"Bojówki próbują zagłuszać debatę prezydencką przy pomocy silnego nagłośnienia" - komentował na portalu X Tomasz Sakiewicz zachowanie zwolenników Trzaskowskiego podczas debaty w Końskich, na której kandydat PO się nie stawił.
Dodajmy tu, że mężczyźni zagłuszający debatę przeszkadzali nie tylko Karolowi Nawrockiemu i publiczności w Końskich, ale przede wszystkim rodzicom dzieci cierpiących na rzadkie choroby, próbującym mówić o swoich problemach na scenie.
Nagrania z debaty pokazują, że w furgonetce, z której emitowano zagłuszające dźwięki i nagrania, siedziało dwóch mężczyzn. Obaj zasłaniali swoje twarze: jeden przy pomocy ciemnych okularów i kurtki, drugi - używając maski. Na pojeździe zamontowany był profesjonalny sprzęt nagłaśniający. Jak sprawdziliśmy - auto było na warszawskich (dzielnica: Ochota) numerach rejestracyjnych.
Gdy poirytowani, ogłuszani hałasem ludzie słuchający debaty zaczęli domagać się usunięcia pojazdu z rynku, w obronie zamaskowanych mężczyzn stanęli funkcjonariusze policji. Otoczyli oni kordonem samochód, nie dopuszczając do niego protestujących mieszkańców. Na nagraniu dokonanym przez Tomasza Kalinowskiego, dziennikarza TV Republika, widać, jak w którymś momencie do bocznej szyby auta podchodzi policjant i przekazuje coś jednemu z siedzących tam mężczyzn. Charakterystyczne, że nie każe mu nawet zdjąć maski i pokazać twarzy. Trzymający laptopa prowokator odpowiada coś krótko funkcjonariuszowi, a ten odchodzi.
Zobaczcie co zrobił wczoraj sztab Trzaskowskiego. Wysłali samochód z głośnikami, z których puszczali zmanipulowane fragmenty wypowiedzi @SlawomirMentzen żeby zagłuszyć debatę w Końskich pic.twitter.com/WNyUDYUOOr
— Tomasz Kalinowski (@kalinowski__) May 29, 2025
Profesjonalizm, z jakim przygotowano tę prowokacją - i cicha kooperacja z policją podczas jej realizacji - może świadczyć o tym, że mieliśmy tu do czynienia z udziałem służb specjalnych. To tym bardziej prawdopodobne, że funkcjonariusze służb byli też obecni podczas debaty w Końskich. Jarosław Olechowski, szef wydawców w TV Republika, natknął się wówczas na dwa pojazdy, w których siedziało osiem osób: mężczyźni i kobiety. Zapytani, przyznali, że są ze służb, nie chcieli jednak zdradzić, z jakich. Jaka była ich rola? Do dziś nie wiadomo.