Trudne wakacje Koalicji Obywatelskiej
Od połowy czerwca, kiedy wybuchła afera związana ze skandalicznymi nadużyciami w warszawskim Szpitalu Południowym, w którą zamieszani byli politycy Koalicji Obywatelskiej (a następnie w kolejnych placówkach ochrony zdrowia w całym kraju) partia Donalda Tuska musiała zmagać się z potężnymi problemami wizerunkowymi. Tym bardziej, że w dość krótkim czasie afery władzy zaczęły się niebezpiecznie nawarstwiać. Kolejną "bombą", która wybuchła na początku sierpnia było ujawnienie przez media nadużyć związanych z przyznawaniem środków z funduszy pomocowych dla przedsiębiorców poszkodowanych w powodzi z 2024 roku. Okazało się, że beneficjentami nienależnych odszkodowań i preferencyjnych kredytów byli ludzie związani z dolnośląską Koalicją Obywatelską.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Ostatnim mocnym akordem wakacyjnego horroru wizerunkowego partii Tuska stało się ujawnienie zamówionego przez ministerstwo sportu raportu "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska". Jego autorką, przedstawianą przez premiera jako najlepsza specjalistka od wizerunku, była powołana na stanowisko pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polski dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń.
Okazało się, że dokument, który kosztował polskiego podatnika blisko 200 tys. zł zawiera liczne błędy rzeczowe i merytoryczne wynikające z użycia sztucznej inteligencji. Sprawa skończyła się szybką dymisją dopiero co powołanej minister, ale kompromitującego blamażu władzy nie zmyła.
We wszystkich wymienionych przypadkach nadużycia były kosztowne i społecznie bulwersujące, a gdyby opinia publiczna się o nich nie dowiedziała, mogły być wielokrotnie większe. Tuskowi i jego partii potrzebny był przełom. Tym bardziej, że krytyczne głosy coraz częściej zaczęli podnosić niektórzy koalicyjni politycy, a media sprzyjające władzy w szybkim tempie traciły argumenty na rzecz jej obrony. Krótko mówiąc, narracja o "uśmiechniętej Polsce" zaczęła się dramatycznie sypać. I w tym momencie, w przededniu powrotu posłów do sejmowych ław nastąpił przełom, który Koalicji Obywatelskiej był potrzebny jak tlen.
Podobnie jak w wielu wcześniejszych przypadkach za rządów Donalda Tuska, sięgnięto po wypróbowaną metodę nękania opozycji i krytycznych wobec władzy mediów przy pomocy aparatu wymiaru sprawiedliwości. Do akcji wymierzonej także w cieszącego się rosnącym poparciem prezydenta Karola Nawrockiego, którą Onet określił jako "największą przedwyborczą bombę sezonu politycznego" wkroczył też niespecjalnie skuteczny jako prawnik, za to sprawdzony w propagandowych bojach Roman Giertych.
Afera Zondacrypto czy atak na opozycję?
Zblatowane z władzą media opublikowały informacje mające rzekomo wskazywać na jakieś podejrzane uwikłanie polityków opozycji (a także TV Republika!) z prezesem giełdy Zondacrypto. We wtorek Roman Giertych oficjalnie potwierdził, że on oraz Jacek Dubois są obrońcami Przemysława Krala, a według ustaleń "Rzeczpospolitej" wraz z prokuratorem Markiem Wełną mieli oni uczestniczyć w tajnym spotkaniu z Kralem za granicą. Giertych i Dubois zaprzeczali lub odmawiali komentarza w tej sprawie.
Jednocześnie Waldemar Żurek ogłosił "przełom" w śledztwie i poinformował, że pojawili się nowi podejrzani, nowe dowody oraz osoby gotowe do współpracy. Co będzie dalej? Tego dokładnie nie wiadomo, ale sprawa rozlicznych (faktycznych czy preparowanych) wątków afery Zondacrypto z całą pewnością pozwoli rządowym propagandystom sączyć w trakcie zbliżającej się milowymi krokami kampanii wyborczej coraz to nowe insynuacje na temat rzekomych związków z nią opozycji.
Kolejny serial
Zdaniem psychologa społecznego i eksperta ds. wizerunku politycznego prof. Norberta Maliszewskiego Koalicja Obywatelska próbuje opinii publicznej "zaserwować kolejny serial". - Wcześniejsze, dotyczące rzekomych afer związanych z Pegasusem czy wyborami kopertowymi raczej były nieudane. Tworzono kolejne komisje, które miały rozliczać opozycję, zwłaszcza Prawo i Sprawiedliwość. I po jakimś czasie okazywało się, że nie ma żadnych twardych dowodów, a co więcej, same te komisje stawały się przedmiotem żartów. Tu wydaje się, że tworzony jest kolejny serial, pełen wielu insynuacji, ale na razie, jeśli chodzi o same twarde dowody, to sytuacja wydaje się podobna jak z tymi poprzednimi komisjami - ocenił nasz rozmówca.
Nawiązując do dwuznacznej roli, którą w sprawie Zondacrypto i Przemysława Krala pełni Roman Giertych, prof. Maliszewski zwrócił uwagę, że "nie stanowi to łamania prawa, ale pewnej filozofii". - Z jednej strony w tej sytuacji reprezentuje się władzę ustawodawczą, walczy się z opozycją na idee, a z drugiej strony korzysta z roli adwokata i broni się osoby, która rzekomo ma pogrążyć opozycję. Jest to na pewno złamanie jakichś standardów i zasad moralnych. Uważam, że w przyszłości takie działania powinny stanowić nie tylko łamanie standardów, ale także i litery prawa. Rola adwokata jest zupełnie inna niż rola posła. Czasem sprzeczna z dbałością o szeroki interes obywateli, zarówno w kontekście finansowym, jak i politycznym - ocenił rozmówca Niezależna,pl.