Konstytucja. Hołownia płakał, jak ją łamał
Państwowa Komisja Wyborcza po raz kolejny odrzuciła sprawozdanie Szymona Hołowni.
Państwowa Komisja Wyborcza po raz kolejny odrzuciła sprawozdanie Szymona Hołowni.
Wnukowie lub prawnukowie zbrodniarzy z tzw. operacji polskiej dziś mordują i porywają na Ukrainie. Wtedy i dziś na polecenie Kremla. I właśnie dlatego powinniśmy mówić tak często, jak się tylko da, o rosyjskich zbrodniach – sprzed wieków, dziesięcioleci czy kilku dni, bo mimo upływającego czasu i zmieniających się okoliczności bestialstwo społeczeństwa rosyjskiego pozostaje niezmienne.
Władze europejskie przeżywają dziś kryzys wizerunkowy, wyborcy z wielu krajów przestają im ufać i coraz głośniej odzywają się głosy o potrzebie ścisłego kontrolowania wydatków z funduszy przeznaczonych na funkcjonowanie europejskich instytucji.
„Nikt ci tyle nie da, Ukraino – co Niemiec obieca”. Trawestuję powiedzenie odnoszące się do polityki wewnętrznej Polski i Platformy Obywatelskiej i jej obiecanek-cacanek (skrót „PO” rozszyfrowano już dawno jako: „Puste Obietnice”) –bo doskonale pasuje ono również do polityki międzynarodowej. A konkretnie roli Niemiec, które skądinąd podobnie jak Unia Europejska, głównie obiecuje Ukrainie walczącej z Rosją pomoc, a nie pomaga.
„Rosyjski niedźwiedź zdolny jest do wszystkiego, gdy myśli, że inne zwierzęta w lesie nie są zdolne do niczego… Zachód nie potrafi się zdobyć na jedyną politykę, która by osiągnęła dwa cele jednocześnie: zabezpieczenie pokoju i zachowanie własnej godności. Na pychę samodzierżcy Zachód odpowiada znakami, które ów interpretuje jako tchórzliwość. Gdyby mocarstwa zachodnie od samego początku przemawiały męskim językiem, odpowiadającym ich faktycznej potędze militarnej i ekonomicznej oraz ich odpowiedzialności za pokój, gdyby od razu pokazały, że jego nadymanie się i zastraszanie innych nie robią na nich wrażenia, to car nie tylko natychmiast zaniechałby wszystkich swych agresywnych zamiarów, ale i odczułby wobec owych mocarstw inne uczucie niż pogardę, która obecnie gości w jego sercu”.
Za nami trudny rok, przed nami – pewnie jeszcze trudniejszy. To rok wyborczy – jesienią Polacy zdecydują o dalszych losach kraju i w większości – jak wynika z sondaży – świadomi są wagi tego rozstrzygnięcia.
Gdy miesiąc temu doszło do strzelaniny i masowego morderstwa w klubie LGBT w USA, w polskim internecie zawrzało. Winni zostali natychmiast – przez najrozmaitszych polityków lewicy i związanych z tą opcją ideologiczną „myślicieli” – wskazani i napiętnowani.
Podłą specyfiką polskiego wymiaru sprawiedliwości, która rozlała się na całą sferę publiczną jest przenoszenie odpowiedzialności ze sprawców czynów na ludzi, upominających się o prawdę.
Dzisiaj nasi prawosławni sąsiedzi, Ukraińcy, świętują Boże Narodzenie. Nie są to jednak normalne, zwykłe święta, pełne radości i spokoju. Bo spokój i pokój odebrali Ukraińcom Putin i Rosjanie.
„Jeżeli ja zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie…” – polowanie na chrześcijan już w 60 krajach na świecie To gorzki paradoks, że Parlament Europejski znacznie częściej podejmował rezolucje w obronie prześladowanych chrześcijan wtedy, gdy te represje były już znaczące, zwłaszcza w Afryce i Azji, ale jednak mniejsze, niż są obecnie. Dziś szczególnie boli, gdy instytucje międzynarodowe albo głośno milczą, albo w obronie wyznawców Chrystusa zabierają głos jedynie sporadycznie i więcej niż symbolicznie. Tymczasem problem jest coraz poważniejszy.
Liczba zabitych przez obrońców Ukrainy rosyjskich okupantów jest coraz większa. Jeszcze przed świętami przekroczyła 100 tys. i w takim tempie do wiosny będzie ponad 150 tys.
W 1977 r. PRL-owski minister kultury podjął decyzję o rozpowszechnianiu groźnego dla ówczesnych władców filmu „Człowiek z marmuru” wyłącznie w jednym kinie w Warszawie. Jakoś to przejdzie bokiem, myślał zapewne. W efekcie kilometrowa kolejka po bilety do tegoż kina stała się świadectwem beznadziejnej głupoty tamtej władzy, a film Wajdy bił rekordy popularności.
Czy między chrześcijańską wiarą oraz rozumem i jego wytworami, przede wszystkim filozofią i nauką, zachodzi sprzeczność? Mędrcy z Ewangelii św. Mateusza symbolizują odmienne stanowisko, któremu w naszych czasach dało wyraz wielu myślicieli katolickich, m.in. św. Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio” („Wiara i rozum”) i Benedykt XVI.
Gdy na ścianach w kalendarzach rok 2020 zastąpił 2019, świat był, przynajmniej dla nas, trochę bardziej bezpiecznym miejscem. Owszem, w serwisach była już mowa o epidemii nowej, nieznanej odmiany grypy, był to jednak temat egzotyczny, ostatnia lub przedostatnia wiadomość przed sportem.
Mówi się, że nie da się przewidzieć przyszłości. Ale to nieprawda. Życie świata toczy się według pewnych schematów. W historii mamy do czynienia nie z szeregiem nieprzewidywalnych zdarzeń, choć i takie się zdarzają, ale raczej z pewnymi procesami. Co więcej, są one cykliczne i obserwując je, można przewidzieć przyszłe zdarzenia. Wiele z nich zapowiada się dla Polski bardzo pomyślnie.
Chińska polityka „zero COVID” okazała się katastrofą. Nie mniejsza tragedia przyszła po tym, jak Państwo Środka zniosło restrykcje covidowe. Wracamy do sytuacji sprzed trzech lat. Chiny znów przeżywają eksplozję infekcji i zgonów będących następstwem zachorowania na SARS-CoV-2, a Komunistyczna Partia Chin nie podaje prawdziwych danych dotyczących zakażeń i nie chce przyjąć zachodniej pomocy.
W wywiadzie dla „Newsweeka” Tomasz Terlikowski biada nad tym, jak zaangażowanie księży w politykę szkodzi katolikom. „Pamiętam, jak biskup pstrykał palcem i pielgrzymowali do niego politycy wszystkich partii. W tej chwili to raczej polityk pstryka i biskup jest na jego zawołanie” – stwierdza. Może i tak, jednak czytając ów wywiad, odniosłem wrażenie, że ten bojowy dziennikarz katolicki był przy Kościele, gdy to biskup pstrykał, a zaczął go krytykować, gdy jest odwrotnie.
Benedykt XVI odchodzi przede wszystkim jako wielki teolog. Miał też dar światła na przyszłość Kościoła, dlatego największe wrażenie robi jego wizja z 1969 r., którą przedstawił na falach rozgłośni Hessian Rundfunk. Józef Ratzinger już wtedy przewidywał, że Kościół masowy odejdzie do lamusa. Przejdzie on do defensywy, straci wpływy polityczne i poparcie społeczne.