Prócz rosyjskich, ukraińskich czy czeczeńskich spoczywają tam też szczątki pomordowanych polskich zesłańców. Kołtyrin wraz z dyrektorem karelskiego Memoriału Jurijem Dmitriewem odkryli i zbadali to miejsce w latach 90. To jedno z najlepiej opisanych miejsc zbrodni komunistycznych w całej Rosji. Ale Dmitriew i Kołtyrin zaczęli przeszkadzać, bo w Rosji pędu nabrał proces fałszowania historii i wybielania Stalina. Zaczęto także kwestionować prawdę o Sandarmochu. Historycy zostali więc oskarżeni o... pedofilię i wtrąceni do aresztu. Proces Dmitriewa jeszcze trwa, Kołtyrina zaś skazano na dziewięć lat. Jednak miesiąc temu ze względu na stan zdrowia (rak) sąd uchylił mu karę, ale ten nie wyszedł na wolność, bo prokuratura złożyła apelację. Niestety nie zostanie rozpatrzona, bo Kołtyrin zmarł. Trudno nazwać go inaczej niż męczennikiem za prawdę o zbrodniach komunistycznych. Polska powinna go pośmiertnie odznaczyć.
Rosyjski męczennik za prawdę
W szpitalu więziennym w Miedwieżjegorsku w Karelii zmarł Siergiej Kołtyrin, dyrektor muzeum pamięci w Sandarmochu. Kołtyrin był działaczem Memoriału. Sandarmoch to miejsce masowych grobów ofiar NKWD z lat 30. i 40.