Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił akt oskarżenia w sprawie tzw. "linii Wisły". Prokurator ppłk Marcin Maksjan oskarża m.in. Mariusza Błaszczaka i Sławomira Cenckiewicza o przekroczenie uprawnień. To zemsta za to, że ujawnione zostały obowiązujące za rządów PO-PSL plany oddania wschodniej Polski wrogowi w razie ataku z tego kierunku
Odwołując się do komentarza Mariusza Błaszczaka także Mateusz Kurzejewski ocenił w Telewizji Republika, że nie jest to akt oskarżenia, tylko akt zemsty Donalda Tuska. "Za to, że odtajnił dokumenty dotyczące prawdziwych intencji rządu PO-PSL. A te intencje polegały na tym, że polskie wojsko ma się bronić dopiero na linii Wisły. Czyli praktycznie bez walki oddać wschodnią część naszego terytorium" - ocenił Kurzejewski.
Mieszkańcy takich miast jak Lublin, Rzeszów, czy Białystok zostaliby pozostawieni samym sobie. To była tak naprawdę tajemnica poliszynela, bo w środowisku wojskowym, jak i wśród mieszkańców wschodniej Polski mówiono o tym bardzo długo. Niektórzy generałowie związani z obozem Donalda Tuska, jak np. generał Koziej, mówią wprost, że potrzebna jest tzw. głębia operacyjna, co oznacza już obronę na terenie Polski
– podkreślił gość Republiki.
Jego zdaniem mieszkańcy wschodnich terenów Polski mieli prawo wiedzieć, jaki los szykował dla nich Donald Tusk. "To oskarżenie pana premiera Błaszczaka ma wymiar czysto polityczny, bo przede wszystkim miał prawo odtajnić te dokumenty" - dodał Kurzejewski, przypominając, że nawet prokurator Maksjan, który szykował akt oskarżenia przyznał, że takie uprawnienia Błaszczak posiadał.
Po drugie te dokumenty miały charakter archiwalny. Od razu kiedy PiS przejęło władzę w 2015 roku zmieniono tę doktrynę. I zastosowano doktrynę obrony każdego centymetra polskiej ziemi. Bo taka jest nasza racja stanu. Po to też wzmacniano Wojsko Polskie, żeby miało potencjał bronić nas od linii granicy, a nie od linii Wisły
– stwierdził Mateusz Kurzejewski.