Efekt motyla
Poza walką z samą chorobą należy uzbroić się w nowe narzędzia – zarówno na poziomie struktur rządowych, jak i pracodawców czy po prostu wszystkich ludzi.
Poza walką z samą chorobą należy uzbroić się w nowe narzędzia – zarówno na poziomie struktur rządowych, jak i pracodawców czy po prostu wszystkich ludzi.
W obliczu epidemii znikły problemy, dotąd nagłaśniane jako pierwszorzędne – zmiana klimatu, obrona praw mniejszości.
Już starożytni wiedzieli, że fundamentem życia wspólnoty jest państwo. Klasycy tacy jak Arystoteles nie mieli wątpliwości, egzystencja bez tej formy samoorganizacji społeczeństwa jest w praktyce niemożliwa. Dziś dobitnie się o tym przekonujemy.
Jako naród jesteśmy zahartowani na wielkie próby. Być może dlatego to, co się dzieje, znosimy lepiej od innych.
Rafał Trzaskowski, zanim jeszcze na dobre zaczął się koronawirusowy kryzys, z przemęczenia poszedł na L4. Chwilę później, w ramach racjonalizatorskich działań godnych „jaruzelskiego kryzysu” lat 80., obciął komunikację publiczną w Warszawie. Chyba po to, by dogęścić koronawirusem każdy metr kwadratowy tramwajów, autobusów i metra. „Inspiratory” Platformy Obywatelskiej, o których ostatnio wspominała Małgorzata Kidawa-Błońska, działają, jak widać, na pełnej mocy. Jest z tego wszystkiego istna beczka śmiechu.
Podczas pandemii koronawirusa nie brakuje spekulantów szukających szybkiego zarobku. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na cel wzięli oni rynek energii. To właśnie spekulacyjna działalność podmiotów m.in. ze Szwajcarii doprowadziła w ostatnim czasie do poważnego spadku cen prądu na polskim rynku. To efekt bardzo niskiej obecnie wartości certyfikatów CO2 (powiązanych z ceną prądu), które od dawna są zbyt łatwo wykorzystywane przez zagraniczny kapitał do zarabiania ogromnych pieniędzy.
Oburzanie się na UE, że nie działa w tempie i ze sprawnością oczekiwaną od państw, choć reklamuje się jako struktura ponadpaństwowa – sprawniejsza, potężniejsza i bardziej wydolna niż każde z jej państw członkowskich – jest, jak już pisałem w poprzednim artykule, tyleż usprawiedliwione politycznie, co merytorycznie chybione. Jest dowodem na to, że było się uwiedzionym wizją wszechpotężnej Unii, a zderzenie z rzeczywistością okazało się rozczarowujące.
Wydawałoby się, że w czasie epidemii komentatorom politycznym może być trudno znaleźć tematy. Kampania wyborcza prawie zamarła, zmęczeni ludzie próbują jakoś układać sobie życie w nowych warunkach, a politycy próbują się w tym im przydać lub, jeśli nie są decyzyjni, przynajmniej nie przeszkadzać. W mediach jest więcej kampanii informacyjnych i treści poradnikowych. Przynajmniej tak to wszystko wygląda w teorii.
Jedno zdanie do kilku grup adresatów. Do cynicznych polityków, którzy zostali zaprogramowani na ślepą krytykę obozu władzy albo na zaciekłą walkę wewnątrz niego. Do dziennikarzy, którym uporczywe, nudne krytykanctwo wobec działań rządowych służy do budowania kariery zawodowej. Do ludzi mediów, którzy zacierają ręce, w podgrzewaniu atmosfery strachu i zagubienia szukając dodatkowych zysków. Do ogarniętych zaślepieniem ideologów oraz do celebrytów marnej sztuki i rozrywki, którzy czują się ważni, gdy ogólnie mają za złe...
W internecie ukazały się wpisy osób, które skorzystały z rządowego programu LOT do Domu. W sytuacji, kiedy inni przewoźnicy zawiesili połączenia z Polską, inicjatywa LOT była jedyną możliwością powrotu do kraju tysięcy naszych rodaków. Z relacji tych, którzy już wrócili, wynika, że są wdzięczni rządowi za pomoc i za bezpieczny powrót. Niestety znaleźli się i tacy, których relacje są zdumiewające i budzą podejrzenie, że piszą je opłacone trolle, które nawet tak wspaniałą inicjatywę rządu próbują ośmieszyć.
Towarzyszka Joanna Senyszyn za szkalowanie polskich żołnierzy została w kwietniu 2019 roku pozwana do sądu przez Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych. Złożony pozew dotyczy 13 pogardliwych wobec naszych bohaterów wpisów towarzyszki zamieszczonych w ciągu ostatnich czterech lat na jej profilu na Twitterze (obserwuje go ponad 20 tys. osób). Towarzyszka szczególnie atakowała polskich niepodległościowców w okolicach 1 marca – Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Praktycznie wszystkie kraje Europy są dzisiaj zajęte walką z koronawirusem i robią wszystko, aby ta plaga w jak najmniejszym stopniu dotknęła ich obywateli. Wiele innych spraw zeszło na dalszy plan. Każdy to wie i uznaje za rzecz oczywistą. Tym bardziej musimy być czujni. Bo wydaje się, że z drugiej strony to wręcz idealny czas, aby np. Władimir Putin wpadł na pomysł odwojowania sobie krajów bałtyckich albo całej Gruzji, albo jeszcze jakichś innych ziem, korzystając z tego, że szefowie NATO mają inne sprawy na głowie.
Przerażające wieści docierają z „kolebki demokracji europejskiej”, Wielkiej Brytanii, stawianej tylekroć za wzór nam, Irokezom z Europy Środkowo-Wschodniej. Otóż w apogeum epidemii koronawirusa National Health Service, czyli ichni NFZ, zdecydował, że od 1 kwietnia 2020 r. brytyjska służba zdrowia będzie mogła odmówić pomocy pacjentom homofobicznym, rasistowskim lub seksistowskim.
Garść informacji sprzed epidemii. Według danych Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej polskie dzieci zapoznają się z internetem przed ukończeniem 10. roku życia. Im wcześniej nastąpi inicjacja, tym większy wpływ wywrze sieć na ich życie i tym większe będzie ryzyko uzależnienia. 80 proc. nastolatków korzysta z internetu kilka razy dziennie lub „cały czas”; raz dziennie – 13,4 proc.; nie korzysta w ogóle tylko 0,7 proc.
Tak, drodzy Czytelnicy. Pomysł opisany w tytule felietonu wydaje mi się naszą ostatnią deską ratunku. Trzeba się zebrać w sobie i niezależnie od naszych sympatii czy antypatii wobec kanclerz Niemiec – pójść do niej, jak to mawiają, po prośbie. Bo kto jak nie ona opanuje naszą totalną opozycję? A ta zatraca się w szaleństwie i paranoi coraz bardziej.
Koronawirus nie jest tylko epidemią o charakterze biologicznym. Uświadamia nam, jak kruchy jest ład ekonomiczny i społeczny. I że dobre państwo potrzebne jest właśnie po to, żeby w sytuacji kryzysowej w największym możliwym stopniu zamortyzować negatywne koszta nagłych zmian.
W Polsce są pierwsze ofiary śmiertelne COVID-19. A Światowa Organizacja Zdrowia po blisko 3 miesiącach rozprzestrzeniania się koronawirusa po świecie uznała, że mamy do czynienia z pandemią.
Władze Rzeczypospolitej wprowadzają bardzo zdecydowane działania, których celem jest spowolnienie wzrostu liczby zarażonych koronawirusem. Walka idzie zatem nie o to, by unicestwić epidemię – bo to nie jest zadanie do wykonania – ale by spłaszczyć krzywą wzrostu zachorowań.