Niedawno na antenie TVN24 Donald Tusk po raz kolejny uderzył w część Lewicy. - Dzisiaj wielki znak zapytania i przecież nie ja go stawiam, tylko sama Lewica stawia go nad sobą, to jest to, na ile partia pana Czarzastego chce współpracować z PiS-em, a na ile chce zmienić tę władzę i tej jasności nikt z nas nie ma dzisiaj - mówił lider Platformy Obywatelskiej.
Wypowiedź ta oburzyła część działaczy lewicowych, którzy podali w wątpliwość, czy Lewica w ogóle powinna współpracować z Tuskiem.
Dziś o ataki ze strony lidera PO zapytana została w programie Michała Rachonia "#Jedziemy" Anna-Maria Żukowska, była rzeczniczka SLD, posłanka Nowej Lewicy.
Na wstępie stwierdziła, że "za bardzo zajmujemy się Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim i to ma przykryć wszystkie inne problemy".
- Uważam, że nakręcanie tego buduje nazwisko Tuska, nic innego - dodała.
Michał Rachoń wskazał, że szef PO atakuje Lewicę w kontekście oderwania się od niej kilku parlamentarzystów, koła PPS, o którym mówi się, że mogłoby zbliżyć się do Koalicji Obywatelskiej.
- Koło PPS zostało pontonem, który przycumował przy pomoście PO, czeka na wpuszczenie do portu i będzie czekał na decyzję polityczne - oceniła Żukowska.
- Mi się zarzuca, że próbuję przekonać elektorat PiS, mówiąc m.in. o sprawach socjalnych. Chyba w ten sposób można wygrać wybory, żeby przekonać elektorat partii rządzącej [do zmiany decyzji], a nie przez przekonywanie innych ugrupowań politycznych. To przelewanie z pustego w próżne, przerzucanie piłeczek między jednym basenem a drugim, a wszystko to mieści się na jednym placu zabaw, który nazywa się opozycja
- dodała posłanka.
Zapytana, czy opozycja to plac zabaw, odpowiedziała: "Dla Tuska to plac zabaw, on niepoważnie podchodzi do tego, co powinien zbudować, mając rolę przywódcy największej partii opozycyjnej".
- Zamiast przedstawić program, atakuje ugrupowanie Szymona Hołowni, atakuje Lewicę. Co ciekawe, nie atakuje Konfederacji, może to jest przyszły wymarzony rząd PO?
- zastanawiała się Żukowska.
Posłanka Nowej Lewicy krytycznie odniosła się do pomysłu wspólnych list opozycji. - Dodawanie elektoratów nie spowoduje, że ich liczebność zostanie zachowana. Część osób po prostu nie zagłosuje. To rozwiązanie było testowanie przy wyborach do Parlamentu Europejskiego - wskazała.