26 marca Polska 2050 będzie obchodzić pięciolecie swojego istnienia. Na fali sukcesu wyborczego, jaki odniósł w 2020 roku Szymon Hołownia, powstało najpierw stowarzyszenie, a następnie partia. Od początku projekt miał pod górę. Wielu komentatorów podkreślało, że zbyt długi czas minie od wyborów prezydenckich do wyborów parlamentarnych, aby podtrzymać impet pierwszego sukcesu. Te analizy się jednak nie sprawdziły. W 2023 roku Trzecia Droga, współtworzona z PSL-em, zajęła trzecie miejsce w wyborach. Polska 2050 wprowadziła 33 posłów i pięciu senatorów. Największym atutem miał być lider ugrupowania, Szymon Hołownia, który został drugą osobą w państwie. Jednak po początkowych sukcesach mało co zostało. Na razie partia co prawda przetrwała, ale ma już najmniejszy z możliwych klubów.
Nie wykluczają, że będą przystawką
Na rozłam w Polsce 2050 zanosiło się od długiego czasu. Punktem zwrotnym był moment afery związanej z nocnymi spotkaniami Jarosława Kaczyńskiego z Szymonem Hołownią w domu Adama Bielana. Od tamtej pory narastały spory wokół lidera Polski 2050. Jednocześnie partia ewidentnie zaczęła dołować w sondażach. Dla polityków, a zwłaszcza tych, którzy byli już w kilku formacjach, to jasny sygnał – trzeba szukać nowej formuły.
Szymon Hołownia spróbował ucieczki do przodu i ogłosił wybory w Polsce 2050. Te zamiast nowego lidera jeszcze mocniej pogłębiły wewnętrzne walki i niepokoje. Ostatecznie 15 posłów i trzech senatorów postanowiło opuścić ugrupowanie i założyć klub parlamentarny Centrum. Liderką została Paulina Hennig-Kloska, która o włos przegrała wybory o przewodniczenie Polsce 2050 z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. „Centrum powstało z powodu pewnego impulsu. To nie jest projekt na dzień dzisiejszy przemyślany” – powiedział w Kanale Zero Rafał Komarewicz. I rzeczywiście dzisiaj żaden z polityków nie odpowiada na pytania o przyszłość. W zasadzie każdy z nich opowiada co innego. Jedni mówią o tym, że szczegóły poznamy w tym tygodniu. Inni twierdzą, że potrzebują miesięcy. Jedno, co ich łączy, to fakt, że żaden nie wyklucza, iż w przyszłości czeka ich połączenie z innym podmiotem – bądź to z Koalicją Obywatelską, bądź to z nową inicjatywą, która w dziennikarskich spekulacjach nazywana jest partią Rafała Brzoski. Teoretycznie formacja tworzy struktury. Z tym jednak może być problem. Centrum jak na razie stanowi 18 osób, bez subwencji i większego pomysłu. Liderka jest niezbyt popularną minister klimatu i środowiska, która od 2015 roku była już w Nowoczesnej, KO i Polsce 2050. Trudno zakładać, aby pociągnęła za sobą rzesze ludzi akurat teraz. Oczywiście możliwe jest ściągnięcie ludzi z Polski 2050, ale obiektywnie patrząc, to również nie jest kadrowy sukces. Na początku roku partia ta miała 800 członków, czyli inaczej mówiąc, jeden przedstawiciel Polski 2050 przypadał na trzy gminy.
Równy odstęp
Nieco więcej atutów w garści ma Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Przede wszystkim w partii pozostał Szymon Hołownia. Twórca i dotychczasowy lider nie dość, że nie odszedł z innymi, to jeszcze brutalnie zaatakował Paulinę Hennig-Kloskę. Stwierdził, że czuje się oszukany, a cały rozłam powstał tylko dlatego, że politycy Centrum nienawidzą Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. „Idą w przestrzeń, w której będą klubem parlamentarnym. To im wystarczy do tego, żeby negocjować z premierem, żeby rozgrywać różne polityczne gierki, ale to z całą pewnością nie wystarczy do tego, by w 2027 roku być czymś więcej niż wypełniaczem list Koalicji Obywatelskiej” – powiedział Hołownia w Sejmie. Inny pomysł ma mieć Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Na razie stara się pokazywać asertywność wobec premiera Donalda Tuska i PiS. Najpierw wytknęła premierowi, że nie dotrzymał słowa w sprawie teki wicepremiera. Potem uznała, że nie poprze ustawy znoszącej dwukadencyjność. „Czas po wyborach. Czas po odejściu dezerterów. Czas na uczciwy bilans wobec wyborców, gdzie stoi Polska 2050 jako WYRAZISTE centrum. Na pierwszy ogień: temat dwukadencyjności samorządów – podtrzymujemy: Polska JEST ZA jej utrzymaniem” – napisała Paulina Hennig-Kloska. Postulat likwidacji dwukadencyjności to oczko w głowie Polskiego Stronnictwa Ludowego, ale również Koalicji Obywatelskiej. Obie mają swoich działaczy na stanowiskach w samorządzie. Natychmiast pojawiły się również głosy o tym, że Pełczyńska-Nałęcz dąży do rozbicia rządu. Politycy z nią związani podkreślają jednak, że to narracja, którą rozpowszechniają politycy Centrum. Liderka zapowiadała jednak, że nie ma zamiaru się „sprzedać”. Na razie więc nic nie wskazuje na to, aby rząd miał upaść.
Wypalony projekt
Czy dla premiera to jednak dobra informacja o tym, że jest dodatkowy klub w koalicji? – Z pewnością Donald Tusk nie rozpatruje tego w kategoriach problemu. Będzie teraz próbował przyciągnąć do siebie polityków Centrum. Są oni z pewnością na to podatni. Nie mają specjalnie przemyślanej strategii. Nie mają dalszego pomysłu na funkcjonowanie. Wybory się zbliżają, więc z pewnością zaczną o tym myśleć – mówi "Gazecie Polskiej" prof. Henryk Domański. Rzeczywiście na pokładzie Centrum nie znalazła się m.in. Joanna Mucha. To polityk, która powiększyła grono posłów niezrzeszonych. Dla Pauliny Hennig-Kloski mogłaby się ona stać kłopotem w negocjacjach z KO, bo po prostu w partii Tuska już jej nie chcą. Zdaniem prof. Henryka Domańskiego szacunki Donalda Tuska mogą się nie powieść. – Co innego politycy, a co innego elektorat. Może się okazać, że przyciągnięcie Centrum nie przełoży się na zyski w głosach. Oczywiście wyborcy Polski 2050 nie będą głosować na PiS, ale mogą zniechęcić się do udziału w wyborach – mówi prof. Domański. Dla prof. Kazimierza Kika z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach słabnięcie Polski 2050 było oczywistością. – Jest to partia sezonowa i partia wodzowska. Skupiona nie na programie, ale na realizowaniu ambicji lidera. Gdy jego zabrakło, wszystko zaczęło się sypać. Utworzenie tej formacji nie wynikało ze społecznego zapotrzebowania czy z elementu przełomu, ale z ambicji – mówi "GP" prof. Kik. Jak podkreśla, partia w zasadzie nie stworzyła struktur, ale to nie oznacza, że premier ma się z czego cieszyć. – Tuska czekają problemy. Mamy olbrzymi deficyt finansów państwa, a dodatkowo będzie on rósł w związku z wydatkami na zbrojenia i bezpieczeństwo. Te dwa czynniki będą schładzać politykę społeczną w naszym kraju. Już się zresztą tak dzieje. Kryzys w służbie zdrowia objawia się zamykaniem oddziałów szpitalnych i położniczych. Takich decyzji będzie więcej. Do tego będzie pojawiać się problem ambicji liderów. Każdy będzie chciał się pokazać, ale sprawczości nie będzie żadnej – dodaje prof. Kik. Jednak według Henryka Domańskiego zarówno Centrum, jak i Polska 2050 nie mają silnych kart w tej grze. – Przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz rzeczywiście stawia na tę odrębność, ale w zasadzie ma niewielkie pole manewru. Partia ta miała swój moment trzy lata temu, gdy mogła dyktować warunki. Teraz nie ma za bardzo czym grać. Na wychodzenie z koalicji ich nie stać. Liderka może by i chciała, ale nie ma na to siły – mówi prof. Henryk Domański.
🇵🇱 Reprezentacja @KlubyGP już w sali BHP w Gdańsku. Razem dla Polski i Polaków.#KlubyGazetyPolskiej #Solidarność #RazemDlaPolski pic.twitter.com/DKk86qaRkf
— Kluby "Gazety Polskiej" (@KlubyGP) February 28, 2026