Utylitaryzm w praktyce
Martwi pensjonariusze leżący obok wciąż żywych, którymi nikt się nie opiekował – piekło Dantego w domach starców w Hiszpanii.
Martwi pensjonariusze leżący obok wciąż żywych, którymi nikt się nie opiekował – piekło Dantego w domach starców w Hiszpanii.
Pewnie wielu z Państwa jest przygnębionych okolicznościami, w jakich musimy spędzać te Święta. Zamknięci w swoich domach, oddzieleni od rodzin, często bez możliwości udziału w nabożeństwach. Ja takich Świąt nie pamiętam i starsi ode mnie też nie. Od stu lat na świecie nie było globalnej epidemii z tak wielką siłą rażenia. Musimy nauczyć się pokory wobec tego typu zjawisk i zrobić wszystko, by im w przyszłości zapobiegać. Pewnie, tak jak wielu, zastanawiam się, co Pan Bóg chciał nam przez to wszystko powiedzieć?
Gdy się słucha reakcji liderów opozycyjnych na propozycje przeprowadzenia wyborów prezydenckich korespondencyjnie czy też nawet kompromisowego/kontrowersyjnego pomysłu Jarosława Gowina o przedłużeniu kadencji obecnego prezydenta na rok lub dwa, ma się wrażenie, że ze wszech miar starają się uzasadnić miano partii antypolskich, które im się zgodnie z definicją księcia Czartoryskiego należy.
Polskie władze próbują przeprowadzić wybory w konstytucyjnym terminie – to według opozycji dowód na zapędy dyktatorskie partii rządzącej. Dla opozycji bowiem idealny scenariusz polega nie na szanowaniu reguł demokracji, ale odsunięciu terminu wyborów na czasy kryzysu pokoronawirusowego i czekaniu na odwrócenie się sympatii społecznych od władzy.
W Unii Europejskiej trwają narady nad tym jak zareagować na kryzys gospodarczy spowodowany walką z koronawirusem. Spór jaki im towarzyszy przebiega według dawno już wytyczonej linii Północ – Południe. Bogate i zasobne państwa z Północy niechętnie chcą się zrzucać na cokolwiek. Południowcy zaś oczekują solidarności ergo pomocy finansowej w walce ze skutkami pandemii. Jaki będzie efekt tych dyskusji zobaczymy.
Był człowiekiem z wyższego towarzystwa, prawnikiem, poliglotą, poetą, szczęśliwym ojcem rodziny. Po utracie pięciorga dzieci stanął przed furtą klasztoru w Starej Wsi koło Brzozowa. Podobno miał już wtedy w swoim dorobku słynną pieśń wielkopostną „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, W krzyżu miłości nauka...”.
Pięć lat opozycja czekała na kryzys. I się doczekała. Epidemia koronawirusa jest czymś, czego w zasadzie nikt na świecie się nie spodziewał. Niewidzialny wróg zabija dziesiątki tysięcy ludzi na świecie. Gospodarka stanęła i nikt nie wie, kiedy ruszy. Ten właśnie kryzys opozycja wykorzystuje, aby siać zamęt i doprowadzić finalnie do upadku państwa, które w ich mniemaniu ma wywindować salonowców do władzy na zawsze.
Proste ćwiczenie. Niech spróbują sobie Państwo wyobrazić, że mamy normalną opozycję. Nie taką, która cały czas bredzi o nazizmie, dyktaturze, biega skarżyć się wszędzie, gdzie się da, opowiadając głupoty o krwawym reżimie w Polsce. Opozycję, której głównym osiągnięciem jest coś więcej niż stworzenie internetowego ścieku SokZBuraka. Że mamy opozycję, która rozumie państwo, ma świadomość, że niezależnie od intensywności walki politycznej są momenty, gdy trzeba działać wspólnie. Ciężko sobie wyobrazić, prawda?
Codziennie słyszymy, ile osób w jakim kraju zmarło, a wcześniej lub po śmierci wykryto u nich koronawirusa. Nie możemy jednak usłyszeć, ile było we Włoszech zgonów spowodowanych COVID-19.
Małgorzata Kidawa-Błońska zamierza podobno rozpocząć akcję antyfrekwencyjną, czyli bojkot wyborów prezydenckich. Przy okazji zawieszona kandydatka Platformy Obywatelskiej mimowolnie uświadamia Polakom korzyści z korespondencyjnego sposobu głosowania.
W szpitalu więziennym w Miedwieżjegorsku w Karelii zmarł Siergiej Kołtyrin, dyrektor muzeum pamięci w Sandarmochu. Kołtyrin był działaczem Memoriału. Sandarmoch to miejsce masowych grobów ofiar NKWD z lat 30. i 40.
W ostatnim czasie środowiska lewicowo-liberalne szczególnie zainteresowane są tym, ilu wiernych gromadzi się na mszach świętych i nabożeństwach w rzymskokatolickich kościołach.
Koronawirus to pierwszy w historii ludzkości wirus, który roznosi się głównie za pomocą papieru – do takiego wniosku można dojść, słuchając opozycji, odkąd PiS zaproponował wybory korespondencyjne.
Polityczna sytuacja, w której znaleźliśmy się 40 dni przed ogłoszonym terminem wyborów prezydenckich, jest kuriozalna.
W Polsce toczą się dziś dwie wojny: jedna z epidemią – prowadzą ją rząd i obywatele, a druga o zmianę terminu wyborów, a w zasadzie zmianę wyborów – w niej walczą opozycja i sprzyjające jej media. Cel pierwszego zmagania wydaje się zupełnie oczywisty i nikomu nie trzeba go szczególnie tłumaczyć, chodzi bowiem o uratowanie jak największej liczby Polaków i ochronienie – na tyle, na ile to możliwe – naszej gospodarki.
Jako samotny wilk, dla niektórych hiena, czuję się bardziej zmęczony „pandemią” niż reszta, wiadomo – wszyscy na jednego. Z drugiej strony staram się zachować trzeźwość umysłu i przede wszystkim zobaczyć świat „po”.
Ta pandemia powinna być wielką lekcją pokory, tak potrzebnej ludzkości przekonanej o swojej omnipotencji.
Choć pandemia ma wymiar globalny, okazało się, że wobec realnego zagrożenia Polacy mogą liczyć na własny rząd. Najbardziej żarliwi euroentuzjaści nie mają złudzeń, że hasło „więcej Unii” brzmi dziś jak ponury żart. Drakońskie ograniczenia swobód wprowadzane przez polskie władze przyjmowane są ze zrozumieniem.