Goście niedzielnej audycji w TVP Info rozmawiali na temat sytuacji w Usnarzu Górnym, gdzie grupa cudzoziemców koczuje w lesie po białoruskiej stronie granicy. Chcą oni dostać się do Polski i starać się o pomoc międzynarodową. Przejścia na polską stronę pilnują żołnierze i funkcjonariusze SG. Natomiast z białoruskiej strony przed ewentualnym odwrotem zagradzają im drogę tamtejsze służby.
W Usnarzu pojawili się posłowie opozycji - Maciej Konieczny z Lewicy, Dariusz Joński i Michał Szczerba z KO, a także Klaudia Jachira i Urszula Zielińska z KO. Dostarczyli oni uchodźcom m.in. śpiwory i pożywienie. Według relacji mediów, posłanka Jachira powołując się na immunitet poselski chciała dostać się do koczujących; wdała się przy tym w dyskusję z jednym ze strażników Straży Granicznej.
Platforma się tłumaczy
Zbigniew Konwiński (KO) tłumaczył przyjazd swoich partyjnych kolegów na granicę polsko-białoruską "potrzebą serca".
- Kierowani potrzebą serca, widząc ludzi wykorzystywanych cynicznie przez Łukaszenkę, którzy cierpią głód, chłód, chcieli im nieść pomoc. Tylko i wyłącznie po to tam się zjawili
- mówił Konwiński. Dodał, że to, co ze sobą przywieźli zostawili Straży Granicznej.
- Strzeżenie polskich granic jest bardzo ważne
- podkreślił poseł. Przyznał, że "od tego jest Straż Graniczna i nikt tego nie kwestionuje". Zaznaczył jednocześnie, że "bezpieczeństwo naszych granic, to absolutnie priorytet".
- Absolutnie nie można pozwolić na nielegalne przekraczanie polskiej granicy, druga kwestia to są kwestie humanitarne
- powiedział. Jego zdaniem, Łukaszenka "wykorzystuje tych biednych ludzi do swoich celów politycznych, próbuje siać zamęt".
Opozycja zarządza odwrót
W odpowiedzi na te słowa, wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz oświadczył, że trudno byłoby mówić tylko o potrzebie serca, chęci pomocy, jeśli czytamy "Wpuście ich". - To jest wasze stanowisko, przynajmniej było do niedawna. Być może wasz lider teraz zarządził odwrót i stąd też taka pozycja. Do tej pory graliście w koncercie napisanym absolutnie przez Aleksandra Łukaszenkę - powiedział Przydacz.
Jak tłumaczył, Łukaszenka ściąga migrantów ekonomicznych, wysyłając samoloty na Bliski Wschód, przywozi ich Białoruś, gdzie są tam legalnie rejestrowani.
- Następnie przyjeżdżają na polską granicę, po to, ażeby właśnie tego typu debatę wewnętrzną w Polsce wywołać, po to, ażeby nas podzielić
- wyjaśnił.
Opozycja podjęła grę Łukaszenki
Jak dodał wiceszef MSZ, na Litwie, Łotwie, w innych miejscach opozycja z rządem mówiła jednym głosem "granice muszą być chronione; nie ma miejsca na działania hybrydowe Aleksandra Łukaszenki".
- Jestem przekonany, że jak Aleksander Łukaszenka zobaczył posłów Jońskiego i Szczerbę, to się uśmiechnął pod swoim wąsem, (...). Zagraliście w jego grę, chcąc wywołać debatę, taką, jaką sobie życzył Aleksander Łukaszenka
- ocenił.
- Straż Graniczna wykonuje swoje obowiązki, broni granicy Polski, broni granicy Unii Europejskiej
- podkreślił Przydacz. Wskazał, że w przypadku "takich ludzi, których ściąga tutaj Łukaszenko - nie może być miejsca na brak legalności w tych działaniach".
Przydacz odniósł się także do zachowania posłanki Jachiry. "Poseł, powołujący się na immunitet, chcący przekroczyć granice, czy on sobie zdaje sprawę, że jak przejdzie na stronę białoruską nie ma immunitetu?" - pytał.
- Później będą pretensje do MZS, żeby wyciągnąć panią Jachirę, czy kogoś innego z Białorusi
- ocenił.
PiS będzie chronić granicy
Marek Suski (PiS) zapewnił, że "Prawo i Sprawiedliwość będzie chronić polską granicę, żeby chronić polskich obywateli, bo to jest nasz dom". Jak dodał, "jeżeli mamy pomagać, to w taki sposób, żeby nie narażać naszej ojczyzny".
Wojna hybrydowa
W ocenie Pawła Bejdy (KP-PSL), to, co się dzieje w tej chwili na granicy, "to jest gra polityczna".
- I ci biedni ludzie, którzy tam są, rzeczywiście biedni ludzie, rzeczywiście powinni być zaopiekowani pod względem humanitarnym
- przyznał. Jego zdaniem, w sprawę powinna się zaangażować Unia Europejska.
- Myślę, że MSZ i rząd polski powinien natychmiast podjąć negocjacje w ogóle generalnie ze wszystkimi państwami UE", dlatego granica polsko-białoruska jest granicą UE", która powinna być zabezpieczona. Nie mam wątpliwości, że to jest wojna hybrydowa
- wskazał Bejda.
Na wojnę hybrydową wskazał także szef koła Konfederacji Jakub Kulesza. - To jest wykorzystywane przez reżim Łukaszenki do odgrywania się na krajach, które brały udział w podsycaniu i we wspieraniu działań opozycyjnych wobec Łukaszenki, które miały na celu obalenie tego reżimu. W pierwszej kolejności te działania hybrydowe zostały skierowane wobec Litwy, teraz rykoszetem dostaje też Polska - ocenił poseł.
Zdaniem Norberta Kaczmarczyka z Solidarnej Polski, jeżeli Polska doprowadzi do sytuacji, w której koczujący cudzoziemcy zostaną wpuszczeni na teren naszego kraju, to "Unia Europejska, która zapowiedziała, abyśmy strzegli granic UE, będzie mieć pretensje do Polski o to, że wpuściła tym korytarzem nielegalnych imigrantów".
Problem z migrantami
W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach wojny hybrydowej.