Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Piotruś Pan pod dywanem. Gadowski omawia przypadek Rafała Trzaskowskiego

Życie publiczne obecnego prezydenta Warszawy znalazło się ostatnio na kolejnym – być może już ostatnim – wirażu.

Kiedy kończysz dobre studia, a potem jeszcze inne, równie dobre, kiedy uczysz się kilku języków i zaczynasz nimi władać. Kiedy… No właśnie.

Początkowo czerpiesz uznanie z samego faktu, że zdobyłeś dobre wykształcenie, i znasz kilka języków, ale… przychodzi taki moment, kiedy życie mówi ci „sprawdzam” – co wynika z tego twojego przygotowania, jakie pożytki płyną z twoich kwalifikacji. W przypadku Rafała Trzaskowskiego odpowiedź ta ciągle nie może znaleźć swojej pozytywnej treści. Wciąż jest po prostu bezużytecznym wałkoniem, człowiekiem nie tylko pozbawionym charyzmy, lecz nawet chęci, aby cokolwiek zdziałać. Jest przykładem przemądrzałka, któremu wystarczy fakt, że może się pochwalić, i nie widzi żadnego powodu ku temu, aby cokolwiek praktycznie zdziałać. Być może nawet dominuje go przekonanie, że swoje już zrobi,ł i teraz wyświadcza swojemu otoczeniu akt łaski samym faktem, że w ogóle w nim jest. Istnieje w psychologii pojęcie narcyzmu blokującego, takiego nasilenia tej osobowościowej cechy, które praktycznie wyklucza jakiekolwiek działanie. Być może właśnie z tym fenomenem mamy do czynienia, chcąc zrozumieć bezużyteczność Rafała Trzaskowskiego.

Może po prostu i wykształcenie, i języki zostały w jego wypadku przestrzelone, trafiły na osobowość, która wypije je jak gąbka, ale niczego w zamian nie odda. Istnieje wreszcie trzecie, najmniej dla naszego delikwenta przychylne, tłumaczenie – ot, istnieje osoba, która jest w stanie pochłonąć pewien zasób wiedzy, lecz nie podnosi to w żaden sposób jego lichych kompetencji praktycznych…

Życie publiczne obecnego prezydenta Warszawy znalazło się ostatnio na kolejnym – być może już ostatnim – wirażu. Mieszkańcy posądzają go o leniwość, ale są i tacy, którzy argumentują, że jest to i tak lepsze niż sytuacja, w której miałby cokolwiek robić, bo… wtedy byłoby znacznie gorzej.

Nibyinicjatywy i nibydziałania stały się znakiem firmowym obecnego prezydenta Warszawy. Każdy jego „pomysł autorski” staje się totalną klapą jak słynne „strefy relaksu”, które Warszawiacy zgodnie wyśmiali, czy innowacje komunikacyjne powiększające i tak już monstrualne korki w stolicy. Ostatnio Trzaskowski podpadł nawet uważającej go dotychczas za swojego człowieka lewicy. Nie wykazał się bowiem wystarczającą empatią wobec „biednych dziczków” buszujących bezkarnie po osiedlowych alejkach w Warszawie. Można nawet powiedzieć, że Trzaskowski jest człowiekiem nieszablonowym. I to wcale nie dzięki munchhausenowskiej biografii, którą z kimś tam napisał. Jest chodzącą przestrogą dla specjalistów public relations od kampanii wyborczych – potwierdza bowiem regułę, że nie wszystko złoto, co się świeci. Czasem może to być jedynie pozłacana tabliczka wskazująca drogę do pisuaru. Właściwie już przypadki z zalaniem Wisły ekskrementami, które miały miejsce po słynnej awarii warszawskiej oczyszczalni ścieków „Czajka”, powinny specom od kreowania politycznych postaci wiele powiedzieć. Trzaskowski nie stwarza nawet pozorów ciężkiej pracy w służbie idei. Jest typowym produktem swojego snobistycznego środowiska, gdzie bardziej ceni się wygląd i ładnie formułowane pustosłowie niż realne pomysły i determinację w ich realizacji. Pan prezydent Warszawy powinien być kojarzony w „bunkrem sztuki”, który postawił tuż przy pałacu imienia Stalina. Udała mu się bowiem nie lada sztuka posadowienia gmachu, który przegrywa wszelkie estetyczne zawody z tym produktem realnego socjalizmu w jego stalinowskiej wersji.

Powinien być nawet pouczającym przykładem tego, jak w niewiele wymagającym polskim życiu politycznym kończą ludzie o mentalności rozkapryszonego Piotrusia Pana, którzy uważają, że zawsze należy im się rozłożony dywan pod stopami. Donald Tusk nie miał najmniejszego problemu z zamieceniem Trzaskowskiego po ten dywan i wygląda na to, że spod niego nie uda się już obecnemu prezydentowi stolicy wyjść.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polityka