O godz. 9 w gabinecie Prezydium Sejmu Maciej Berek podpisał dokumenty i bez złożonego legalnie ślubowania udał się do budynku Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej na miejsce udała się policja. Mundurowi siłowo usunęli stamtąd pokojowo protestujących. Berek, wraz z sędziami, którzy nie złożyli ślubowania wobec prezydenta, wszedł do budynku Trybunału.
Do osób zebranych przed TK dołączył popołudniu kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek. Polityk zaznaczył, że Berek "przychodząc tutaj w eskorcie policji, robiąc bałagan, który zrobił, przyszedł podżegać do przestępstwa prezesa [TK Bogdana] Święczkowskiego".
"I to jest przestępstwo karne i za to przestępstwo karne pan Berek będzie odpowiadał. Może nie jutro, może nie za dwa dni, ale już bardzo blisko jest tej sytuacji"
– powiedział.
Polityk opozycji zaznaczył, że "strach w oczach" rządzących jest "ogromny". Jak stwierdził, było to widać w oświadczeniu premiera Donalda Tuska, który twierdził, że "będą przywracać ład i porządek konstytucyjny".
"Panie, odczep się pan od Trybunału Konstytucyjnego, bo jest to jeszcze jedna z niewielu instytucji, gdzie ten ład i porządek jest utrzymywany"
– zwrócił się do szefa rządu.
Jak stwierdził, w TK zachowana jest praworządność, gdyż na urzędzie prezesa jest tam "człowiek, który jest absolutnie, stuprocentowo odpowiedzialny za swoją robotę". - I nie ugnie się i my się też nie ugniemy - powiedział.
"Dlatego, panie Tusk, niech pan se jeszcze raz wygłosi, do lustra, to oświadczenie, orędzie, niech pan sobie nakłamie w twarz, a my stąd nie pójdziemy"
– oznajmił.