Niepodległa – tylko gdy silna
Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości przypada na czas, w którym staramy się wzmocnić na nowo odzyskaną polską państwowość.
Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości przypada na czas, w którym staramy się wzmocnić na nowo odzyskaną polską państwowość.
W przyszłym roku wybory parlamentarne i prezydenckie na Ukrainie. Dobiega końca kadencja pierwszych pomajdanowych władz. Czas na pierwsze podsumowania.
Już w niedzielę będziemy (mam nadzieję, że wszyscy) mniej lub bardziej hucznie świętować 100-lecie polskiej niepodległości. Na fali zamieszania wokół organizacji Marszu Niepodległości i jakże nam dobrze znanej polsko-polskiej wojenki o to, czyja wizja celebrowania tego święta jest najwłaściwsza, warto dla odmiany pochylić się nad tym, co nas łączy. Pomóc w tym może najnowszy dokument Konrada Szołajskiego o wdzięcznym tytule „Dobra zmiana”.
11 listopada to we Francji, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanadzie, Niemczech, Belgii, we Włoszech, częściowo w USA jedna z najważniejszych dat, ale z innego powodu niż dla nas. Uroczystości tego dnia mają tam charakter swego rodzaju Zaduszek.
Gdy piszę te słowa, nie wiem, jaka będzie decyzja sądu wobec marszu narodowców. Sam wychowałem się na tradycjach piłsudczykowskich. U narodowców nie podobała mi się krytyka idei Międzymorza, a nawet sojuszu z USA. Na szczęście nie dotyczy to większości. To jednak nie powinno mieć żadnego wpływu na ocenę ich prawa do wyrażania poglądów. Po jednej stronie mamy idee radykalne i anachroniczne, ale po drugiej stoi oficer komunistycznych służb specjalnych, który zakazuje patriotom prawa do wyrażania poglądów.
Po haniebnej i antypolskiej decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz, która zakazała Marszu Niepodległości w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, kluby „Gazety Polskiej” podjęły decyzję o oficjalnym uczestniczeniu w biało-czerwonym marszu, który będzie miał charakter uroczystości państwowych. Szybka decyzja prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego, stanowiąca, że organizacją marszu zajmie się rząd, a prezydent obejmie wydarzenie patronatem narodowym zmobilizowała Polaków, którzy będą chcieli pokazać wszystkim zaprzańcom, jak rozumieją patriotyzm i miłość do ojczyzny.
Z okazji Święta Niepodległości warto przypomnieć słowa Jędrzeja Moraczewskiego, PPS-owca, późniejszego premiera: „Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma 'ich'! Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo!”.
1 listopada 1918 r. Ukraińska Rada Ludowa z Jewhenem Petruszewyczem na czele proklamowała we Lwowie powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Miała ona objąć te ziemie rozpadających się Austro-Węgier, na których mieszkała liczna ludność ukraińska: Galicję Wschodnią z Łemkowszczyzną włącznie (sporne z Polską), Ruś Zakarpacką (sporną z Węgrami) i Bukowinę Północną (sporną z Rumunią).
Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazie organizacji 11 listopada Marszu Niepodległości w stolicy to nic innego jak zwyczajna prowokacja. Prowokacja, poprzez którą odchodząca właśnie w niesławie prezydent Warszawy udowadnia, że obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości nic dla niej nie znaczą.
Donald Tusk stwierdził, że zostawił państwo i finanse publiczne w tak świetnym stanie, że to w zasadzie dzięki niemu możliwe stało się wypłacanie pieniędzy z programu 500+. Absurd? Oczywiście! A do tego brak jakiegokolwiek wstydu.
Zakaz Marszu Niepodległości we Wrocławiu i Warszawie służy rozhuśtaniu emocji. Jest to sprawdzony sposób, by do mediów poszedł przekaz o „faszystach” i „rozrabiaczach”. Stare metody rodem z najczarniejszych czasów PRL. Scenariusz przygotowany przez totalną opozycję jest czytelny i prosty do przewidzenia.
Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazie organizacji 11 listopada Marszu Niepodległości w stolicy to nic innego jak zwyczajna prowokacja.
Polska nie wybuchła nagle. Polska też nagle nie zniknęła. Upadała przez kilkadziesiąt lat. Próby obrony i restauracji ginącej republiki szlacheckiej podejmowano jeszcze przed trzecim rozbiorem. Powstanie kościuszkowskie było tego przedsmakiem. W walce o wolną Polskę brały udział nie tylko szlachta czy wojsko zaciężne, lecz także chłopskie pospolite ruszenie.
Od 40 lat Polska i Dania toczyły spór o to, gdzie ma przebiegać granica wokół wyspy Bornholm. Na Wszystkich Świętych otrzymaliśmy radosną informację, że spór ten się kończy. Ma to duże znaczenie dla relacji polsko-duńskich, ale przede wszystkim jest to sukces władz polskich, które przesunęły na północ granicę polskiej strefy ekonomicznej.
W połowie listopada ma się odbyć Wielki Kongres Muzułmanów Francji. Niektórzy oburzają się, że powinien to być kongres muzułmanów „we Francji”, a nie „Francji”, ale biorąc pod uwagę statystyki, na żale jest chyba za późno. Zwołują go najważniejsze federacje islamskie, w tym te, które jeszcze za czasów prezydenta Sarkozy’ego utworzyły Francuską Radę Kultu Muzułmańskiego (CFCM).
Antyszczepionkowa histeria to problem wielu krajów, nie tylko Polski. Na rozwiniętym Zachodzie, paradoksalnie, jest on większy niż u nas. Wiele wskazuje na to, że za propagowaniem zabobonu stoją rosyjskie trolle internetowe, bo rosyjska machina wojny informacyjnej podłącza się pod każdy temat, który może zasiać chaos na Zachodzie.
„Donek show”. Tak można skwitować przesłuchanie Donalda Tuska przed sejmową komisją śledczą ds. wyjaśnienia afery Amber Gold. Furda tam, co tak naprawdę z niego zostanie. Wszak zwolennicy b. premiera i tak nie uwierzą, że obecny szef Rady Europejskiej jest w jakiś sposób odpowiedzialny za to, co stało się w sprawie piramidy finansowej sprzed sześciu lat. A nawet jak im się dostarczy dowodów, to przykład poparcia dla skazanej prawomocnym wyrokiem Hanny Zdanowskiej pokazuje, że nie będzie to dla nich stanowić problemu.
Europejski Trybunał Praw Człowieka zaproponował zapłatę zadośćuczynienia dla byłego prezesa piramidy finansowej Amber Gold, by zrekompensować mu zbyt długie przebywanie w areszcie.