Lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk powiedział w piątek, że jego misją jest poprowadzenie PO i pomoc w tym, by wspólnie z partnerami całej opozycji poprowadzić opozycję do zwycięstwa. - W Polsce do wyborów pójdziemy zjednoczeni. Kto tego nie będzie akceptował, rozumiał, sam znajdzie się na marginesie polityki. Tego chcą w większości Polacy, tego wymaga interes narodowy. To jeden z oczywistych testów na patriotyzm - oświadczył szef PO.
Bunt przeciwko Tuskowi
Pomysł ten nie spodobał się jednak liderowi Polski 2050 Szymonowi Hołowni. - Donald Tusk proponując to zjednoczenie opozycji, o którym coraz goręcej słyszymy z ust Platformy Obywatelskiej - totalne zjednoczenie totalnej opozycji jak by pewnie powiedział PiS - proponuje lekarstwo, które sześć razy zawiodło - stwierdził.
- Nie potrzebujemy ojca, patriarchy, mesjasza, kierownika. My, jeśli już, to potrzebujemy odpowiedzialnego partnera, który jest w stanie usiąść do stołu bez paternalistycznego tonu
- dodał Hołownia.
Hołownia poczuł krew
Socjolog Andrzej Anusz w rozmowie z portalem Niezalezna.pl. odniósł się do wypowiedzi Szymona Hołowni, który mocno postawił się Donaldowi Tuskowi. - Wydaje się, że było kilka tygodni po powrocie Donalda Tuska, kiedy Platforma zyskiwała - oczywiście głównie kosztem ugrupowania Szymona Hołowni. Teraz widzimy jednak pewną stabilność PO, która doszła do jakiegoś sufitu, który trudno przebić - ocenił.
- Podobną stabilizacje widać u Szymona Hołowni i myślę, że on się po prostu teraz pewniej poczuł i widzi, że udało mu się obronić po tej pierwszej fali po powrocie Tuska. Jego wypowiedź świadczy o tym, że chce on budować swoją silną, podmiotową pozycje
- zauważył Andrzej Anusz.
Listy opozycji
- Szymon Hołownia stawia także tezę, że dla skuteczności wyborów, powinny być przynajmniej dwie listy opozycyjne, a być może będą i trzy, bo osobnym tematem jest udział Lewicy. Widać, że będzie kształtowała się lista wokół Platformy i Koalicji Obywatelskiej oraz wokół Hołowni, być może z nim porozumie się PSL i Gowin. Co zrobi Lewica? W tej chwili trudno przesądzić
- stwierdził.
Zapytaliśmy socjologa, dlaczego Platforma Obywatelska za wszelką cenę próbuje podporządkować sobie inne partie opozycyjne i wciągnąć je na jedną listę, skoro ten pomysł zawiódł już w wyborach do Parlamentu Europejskiego. - Część wyborców uważa, że jeżeli będzie jedna lista, to przyniesie ona zwycięstwo nad Zjednoczoną Prawicą. Natomiast z doświadczenia widać, że takie pomysły kończą się porażką, bo stworzenie takiej jednej listy powoduje, że część wyborców nie potrafi się utożsamić, jeżeli na jednej liście jest polityk lewicowy, jak i konserwatysta - stwierdził.