całokształt wizyty i przemówienia, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńśkiego odpowiada:
„prezydent Biden nie jest znany z porywających przemówień, które zawierają jakieś elementy, które się zapamiętuje na bardzo długo. Spodziewam się spokojnego wystąpienia o tym, że dobro musi zwyciężyć, a zło musi być ukarane itd. Dobrze, że będzie, dobrze, że wygłosi przemówienie, ale nie będzie to przemówienie epokowe”.
- Zawsze jest dylemat szklanki do połowy pełnej, albo do połowy pustej - mówi nam, poproszony o ocenę działań polskich władz w kontekście wojny na Ukrainie, czego zwieńczeniem ma być nadchodząca wizyta prezydenta USA. I dalej:
„pewnie mogliśmy zrobić coś lepiej, choć szczerze mówiąc nie bardzo wiem co. Myślę, że nasza klasa polityczna, nasz rząd zrobił tyle, ile można było, angażując się bardzo mocno i jednoznacznie z poparciem sojuszników, w tym Stanów Zjednoczonych”.
- Uważam, że pozostawanie na uboczu, jak część państw europejskich, to nie byłaby polityka godna dużego państwa, a zarazem bliskiego sąsiada konfliktu. Bardzo dużo zyskaliśmy na pomocy Ukrainie, w sensie wsparcia Zachodu i dozbrojenia Polski - podkreśla prof. Lewicki.
Podczas wizyty amerykańskiego prezydenta, szczególnie dostrzeżona ma być postawa polskiego społeczeństwa. Prof. Lewicki tłumaczy: „my jako społeczeństwo zachowaliśmy się wyjątkowo właściwie w ogromnej większości”. - Oczywiście zainteresowanie Ukrainą i chęć pomocy z biegiem czasu słabną, ale to normalne. Jest jednak ogólna zgoda, że tak należało postępować. Wykonaliśmy bardzo dużo, by wspomóc Ukraińców, często za cenę indywidualnych poświęceń - słyszymy dalej.
Dodaje, że „jeśli szukać czegoś słabego to to, że rząd niedostatecznie szybko przejął kwestię opieki nad uchodźcami z Ukrainy, których przyjęto do polskich domów”.
- To było kosztowne i trudne dla społeczeństwa, dlatego rząd powinien szybciej wziąć ten ciężar na siebie
-konkluduje.