Co będzie z historią?
W dłuższej perspektywie odczujemy styl nowego rządzenia także w obszarze historii.
W dłuższej perspektywie odczujemy styl nowego rządzenia także w obszarze historii.
22 stycznia upływa 161 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego – ulubionego powstania Józefa Piłsudskiego, które jednak w swoich konsekwencjach przyniosło olbrzymie i trwałe straty gospodarcze (utrata majątków należących do powstańców i ich rodzin na rzecz caratu) oraz osłabienie żywiołu polskiego na szeroko rozumianych Kresach Wschodnich. To z kolei stało się jednym z powodów, dla których „biała Rosja” zaczęła przeciwko Polsce grać kartą litewską, rusińską (ukraińską) i białoruską.
W miarę nasilania się chaosu z coraz większym niepokojem pytamy, o co tak naprawdę chodzi Donaldowi Tuskowi i jego formacji politycznej. Oni sami nie ukrywają, że ich celem jest zemsta.
Działania po 13 grudnia ubiegłego roku mają jeden cel: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!”.
Po stłumieniu przez reżim Alaksandra Łukaszenki protestów na Białorusi i rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę Litwa stała się domem dla białoruskich i rosyjskich uchodźców.
Czasy nieciekawe sprzyjają myśleniu o dziwnych rzeczach. I tak zacząłem się zastanawiać, jak wyglądałby stan wojenny, gdybyśmy mieli do dyspozycji współczesne media społecznościowe.
Rosyjskie władze w różny sposób próbują wpływać na międzynarodową politykę. Straszenie atomem to zaledwie jedna z tych odsłon. Z oczywistych względów pomijam też sprawę wojny na Ukrainie, bo to główny element neoimperialnej układanki Kremla.
Czas rządów PiS był określany jako „dobra zmiana”. Można dyskutować, na ile była to dobra zmiana dla większości Polaków. Jednak Zjednoczona Prawica wprowadzała reformy z poszanowaniem prawa.
Przed wyborami parlamentarnymi z ubiegłego roku mówiono, że dla wyborców PiS ważna jest suwerenność, tymczasem dla wyborców PO najistotniejsza miała być demokracja. Tak przynajmniej przedstawiano z grubsza podział między wyborcami w mediach. No ale kiedy partia Donalda Tuska odzyskała władzę, montując koalicję z Trzecią Drogą i Lewicą, demokracja wraz z bezpiecznikami konstytucyjnymi zanika. Jednak wyborcy nie odchodzą od PO, na co wskazują sondaże. Czego więc tak naprawdę chcieli?
Chaos konstytucyjno-prawny w Polsce, wywołany przez opiłowywanie z konstytucyjnych prerogatyw prezydenta RP, jest groźny dla bezpieczeństwa naszego kraju. Rząd Donalda Tuska prowadzi bowiem proces umniejszania i podważania roli i decyzji prezydenta, będącego zwierzchnikiem sił zbrojnych.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaczęło działać. Wyłącza gospodarkę leśną jednym kliknięciem. Będzie dążyć do tego, aby branża drzewna w Polsce upadła. Kogoś może to oburzać, a mnie od jakiegoś czasu wszystko, co robi UE, a za nią nasi rodzimi komsomolcy, wydaje się spójne.
Wybory prezydenckie na Tajwanie wygrał kandydat znienawidzony przez komunistyczne Chiny. Zwycięstwa Williamowi Laiowi z proniepodległościowej DPP pogratulowały m.in. Stany Zjednoczone i Japonia. Odwaga Tajwańczyków i lojalność Waszyngtonu oraz Tokio kontrastują z reakcją dyplomacji unijnej.
Zaostrza się sytuacja na Bliskim Wschodzie. Trudno już nawet mówić o „wzroście napięcia”, bo jest to eskalacja militarna. Atak Izraela na Liban i zabicie jednego z przywódców Hamasu spotkały się z rewanżem w postaci największego od wielu tygodni ataku rakietowego Hamasu na Izrael.
Pierwsze republikańskie prawybory, a dokładniej konwentykle, które odbyły się w stanie Iowa, przyniosły zdecydowane zwycięstwo Donalda Trumpa.
Na użytek krajowy stanowisko to zostało już lekko złagodzone, ale jestem przekonany, że deklaracje czynione w kraju nie mają w tej sprawie żadnego znaczenia.
Pseudozarząd, który przejął telewizję publiczną, nie ma dobrej passy. Ujawniane są kolejne, de facto przestępcze, okoliczności, w jakich doszło do ataku na TVP. Ich cenzorskie zapędy stały się już powszechnym obiektem kpin i krytyki.
Wygląda na to, że w niedalekiej przyszłości będziemy świadkami zmiany na mapie Europy, w dodatku w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy.
Steven Kopits, analityk z Princeton Policy Advisors, powołuje się na źródła ukraińskie i pisze, że w listopadzie i grudniu Rosja traciła na froncie po tysiąc ofiar miesięcznie.