Proces w sprawie nieprawidłowości przy 26 inwestycjach Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie toczył się od stycznia 2020 roku, a samo śledztwo sięga roku 2013. Akt oskarżenia, liczący ponad 1100 stron, objął łącznie 32 osoby, którym prokuratura przedstawiła 94 zarzuty, w tym łapownictwa i prania brudnych pieniędzy.
"Ojciec chrzestny" układu
Stanisław Gawłowski, w latach 2007-2015 sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska z ramienia Platformy Obywatelskiej, został oskarżony przez Prokuraturę Krajową o siedem przestępstw, w tym pięć o charakterze korupcyjnym. Zarzuty dotyczyły m.in. przyjęcia łapówek o wartości co najmniej 733 tys. złotych w gotówce, a także dwóch luksusowych zegarków i apartamentu w Chorwacji. Korzyści te miał przyjmować w zamian za przychylność i pomoc w ustawianiu wielomilionowych przetargów na prace melioracyjne, często finansowane ze środków unijnych.
Polityk przez cały czas trwania procesu nie przyznawał się do winy, utrzymując, że sprawa ma charakter polityczny i jest inspirowana przez jego przeciwników. Mimo to sąd uznał go za winnego, wymierzając karę 5 lat więzienia, grzywnę oraz 10-letni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w organach państwowych i samorządowych.
Afera melioracyjna wybuchła w czerwcu 2014 roku, kiedy funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali 10 osób w związku z nieprawidłowościami przy przetargach. Kluczowe dla sprawy okazały się zeznania Tomasza P., ówczesnego dyrektora Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji, który obciążył m.in. Gawłowskiego.
Ataki na dziennikarza demaskującego aferę
W miarę jak Tomasz Duklanowski, dziennikarz Radia Szczecin, ujawniał kolejne fakty dotyczące afery, stał się on celem ataków ze strony Stanisława Gawłowskiego i jego obrońcy, Romana Giertycha. Gawłowski pozwał Duklanowskiego za jego publikacje i wypowiedzi, w których dziennikarz nazywał senatora "głównym oskarżonym" i "ojcem chrzestnym" korupcyjnego układu. Senator domagał się przeprosin za "bezpodstawne twierdzenia" i "sugestie, które prowadziły do konkluzji naruszających dobre imię Stanisława Gawłowskiego, wywołujących skojarzenie o przewodzenie i kierowanie przez niego układem biznesowo-politycznym noszącym znamiona grupy o charakterze przestępczym".
Gawłowski domagał się od Duklanowskiego, aby ten zamieścił oświadczenia zatytułowane "Przeprosiny dla Stanisława Gawłowskiego" w "Kurierze Szczecińskim", "Gazecie Wyborczej" i na portalu X o treści:
Do nagonki na dziennikarza włączył się również Roman Giertych, który groził Tomaszowi Duklanowskiemu procesami. Chciał on, aby redaktor ujawnił źródło informacji na temat sprawy syna posłanki Magdaleny Filiks w zamian za… potencjalne zmniejszenie kary.
Prawdziwym powodem, dla którego Giertych mnie „rozlicza”, jest to, że przez lata ujawniłem afery i niewygodne fakty dotyczące jego kolegów partyjnych: Gawłowskiego, Grodzkiego, Nitrasa, Arłukowicza, Geblewicza i innych
– twierdził wówczas Tomasz Duklanowski.
Szczególnie jaskrawym przykładem takich działań było rozpowszechnianie przez Stanisława Gawłowskiego w mediach społecznościowych nieprawdziwej informacji o rzekomym wydaniu listu gończego za Tomaszem Duklanowskim. Doniesienia te zostały szybko zdementowane przez prokuraturę, która wyjaśniła, że wydano jedynie zarządzenie o poszukiwaniu dziennikarza w celu ustalenia jego miejsca pobytu. Mimo to fake news zdążył wywołać falę komentarzy i wpisywał się w długofalową strategię dyskredytowania dziennikarza w oczach opinii publicznej.